wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział VII

                                                               Carry You Home

*nie przywłaszczam sobie grafiki, wszystko z internetu*


- Angie, cholera jasna, co się z Tobą dzieje ?! - Jillan wydarła się do słuchawki, a Angie wywróciła oczami. Dlatego ją uwielbiam. Jej głos pełen szewskiej pasji z rana i wieczorem to muzyka dla moich uszu.

- No jak to co ? W robocie siedzę. - szatynka usiadła z westchnieniem na łóżko.

- Durna, chodzi mi o to, gdzie jesteś ! W jakim hotelu ! - zawołała Jillan, a Angie o mały włos nie wypuściła telefon z ręki.

- Jillan, ciszej trochę. - poprosiła, a przyjaciółka po drugiej stronie słuchawki wywróciła oczami.

- Jesteśmy na Mariackiej, srartattata. - Jillan szybko nagryzmoliła adres na skrawku paragonu, zanim nie poderwała się z ławki, skąd ruszyła na pierwszy autobus. Jej walizka szurała po chodniku.

- Co ty robisz, Jill ? - Angie zmarszczyła brwi. - Mówiłaś, że wyjeżdżasz dopiero po ...

- Głupolu,  ratuję Ciebie ! - Jillan zziajana w ostatniej chwili wskoczyła do przejeżdżającego autobusu, który pomknął ku jednej z ważniejszych ulic Gdańska. Dziewczyna odgarnęła ciemne loki z twarzy i westchnęła, zanim nie oklapła na siedzeniu przy oknie.

- Że co proszę ?! - Angie wstała z łóżka i podniosła głos. Co ona wymyśliła. - Jillan, co się stało, o czym ja nie wiem ?

- Jasne, że nie. - prychnęła przyjaciółka szatynki. - Po prostu uznałam, że nie wytrzymasz nerwowo w tym stadzie śpiewaków i tancerzy, więc postanowiłam Ci potowarzyszyć. W końcu jesteś pewnego rodzaju sławą, potrzebujesz teamu. - Angie wywróciła oczami na ostatnie zdanie, ale jej serce rozpierała radość. Mam najlepszą przyjaciółkę.

- Wyjdę po Ciebie. Nigdzie nie chodź sama ! - zawołała szatynka do słuchawki, po czym rozłączyła się.

 

Angie zagarnęła z krzesła swój bordowy kapelusz i chwyciła za telefon, który wsadziła do tylniej kieszonki spodni. Rozejrzała się po pokoju, gdzie panował idealny porządek. Wszystkie jej sprzęty były bezpiecznie schowane, raczej nikt nie dałby rady włamać się na drugie piętro. Ale zawsze lepiej być ubezpieczonym.

- Ok, lećmy. - chwyciła za klucz od pokoju i z werwą otworzyła drzwi, przy okazji uderzając kogoś.

- Shi*. - ktoś jęknął, a oczy Angie rozszerzyły się z zaskoczenia. To Charlie. Co on tu wyprawia ?

Moja głowa. A ona gdzie się wybiera ? Chyba nie ucieka ?

- Przepraszam, nie chciałam, po prostu strasznie się śpieszę ... - zaczęła tłumaczyć pośpiesznie, kiedy dotknęła czoła chłopaka, który był trochę wyższy od niej, więc musiała stanąć na palcach i o mały włos nie przewróciła się na niego. Angie, geniuszu, nie jesteś primabaleriną, a sierotką. I właśnie przywaliłaś chłopakowi, który podoba Ci się od paru dobrych lat w głowę. Dzięki Boże, to się nazywa szczęście.

Była urocza, kiedy z zakłopotaniem dotykała mojego czoła. Chciałem aby ta chwila była codziennie. Mogłaby codziennie mi przywalać, jeśli potem miałabym patrzeć na mnie takim wzrokiem. Pełnym skruchy, zawstydzenia i dawki, dużej dawki sympatii.

- Nic się nie stało. - Charlie nie myśląc, położył jej dłoń na talii, aby zachowała równowagę. Dziewczyna upuściła głowę, z zaczerwienionymi policzkami patrząc w podłogę.  O Matko Święta. On ... mnie dotyka. Jezu.

- Nie, przepraszam Cię, przyniosę lód, jeśli chcesz.... - zaczęła, kiedy chłopak uśmiechnął się uroczo do niej, a ona poczuła, że nogi uginają się pod nią, kiedy poczuła jak telefon w kieszeni wibruje. Nie patrz się tak na mnie. Proszę. Czuję się jak galaretka. Albo jak śnieg topniejący na wiosnę. Cokolwiek. Czuję się, jakbym miała płynne wnętrzności. Boże, okropnie to brzmi, ale tak się czuję. I jak nie przestaniesz, to albo rzucę się Ci w ramiona i zacznę całować albo ... zemdlę. Nie wiem, co gorsze.

