piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział V


 
 

Jakiś czas potem ...

Angie skierowała swoje kroki ku jadalni, aby dostać cokolwiek do picia. Artur podążał za nią, aż w końcu nie chwycił jej za ramię. Ciemne oczy wlepiły się w niego z zaskoczeniem. Co on teraz chce ? Nie wystarczy tamta dwójka, jeszcze dochodzi do tego Arcie ? Dzięki Boże. Chcesz chyba, żeby umarła w któregoś ramionach.

- Przepraszam. - wydawał się naprawdę skruszony, spuścił wzrok i niepewnie szurał stopą. No po prostu tylko wyściskać. 

- Ja nie wiedziałem, że może Cię to tak urazić. Kiedyś odbrazisz się za to ? - spytał, czarując uśmiechem, a Angie roześmiała się i zupełnie niespodziewanie dla siebie przytuliła szybko ciemnowłosego, który był dość zdziwiony. Co tu wyprawiasz, wariatko, spytała sama siebie. Spełniasz marzenia, podpowiedział cichy głosik w jej głowie.

- Nie gniewam się. Ale nie paplaj tyle. Szczególnie co widziałeś w pokoju. - w jej oczach czaiła się prawdziwa prośba. - Ja i tak zaraz wyjeżdżam.

- Nie możesz! - Artur chwycił ją za ramiona. O matko. To chyba będzie Artur. To w jego ramionach umrę ze szczęścia.

- Nie pozwolę na to. Choćby miał Cię nosić na rękach, nie pozwolę, abyś sobie wyjechała ! - Angie założyła ręce na piersi, coraz bardziej dziwiąc się w duchu, całą tą sytuacją. Nigdy żaden facet nie proponował jej noszenia na rękach, no chyba, że ojciec. Lub Filip. Ale oni się nie liczyli.

- Nie zabraniam, jeśli chcesz, możesz zacząć od teraz. - ku jej zdziwieniu Artur zaśmiał się i chwycił ją za nogi i zamiast się zorientowała się, niósł ją w ramionach, co pewien czas śmiejąc się głośno. A ona mu wtórowała. No po prostu świetnie, Angie. Podbijasz świat w ramionach Sikorskiego.

 

- No,no, braciszku . - powiedział Jeremi, patrząc jak Artur wnosi na rękach tą dziwną szatynkę, która teraz śmiała się cicho, a jego brat jej wtórował ! Jeremi pokręcił głową, dziwiąc się całej tej sytuacji, kiedy kątem oka zauważył zdziwione miny chłopaków z Bars and Melody. O co tu chodzi.

- Dziękuję, książę. - Angie udawała, że kłania się Arturowi, który roześmiał się. Ten śmiech. Umieram. I ten uśmiech. Asawawaggwgwa.

- Dla Ciebie zawsze, smutasie. - dostał kuksańca od dziewczyny, która wydawała się zupełnie inną osobą niż parę godzin temu. Z szarego, cichego zwierzątka, Jeremi zaczął zauważać odwrotność tego - wybuchową i ciekawą osóbkę, która teraz z lekkim uśmiechem na ustach przysiadła się do niego. Czas chyba trochę pokazać prawdziwą mnie, bo tak to odejdę w zapomnienie szybciej niż zeszłoroczny śnieg. A tego nie chcemy. Nie teraz, kiedy ... coś się dzieje. I Boże, czuję, że to będzie wspaniała przygoda, jeśli tylko zaufać mojemu pokręconemu przeczuciu.

- Więc, wyjaśniłaś tę sprawę z tym całym sądem ? - zagadał, a szatynka kiwnęła głową.

- Tak. Naprawdę głupia, błaha sprawa, ale cóż zrobić, jeśli jest .... - dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale ugryzła się w język. Bracia jednak to zauważyli.

- Kim jesteś ? - spytali, a dziewczyna udała zajętą swoją herbatą. Nikim ważnym. Znów jestem szarą, nieciekawą osóbką.

- Angie. - Artur szturchnął szatynkę, kiedy odstawiła filiżankę. - Powiedz nam. - jasnoniebieskie oczy wpatrywały się w dziewczynę, która zaśmiała się tylko. Jak dalej się tak będzie na mnie patrzył, to zemdlę. Najlepiej udawać głupią. A tobie, Angie, świetnie to wychodzi.

- Kiedyś wam to wytłumaczę. Naprawdę . - dodała pod niepewnym spojrzeniem braci. - A teraz, wybaczcie, ale mam masę pracy i jestem dość zmęczona. Dobranoc. - uśmiechnęła się, kiedy Artur poderwał się z miejsca i podążył, żeby ją odprowadzić.

 

- To miło z twojej strony, że mnie odprowadzasz. - Angie spojrzała na chłopaka, kiedy wchodzili po schodach. Cóż za dżeltelmen.  Artur uśmiechnął się do niej i nic nie odpowiedział, kiedy stanęli w końcu przed drzwiami pokoju dziewczyny.

- Jeśli chcesz, mogę Ci w czymś pomóc. - zaoferował Artur, ale Angie pokręciła głową. Jeszcze by tego brakowało. Już i tak umieram na zawał serca ze szczęścia, nie potrzebuję  jeszcze drugiego, ale teraz z szoku.

- Nie, to nic ważnego aż tak, żebym musiała Cię zmuszać do pracy. Ale dziękuję i dobranoc. - pchnęła drzwi, a Artur uśmiechnął się do niej, zanim drzwi nie zatrzasnęły się za niską szatynką.

 

KOlejny dzień ...

Angie przeciągnęła się, zanim poczuła, że jej telefon wibruje od jakiegoś czasu na jej uchem. Zmęczona, przetarła oczy, zanim zobaczyła numer przyjaciółki.Jillan, kopo, oddzwonię.  Odrzuciła połączenie i powlokła się do łazienki, gdzie zobaczyła nierówno ułożone włosy, pogniecioną piżamę, wychudzoną twarz i wory pod oczami.Po prostu zabójczo piękna, jak co dzień.  Westchnęła i powędrowała z powrotem do łóżka, gdzie miała nadzieję wspać się przez następne trzy godziny, ale potem przypomniała sobie, że dzisiaj pierwszy dzień trasy, pierwsze wywiady, rozmowy .... Jezu, westchnęła, wiedząc, że gdzieś w tym tłumie ludzi, znajdzie się grupa osób, które będą wiedziały, kim naprawdę jest ....

 

To był naprawdę dobry sen, ale trzeba było wstać, ubrać się, zjeść. Charlie i Leo powędrowali do jadalni, gdzie wszyscy powitali ich z podobnymi zaspanymi minami. Chłopacy pogrzebali w jedzeniu, zanim wrócili z powrotem na górę, gdzie ....

- Kim jesteś ? - zaspany Leo potarł oczy, kiedy ciemne oczy wlepiły się w nich z zaciekawieniem, zanim ktoś ponownie nie zaczął układać pościeli w idealny stan. Charlie uśmiechnął się zaspanie, a postać zaśmiała się, kiedy obaj chłopcy rzucili się na łóżka, niszcząc jej ciężką pracę. Była zupełnie inna niż wczoraj.  Mniej zdenerwowana. Bardziej promienna. Jeszcze bardziej zachwycająca.

- Kocham Cię, Angie, ale daj jeszcze gdzieś godzinę się wyspać. - wymamrotał w poduszkę Leo, a dziewczyna zaśmiała się i usiadła na podłodze pomiędzy oba łóżkami. Jej oczy lśniały, a uśmiech zdobył całą twarz. Kochasz mnie powiadasz ? To mój drogi, pokaż to.

- Ale wtedy sami będziecie po sobie sprzątać. - ostrzegła, a Leo wysłał jej buziaka. Czy on musi być tak denerwująco słodki ? !

Czemu tak mnie unika ? Co ze mną jest nie tak ? Widzę, jak się patrzy na Leo. Już mu zaufała, mają te same rozbawione błyski w oczach. Ale czemu tak się mnie boi ? Czy może kiedyś ją zraniłem ? Ale jak, skoro nigdy się wcześniej nie spotkaliśmy ?

Charlie zauważył, że dziewczyna z zaciekawieniem przykrzywiła głowę, patrząc jak Leo rzeczywiście chwilę później spokojnie śpi, co pewien czas mamrocząc coś pod nosem. Dziewczyna uśmiechnęła się i naciągnęła na chłopaka kołdrę, po czym delikatnie pogłaskała go po policzku, po czym westchnęła i wstała z kolan i zaczęła zbierać rzeczy rozrzucone po całym pokoju. Była taka spokojna. Uśmiechała się. Prawdziwie. Jakby wizyta tutaj była czymś wyjątkowym.

- A ja ? - Angie tak się przestraszyła, aż wypuściła rzeczy w rąk, po czym pogroziła palcem Charliemu, który patrzył jak dziewczyna zbiera jego dżinsy, bluzę Leo i składa to w idealne kupki, które kładzie na walizkach, zanim ponownie kuca na podłodze, ale Charlie przesunął nogi i zaproponował, żeby usiadła w nogach łóżka. Dziewczyna wywróciła oczami, ale posłusznie tak zrobiła. Charlie uśmiechnął się kącikami ust, widząc jak dziewczyna naciąga mu kołdrę aż pod samą brodę, po czym wstaje, żeby odejść i dalej sprzątać. Boże, co się ze mną dzieje. Znów pragnę ją przytulić, porozmawiać w cztery oczy. Oszalałem. Ona jest ... kimś, nie dla mnie. Nie pasujemy do siebie. Nie jesteśmy z tych samych światów.

- Zapomniałaś o czymś. - wywróciła oczami i ponownie opadła na materac, po czym nasunęła mu kołdrę na głowę. Jej dotyk. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Ale chcę, żeby ta chwila trwała wiecznie.

- O tym ? - spytała cicho słodki głosem, aby nie obudzić śpiącego Leo. Spod kołodry wyłoniła się poczochrana głowa Charliego, a Angie zachichotała, po czym przygładziła mu delikatnie dłonią włosy.

- Idź spać, jak on. Nie dacie dobrego show, jeśli będziesz śpiący. - powiedziała już poważnie, wodząc palcem po kołdrze. Charlie uśmiechnął się i posłusznie kiwnął głową, a niesforny kosmyk włosów opadł mu na czoło. Angie uśmiechnęła się delikatnie, po czym musnęła policzek chłopaka palcami, po czym delikatnie uścisnęła go za dłoń, którą położył na kołdrze, zanim wstała i ruszyła do ponownego sprzątania. Jezu, ona jest taka .... zachwycająca. Tak, to dobre słowo. Nieważne, że nie  jest nikim znanym i że spotkaliśmy się wczoraj. Jestem nią zauroczony i cierpliwie będę zdobywał jej zaufanie, przyjaźń.

Pierwsze parę minut Charlie udawał, że spał, ale później patrzył, jak dziewczyna wygładza niewidzialne fałdy na ich ubraniach, jak delikatnie rozsuwa żaluzje i patrzy przez okno, jak z pół-uśmiechem wpatruje się w śpiącego Leo, po czym znów przenosi wzrok na horyzont. Charlie czuł nieoparte wrażenie, że jeśli zaraz nie podejdzie, nie pocałuje tej dziewczyny, to oszaleje. Dosłownie. I znów nie miał pojęcia, czemu .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz