Lipiec 2016r, Warszawa - Lotnisko Chopina
- Pamiętaj, jesteś profesjonalistką. Tłumaczysz materiały na
polskie strony młodzieżowe. Napisałaś setki, miliony opowiadań. Jesteś Angie i
dasz radę. - brunetka zacisnęła dłoń, aż paznokcie wbiły jej się w skórę.
Pisnęła, zupełnie nieprofesjonalnie, i złapała za rączkę walizki, której chłód
miał ją uspokoić, a tylko dodał strachu.
- Co jeśli sobie nie
poradzisz ? Nie wydusisz ani jednego słowa ? Rzucisz im się na szyję jak
futbolista na piłkę ? Jeśli nie będziesz potrafiła otworzyć ust ? - myśli
galopowały przez głowę niewysokiej dziewczyny, aż ze złością tupnęła nogą. Parę
osób, które również czekały na przylatujących, spojrzało w jej stronę, ale nic
nie powiedziało. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i wystukała esemesa do
przyjaciółki, która natychmiast odpisała, pocieszając, że wszystko będzie
dobrze. Angie uśmiechnęła się do ekranu, zanim usłyszała parę podekscytowanych
głosów, a jej wnętrzności wywróciły się do góry nogami. Podniosła oczy i mało
nie wyrzuciła telefonu z dłoni.
Byli tacy sami, jak sobie wyobrażała. Leo, zawsze
uśmiechnięty, w granatowych dżinsach i koszuli, zaś Charlie z lekka ponurą
miną, niczym blond anioł śmierci. Dziewczyna wzięła oddech i pomachała do ich
menadżera, Elvisa, który dopiero po chwili zauważył niewysoką dziewczynę.
Dokładnie wtedy kiedy parę minut kręcili się w jej poszukiwaniu w tym samym
czasie, co ona zgubiła ich.
- Boże, jasna cholera, zgubiłam swoich podopiecznych
pierwszego dnia ! - wrzasnęła ze złością, zanim z impetem nie wpadła na kogoś.
- Hej, jak chodzisz łamago …. - zaczęła, kiedy ktoś zrobił
dziwną minę, podobnie jak dwie osoby za nim. Angie zaklnęła, patrząc jak jakiś
barczysty gościu pomaga jej zaskoczonej wstać, po czym niepewnie jak na gościa
takiej postury, wzrusza ramionami i najwyraźniej chce coś powiedzieć, ale nie
wie jak.
- Przepraszam bardzo, ja bardzo przepraszam państwa, Jezu,
jestem sierotą, kompletną sierotą, niech pan mi wybaczy, ale Jezu zgubiłam
osoby, które beze mnie zginą za parę minut w tym zakręconym tłumie, byłam za
nich odpowiedzialna, a teraz nawet ich nie widzę…. - dziewczyna gadała jak
nakręcona, nie patrząc jak oczy mężczyzny i dwóch osób jemu towarzyszących
robiły się coraz większe, kiedy dziewczyna z pasją wyrzucała ręce w górę, aż w
końcu skończyła i jej ramiona opadły, a ona sama spojrzała na kogo wpadła. Jej
oczy powiększyły się dwukrotnie. Gościu z lekka zaskoczony podrapał się po
wielkim nosie.
- Ehmm …. madam my być …. - zaczął łamaną angielszczyzną, kiedy dziewczyna
odzyskała spokój, odgarnęła ciemno blond kosmyki krótkich włosów z twarzy i
uśmiechnęła się profesjonalnie, lekko unosząc kąciki ust, po czym podała dłoń
zaskoczonemu mężczyźnie, który niepewnie ją uścisnął.
- Witajcie. Jestem z ekipy Young Stars on Tour i zaprowadzę
was do miejsca spotkania. - dziewczyna z łatwością przeszła na angielski, kiedy
uświadomiła sobie, że wpadła na zagubionych podopiecznych, którzy uśmiechnęli
się z ulgą, że ta niewysoka postać to nie żadna wariatka i najwyraźniej umie
coś powiedzieć po angielsku.
- Czekaj …. ty jesteś …. naszą tłumaczką ? - dziewczyna z
łatwością lawirowała pomiędzy tłumem ludzi, a mężczyzna i dwóch chłopaków
próbowała za nią nadążyć. Ciemne oczy wlepiły się w postać barczystego gościa,
po czym dziewczyna nic nie mówiąc, popędziła dalej.
- Kurwa, jak łazisz człowieku ?! - wrzasnęła na biednego
człowieka, który napatoczył jej się pod nogi, zanim nie wybiegła w końcu na
świeże powietrze. Rozejrzała się i zobaczyła, jak jej podopieczni przeciskają
się przez tłum, aby w końcu dotrzeć do niej.
- Co to za miejsce. -wysapał Leo, ściskając rączkę walizki.
Charlie nie powiedział nic, wpatrując się w dziewczynę, która starała się na
niego i jego towarzysza nie patrzeć.
- Dziewczyno, nie powiedziałaś nam kim jesteś ! - zagrzmiał
mężczyzna, a szatynka spojrzała na niego z powagą i poprawiła rękaw marynarki
koloru camel.
- Jedna z głównych pomocniczych w organizacji Young Stars on
Tour Summer. - wyciągnęła indentyfikator spod marynarki i podała mężczyźnie,
aby porównał osobę na zdjęciu do stojącej przed nim. - Do waszych usług. -
ukłoniła się z lekka ironicznym geście, ale obcokrajowcy nie zauważyli tego.
- Dobrze. - mężczyzna po wnikliwej obserwacji oddał
indentyfikator, który dziewczyna zawiesiła na szyi. - Masz nas zaprowadzić do
autobusu. Pierwszy przystanek …
- Gdańsk. - dziewczyna machnęła dłonią. - Oczywiście nie
jestem głupia. - z lekka zmarszczyła brwi, po czym wskazała dłonią na majaczący
w oddali wysoki budynek.
- Widzicie ten budynek? - powiedziała, a jej podopieczni
kiwnęli głowami. - Musimy tam dojść. Albo dojechać jak chcecie. - założyła ręce
na piersi. - Tylko że nie ochronię was przed smrodem i tłumem wściekłych
nastolatek, więc proponuję pieszo. Ale wybór należy do nas. - cała trójka
porozumiała się spojrzeniami, zanim wskazali dłonią, aby prowadziła. Blondynka
z werwą ruszyła, a jej walizka szurała po chodniku, kiedy trójka jej towarzyszy
próbowała dotrzymać jej tempa.
- Mogłabyś zwolnić ? - jedynie mężczyzna odważył się coś
powiedzieć do dziewczyny, która budowała pewien respekt. Blondynka poprawiła
ramię torby laptopa i wzruszyła ramionami.
- Jasne. - powoli reszta zaczęła ją doganiać, aż szli ramię
w ramię. Panowało ciepło, słońce świeciło mocno, a ciemne ubrania przyciągały
promienie. Dziewczyna westchnęła, rozpamiętując wszystkie swoje porażki tego
dnia i uznała, że natychmiast po odprowadzeniu tych ludzi zwalnia się z tej
roboty. Prędziej spłonie ze wstydu niż będzie ich tłumaczem całą drogę.
- Tak w ogóle, to nie przedstawiłaś się. - zaczął delikatnie
Charlie, a ciemne oczy zwróciły się w jego stronę i na bladych, wychudzonych
policzkach pojawił się lekki rumieniec.
- Jestem tylko z jedną z pomocnic. Chyba to nie jest takie
ważne, żebyście znali moje imię. - przyśpieszyła lekko, widząc autokar i grupę
nastolatków zgromadzaną niedaleko niego.
- Ale …. - Leo zaczął, kiedy wszyscy stojący ruszyli im na
spotkanie.
- Leo, Charlie ! - smukła brunetka uścisnęła dawnych
znajomych. - Miło was widzieć. - wszyscy zaśmiali się, kiedy postacie zaczęły
się witać z resztą ekipy. Nikt nie zauważył, kiedy niska brunetka zniknęła
niczym duch. No może nie wszyscy.
- Hej, hej, Angie ! - jakiś młody gościu pomachał dłonią, a
dziewczyna odwróciła się, słysząc jego głos.
- Ehmm …. nie znam pana … - przyśpieszyła kroku, próbując
zniknąć w miejskim autobusie, ale ktoś złapał ją za ramię.
- Gdzieś się wybierasz ? - ciemnowłosy chłopak z uroczym
uśmiechem odciągnął ją od pojazdu, który chwilę później zniknął za zakrętem.
Dziewczyna westchnęła i spojrzała ze złością na chłopaka.
- Czemu to zrobiłeś ? Śpieszę się gdzieś. - mruknęła, kiedy
razem z chłopakiem chcąc ,nie chcąc, ruszyła do młodego gościa, który wyciągnął
w jej kierunku ramiona.
- Angie, skarbie, nie jestem przerażający. - wysoki
ciemnowłosy zaśmiał się razem z mężczyzną, a dziewczyna wywróciła oczami,
czując, że się nabijają z niej, bo jest "dzieckiem".
- Nie o to chodzi. Ja odchodzę. - powiedziała, zakładając
ręce na piersi i starając się brzmieć pewnie. Mina mężczyzny zrzedła z lekka,
choć ciemnowłosy wciąż się uśmiechał.
- Angie, skarbie, jesteś niezastąpiona… - zaczął, a
dziewczyna machnęła dłonią.
- Nie przesadzajmy. Wszyscy dacie sobie radę, są słowniki.
Ja się nie nadaję do tego. Agencja się pomyliła. Nie nadaję się. - powtórzyła z
uporem dziecka. - Weźcie sobie kogoś innego.
- Co się tu dzieje ? - młodsza kopia ciemnowłosego podeszła
do grupki, a dziewczyna zaczynała czuć, że ten dzień będzie jeszcze gorszy.
Osoby, które tak podziwiała, teraz stały obok niej, a ona grała idiotkę. Brawo Angie, pomyślała.
- Nasza tłumaczka postanowiła zastrajkować. - ciemnowłosi
otaskowali niewysoką osobę z lekka kpiącym spojrzeniem i dziewczyna poczuła się
urażona jeszcze bardziej tym niż że nikt jej nie poinformował, że jest taką
sierotą. Starała się jednak nie wyglądać na zdruzgotaną i zezłoszczoną swoimi
wpadkami i po prostu chłodno patrzyła przed siebie, gdzie zza pleców mężczyzny
widziała jak Leo i Charlie rozmawiają z resztą ekipy.
- To …. jest nasza tłumaczka ? - upewnił się Arthur, a jego
starszy brat rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, aby się nie naśmiewał, bo
zaczął zauważać, że dziewczyna jest naprawdę czymś przygnębiona.
- Była. - Angie odwróciła wzrok na nich i warknęła, aż mężczyzna wzdrygnął się. - A
teraz wybaczcie, ale mam masę spraw. Na przykład nauczenie się języka. -
rzuciła i ponownie ruszyła w kierunku przystanka, zaciskając palce na ramieniu
torby laptopa. Mężczyzna westchnął i zawołał :
- Angie, chodź porozmawiamy. Na pewno da się wszystko
wytłumaczyć !
- A pieprz się ! - zawołała, a braci i mężczyznę przytkało,
kiedy obróciła się w ich kierunku. - To nie moja bajka. Mam masę swoich
problemów na głowie. To agencja mnie wybrała, a nie ja.
- Ale się zgodziłaś. - zauważył trzeźwo Ryszard*, a ta
wzruszyła ramionami.
- Potrzebuję pieniędzy na lot do Stanów. Ale, ty i tak tego
nie zrozumiesz. - machnęła dłonią. - Naprawdę było miło, pięknie i w ogóle, ale
teraz niestety muszę was opuścić, znaleźć najtańszy autokar do Kołobrzegu, a
potem autostopem do domu. Więc wiecie mam masę roboty, muszę się zbierać. Może
w podróży nauczę się angielskiego. W końcu wiecie, w Ameryce przydałoby się
umieć cokolwiek. - dziewczyna odwróciła się na pięcie i dumnie ruszyła ku
autobusu, a organizator imprezy schował twarz w dłonie, czując, że szykuje się
katastrofa. Ciemnowłosi bracia porozumieli się spojrzeniami, po czym popędzili
za dziewczyną, która już zdążyła wsiąść do autobusu …
- Co wy tutaj robicie ? - zaczęła dość zdziwiona, kiedy
chłopacy chwycili ją pod ramionami i próbowali wyprowadzić z autobusu, ale
zapierała się piętami.
- Nigdzie z wami nie idę ! - warknęła, próbując się wyrwać,
ale bracia byli silniejsi.
- Angie, podrzucimy Cię przynajmniej do Kołobrzegu ! -
starszy z chłopaków starał się przemówić dziewczynie do rozsądku. - Nie
będziesz latała po całym mieście i szukała autokarów w tamtym kierunku ….
- Biedna dziewczynka, pomocy, pomocy, porwanie, porwanie ! -
krzyknęła jakaś babcia i zapadła cisza jak makiem zasiał , a trójka zamarła w
bezruchu, zanim autobus ruszył, a wszystkie babcie, które w tym czasie ruszyły
na łowy promocji łopatek wieprzowych, zaczęły wykrzykiwać, że porwanie biednej
dziewczyny. Autobus zatrzymał się na przystanku, chłopacy zdębieli, kiedy jakaś
babcia zaczęła grozić im parasolem, a dziewczyna w tym czasie chyc ! i zniknęła
w tłumie, ale na szczęście ciemnowłosi bracia uniknęli starcia z waleczną
emerytką i po chwili rozglądali się na placu za niewysoką osóbką z walizką.
- Tak właściwie czemu jej szukamy ? - Arthur spytał, kiedy
Jeremi wskazał na majaczącą w oddali szarą walizkę i brązową marynarkę.
Angie ze złością kopnęła kamyk, który napatoczył jej się pod
nogi. Zgoda, była dość młoda, ale co z tego ? To wszystko przez ten wzrost,
mruknęła, czując nieznośny ciężar laptopa, którego tak dawno nie otwierała.
- Całe szczęście, że odkładałam te pieniądze. - westchnęła,
wiedząc, że matka będzie tęsknić, ale musiała załatwić sprawy z wydawnictwem. Zrozumie,
pomyślała, kiedy drogę jej zastąpiło dwóch chłopaków, obaj napakowani, z
tatuażami i kolczykami w nosie. Powstrzymała grymas obrzydzenia, czując smród
od nich bijący.
- Co taka mała dziewczynka tu sama robi, hmmm ? - mężczyźni
zaśmiali się głucho. - O jej, dziewczynka gdzieś jedzie.
- Tak. - szatynka starała się nie okazywać strachu, choć
bała się, że straci najważniejsze w jej życiu dokumenty z laptopa.
- No, no, grzecznie oddasz laptop i wszystkie sprzęty albo
….
- Albo co ?- dziewczyna odetchnęła w głębi duszy z ulgą,
widząc Jeremiego i Arthura, na których widok mężczyźni zrezygnowali z napadu i
mruknęli coś i zniknęli za rogiem. Chłopacy spojrzeli na dziewczynę, a ta
wzruszyła ramionami i ruszyła do przodu, nie oglądając się na wybawicieli.
- Angie, nie możesz tak po prostu odejść ! - Jeremi zawołał.
- Ryszard jest załamany. Od samego początku są jakieś problemy z trasą. Jeśli
ty odejdziesz, nie poradzimy sobie. - ciemne oczy wlepiły się w braci, a
dziewczyna przystanęła.
- Wcześniej, kiedy dowiedzieliście się, że jestem tłumaczem,
wydawało mi się, że inaczej myślicie. - mruknęła, onieśmielona towarzystwem
przystojnych braci.
- Bo …. to dość dziwne musisz przyznać. Masz niecałe …. -
Arthur nie chciał popełnić kolejnej gafy, ale kompletnie nie wiedział ile
dziewczyna może mieć lat.
- 16 lat. - wyjaśniła, a on westchnął głęboko. - No i niby
racja. Ale to nie zmienia faktu, że odchodzę. - obróciła się na pięcie, a
Jeremi złapał ją za ramię.
- Angie, chodź przynajmniej porozmawiasz z Ryszardem i mu to
wyjaśnisz. Potem możesz iść. - pod wpływem spojrzeń obu chłopców, dziewczyna
westchnęła i wskazała, aby prowadzili .
- Jakim cudem …. - Sylwia pocieszała Ryszarda, kiedy zza
zakrętu wyłonili się Arthur i Jeremi, który obejmował ramieniem niewysoką
postać.
- A co to za dziewczyna ? - Sylwia uśmiechnęła się do
niewysokiej postaci, a Ryszard westchnął.
- Osoba, która doprowadziła mnie do łez. - Sylwia uniosła
brwi, kiedy Jeremi z uśmiechem razem z bratem podeszli do niej i Ryszarda razem
z dziewczyną.
- Są porywaczami. - wskazała na braci dziewczyna, zakładając
ręce na piersi, a bracia roześmieli się.
- Co takiego ?! - Sylwia wykrzyknęła, a Jeremi poczochrał
włosy dziewczyny, która prychnęła.
- Babcie w autobusie oskarżyły nas, że jesteśmy porywaczami
i że Angie to grzeczna dziewczynka. - Arthur zachichotał, a Angie rzuciła mu
zezłoszczone spojrzenie.
- Angie, skarbie, jeśli chodzi o pieniądze, możemy Ci …. -
zaczął Ryszard, a dziewczyna machnęła dłonią.
- Nie chodzi o to. W papierach podaniowych do tej roli nie
było jednej ważnej informacji, ale skoro jeszcze tego nie wiesz, to tym lepiej.
- dziewczyna uśmiechnęła się lekko, choć jej oczy były chłodne. - Że nie umiem
angielskiego. - rzuciła zranione spojrzenie Arthurowi.
- Ale ja tak …. - zaczął, a urwał pod spojrzeniem brata.
- Sylwia Lipka. - towarzyszka Ryszarda podała dłoń
dziewczynie, która uścisnęła ją.
- Angie. - blondynka spojrzała na zasmuconego Ryszarda i
westchnęła teatralnie, czując jak komórka w jej dłoni wibruje.
- Przepraszam na chwilę. - wcisnęła zieloną słuchawkę i
usłyszała szybki potok słów.
- Sí, sí, por supuesto. Mis editores en contacto
con usted lo antes posible. Pero,
por supuesto, simplemente envíe
por favor por adelantado para cubrir. Sí, sí, yo también soy muy
agradable. Gracias, adiós. - Angie wcisnęła telefon do kieszeni i
spojrzała na zaskoczonych braci i Ryszarda,
- No co
? - rzuciła obronnie, a Sylwia powiedziała :
-
Jedziesz z nami. - i Angie nie miała wyboru jak wsiąść do autokaru, pełnego
nastoletnich gwiazd i swoich podopiecznych ....
Świetne <3
OdpowiedzUsuń