- Przepraszam, muszę odebrać. - odsunęła się od niego szybko i przyłożyła telefon do ucha. - Tak, Jill? Kochana, ratujesz mi skórę. Wynagrodzę Ci to w wolnej chwili.

Czemu tak się mnie boi ? Nie chce, aby ją dotykał ? Co jest z tą dziewczyną ? Inna dałaby się zabić za to, a ona ucieka ? Czy to dlatego mnie tak intryguje ? Bo jest inna niż wszystkie, które dotąd poznałem ?

- Idiotko, wiesz, że pojechałam na drugi koniec miasta ?! - ciemnowłosa siedząca w autobusie westchnęła rozdzierająco, a Angie zachichotała. Ma taki uroczy śmiech, pomyślał Charlie, stojąc obok niej z założonymi rękoma. Chciałbym abyś śmiała się tak cały czas, Angie. Bo wtedy wydaje mi się, jakby świat był piękny i bez skazy.

- Wiem, dlatego właśnie biegnę już Cię ratować. Albo raczej określmy to jako spirit księżniczki z zbroi bez konia. Zaraz tam będę podaj adres.  Głupol mały, znów się zgubiła. Wiedziałam, że tak będzie. Jej nie można wysłać nawet na drugi koniec ulicy bez mapy lub GPSu.

- W porcie rybnym jestem. - Angie wywróciła oczami i rozłączyła się, kiedy dopiero po chwili zorientowała się, że Charlie wciąż stoi koło niej.

Czemu tu wciąż stoi i uśmiecha się ? Bogu niech będą dzięki, nie skaleczyłam go poważnie. Zaraz zemdlę, jeśli nie przestanie świdrować mnie wzrokiem. Nie rozumiem go. Może coś mu dosypali do jedzenia ? Nie ma logicznego wytłumaczenia dlaczego wciąż tu stoi i się patrzy.

Czy ona się mnie boi ? Czemu ma takie duże oczy ? Nie chcę jej zranić, jak mogę jej to okazać, że jest dla mnie tak ważna i tak potrzebna, skoro sam nie wiem, dlaczego tak jest. Chciałbym aby mi zaufała, aby nie napinała mięśni i nie uciekała wzrokiem, kiedy tylko się spotkamy. Chcę ją naprawdę poznać. Chcę abyśmy byli przyjaciółmi.

- Wybierasz się gdzieś  ? - spytał zaciekawiony, a dziewczyna lekko zarumieniona założyła kosmyk włosów za ucho.  O Boże, czemu on ma takie oczy ?! Czuję się jak ostatnia sierota, wolałabym, aby się to nie wydarzyło. W jego oczach muszę być jakaś nienormalna.

- Tak. - powiedziała. - I trochę się śpieszę. Jeszcze raz przepraszam, nie zrobiłam tego specjalnie. - już chciała się obrócić na pięcie i pobiec w kierunku schodów, a następnie najbliższego przystanka autobusowego, kiedy ... Charlie złapał ją za dłoń ! O mamuniu. No nie. Chce, żeby zemdlała i upadając rozbiła sobie głowę. Ma tak szorstkie palce. Angie, chwilka, co ty gadasz ?! Nie czas na zastanawianie się ... Ciekawe jak całuje ... O Matko Boska. Jeszcze parę dni, a ja boję się, że nie wytrzymam psychicznie i włamię się do ich pokoju w nocy.

- Nie uciekasz, prawda ? - w jego głosie było niezaniepokojenie, jakby ... chciał, aby została. Jezu, każdym swoim gestem zabiera kawałek mojego serca. Niech mnie trzyma. Jest taki uroczy.

- Nie, nie, nie. -zaprzeczyła energicznie, delikatnie się uśmiechając, a Charliemu spadł kamień z serca. Zostaje. Tak, na szczęście. Na razie zostaje przy mnie. I nie pozwolę, aby każda chwila uciekała mi przez palce. Mam parę dni, aby zdobyć jej serce i poznać ją lepiej.

- To gdzie tak pędzisz ? - uśmiechnął się delikatnie. - W końcu nikt nie śpieszy się z byle powodu. A na pewno nie ty. Wiem, jaka jesteś, czuję, to że udajesz taką chłodną. Jesteś kimś zupełnie innym. Wiem to. Tam w głębi serca.

- Moja przyjaciółka zgubiła się. - Angie westchnęła. - Miała dojechać tutaj, ale jak to ona - ma zerową orientację w terenie i zgubiła się, a ja muszę ją odnaleźć. - poprawiła kapelusz na głowie. Kochany, zaraz moja przyjaciółka umrze uduszona smrodem ryb, a ja nie potrafię odejść, kiedy patrzysz się na mnie takim wzrokiem. Pełnym ciekawości, zabawnych iskierek... Jezu, gdyby nie to, że nauczyłam się w jakimś stopniu kontrolować emocje, upadłabym do jego stóp ...

- Twoja przyjaciółka jest ...

- Jest sobą. - Angie zaśmiała się. - A kiedy usłyszała, że potrzebuję pomocy, uznała, że przyjedzie. - Angie wzruszyła ramionami. - A teraz wybacz, ale naprawdę muszę już iść. - próbowała delikatnie wyswodzić rękę z uścisku, kiedy chłopak ruszył w kierunku schodów, razem z nią. Jaki silny. Ale czemu nie chce mnie puścić ?! Charlie Lenetan, jesteś bardzo dziwny. Zadajesz się z niewłaściwą osobą.

- A ty gdzie idziesz ? - spytała zdziwiona, kiedy przeskakiwali przez dwie stopnie, aż nie wyszli na świeże powietrze. Słońce świeciło delikatne w oczy, była osiemnasta, wciąż było parno i ciepło, a ludzie tłoczyli się w kawiarniach i na plażach.

Charlie, powoli, człowieku nie narzucaj się. Bądź z nią. Na razie ogranicz dotykanie jej dłoni. Ona się Ciebie boi, musi Ci zaufać.

- No jak to gdzie ? Oczywiście, że z Tobą. - jej oczy były wielkie jak spodki, kiedy stanęła jak wryta na parkingu przed hotelem. Że co proszę ?! Czy on właśnie powiedział, że ...

- Ale ... jak to ze mną ?! - spytała mocno zszokowana. - Ja ... idę daleko, na miasto, ty nie możesz wyjść z hotelu bez ochrony ! - dodała pewna siebie. - Charlie, wracaj natychmiast do pokoju. Ja sobie poradzę. - zakomenderowała, ale chłopak pokręcił głową. Czy on właśnie zamierza się mnie nie posłuchać ?! Boże, co się tu dzieje ! Człowiek, którego tak podziwiam, szanuję, WIELBIĘ, właśnie proponuje mi, że pomoże mi szukać przyjaciółki w zupełnie obcym mieście !

- Angie, nie chcę, żeby coś Ci się stało. - powiedział z powagą. - Jesteś taka niewinna, ktoś może zrobić Ci krzywdę. - wywróciła oczami na te słowa. Aha, czyli ma mnie za dzieciaka, którego trzeba pilnować. No to żeby było na tyle, jeśli chodzi o moje romantyczne przygody z BAM. Jeden z nich właśnie powiedział mi w twarz, że jestem sierotą, która sobie nie poradzi w życiu. Super.

- Poza tym - spojrzała na niego z dawką ciekawości, co ma jeszcze do powiedzenia- chcę się dowiedzieć, dlaczego wołałaś o pomoc. I chcę zobaczyć Gdańsk nie zza szyb autokaru. - dziewczyna otworzyła usta, ale on uniósł dłoń, żeby mu nie przerywała. O jaki cwany. Myśli, że zmusi mnie, abym siedziała cicho ? Niedoczekanie !

Jest taka słodka, kiedy denerwuje się, jak coś nie idzie po jej myśli. Widzę po niej, że ten pomysł nie przypada  jej do gustu, ale wiem też, że jeśli pozwolę jej samej iść, to oszaleję z niepokoju. Mam to dziwne przeczucie, że muszę być obok niej. Że ona potrzebuje mnie, a ja jej.

- A co do ochrony - wątpię, żeby rozpoznali mnie w takich tłumach. A jeśli nawet - to wkroczysz do akcji i coś wymyślisz na poczekaniu. - jego uśmiech rozjaśniał i tak jasny wieczór. - Proszę, Angie, nie każ swojej przyjaciółce czekać. Jeszcze jej się coś stanie. Obiecuję, że nie sprawię Ci kłopotów. - popatrzył na nią wzrokiem szczeniaczka, wciąż trzymając delikatnie za nadgarstek, a ona westchnęła. Przegrałam tę bitwę. Te oczy. Nie potrafiłabym powiedzieć nie. Choćby bardzo tego chciała.

- Nienawidzę Cię. - mruknęła, kiedy cichaczem wymknęła się przez bramkę hotelu, a wysoki blondyn z uśmiechem ruszył za nią ...

8 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że fabuła mnie tak wciągnie :>

    Wszystkie rozdziały nadrobiłam i muszę ci powiedzieć, że masz talent *.* (oddaj go troszkę ._.)

    Nie mogę doczekać się następnego ♥

    No i w wolnej chwili zapraszam:

    Bam-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na następny rozdział. ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Gabi! Jestem twoją największą fanką! Pisz dalej💖💖💖💖💖💖💖

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne , twoje rozdziały są inne niż na blogach ktore czytam.Masz swój styl pisania i to mi sie podoba :) czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne , twoje rozdziały są inne niż na blogach ktore czytam.Masz swój styl pisania i to mi sie podoba :) czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy następny rozdział? 😭 chcę już czytać!!! ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń