Jakiś czas potem ...
- Unikasz mnie. Bo
pamiętasz to.
- Angie, czemu nie
przypomniałaś mi o tamtym ? - trzymał ją delikatnie za dłoń, kiedy siedzieli na schodach na najwyższym piętrze
hotelu, gdy westchnęła.
- Wiesz, że to takie
trudne ? Nie potrafię po prostu ... Kłócę się sama z sobą. Tam, w środku.
- Wiem. Wszystko wiem. -
pogłaskał ją delikatnie po policzku. - Ale wiem również, że nie zostawię Cię.
Nigdy.
- Dziękuję. - oparła się
głową o jego ramię. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. -
westchnęli oboje, kiedy przymknęli oczy, opierając się głowami o siebie ...
- Artur ! I ... Angie ?
- Sylwia Przybysz cofnęła się o krok na stopniu, a ta dwójka spojrzała na nią.
- Co wy tu ...
- To nie tak jak
myślisz. - Artur podniósł się szybko.
Błagam, niech nic nikomu nie mówi. Nie chcę jej stracić.
Czemu siedzą tu sami, objęci ? Co się wyrabia ? Czemu ona
kocha go czy Charlsa ? Kim naprawdę jest ?
Czemu zawsze coś się musi wydarzyć ? Przecież my nic złego
nie robimy. Jesteśmy przyjaciółmi.
- My nic do siebie nie
czujemy.
- Ale dlaczego
powiedzialiście, że się kochacie ? - spytała cicho, kiedy ciemnowłosy spojrzał
na Angie, która również wstała.
Właśnie, dlaczego ? Wiem, że czujemy to samo, ale
jednocześnie oboje wiemy, że to nie jest taka miłość, jak myśli Sylwia.
- Ponieważ tak jest.
Kocham go, bo jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam. - Angie miała
poważną minę. - Z resztą, to jest sprawa pomiędzy mną, a nim.
Nikogo nie chcę wpuszczać w tę relację. Nikogo. Chcę mieć
go dla siebie choć na chwilę. Chcę mieć swojego brata dla siebie.
- Traktujemy się jak
rodzeństwo. - przyznał Artur. - Nic więcej. - powiedział z naciskiem, a Sylwia
pokiwała głową, trochę zaskoczona jego zachowaniem.
Czemu tak jej broni ? Czemu tak reaguje na jej
temat ? Co ich łączy ?
- Cóż ... no dobrze.
Zaraz śniadanie, więc chyba czas na was. - zeszła stopień w dół, zanim nie
odwróciła się jeszcze raz do nich. - Przepraszam. - uśmiechnęli się oboje tym
dziwnym lekkim- zasmuconym uśmiechem, kiedy zeszła na dolne piętro.
- Hej. - Lipka
uśmiechnęła się do Artura, kiedy zaraz za nim wsunęła się do pomieszczeni
Angie, z dziwnie błyszczącymi oczami. - Coś się stało ? - pokręcił głową, kiedy
przyjaciółka porozumiała się z nim spojrzeniem i uniosła delikatnie kąciki ust,
gdy usiadła na swoim miejscu.
Nic się nie stało. Nic. Absoultnie nic.
Żałuję, że życie nie jest prostsze. Że muszę udawać. Jak
w teatrze.
- Wszystko w porządku. -
starał się brzmieć niefrasobliwie. - Wszystko w jak najlepszym porządku.
Jakiś czas potem ...
- No, już, spokojnie. -
pogłaskał ją po ramieniu, gdy siedzieli z tyłu sceny. - Brałaś leki ? -
pokręciła głową, a on westchnął cicho.
Czemu wciąż to robi ? Czemu mi to robi i sobie ?
Wiem, że się martwi, ale jednocześnie - nie potrafię. Bo
te leki ukazują jak słaba jestem.
- Musisz je brać, dobrze
? - Leo i Charlie zastygli w bezruchu, widząc przymknięte powieki Angie, która
siedziała na kolanach Artura, który obejmował ją delikatnie.
Dobrze. Zrobię to dla Ciebie, przyjacielu.
Martwię się o nią. Nie mogę przestać myśleć o tym jednym
dniu. Który wywrócił nasze życia do góry nogami.
- Coś się stało ? -
spytał Leo, a Artur pokręcił cicho głową.
- Po prostu ... słabo
jej to wszystko. - starał się brzmieć niefrasobliwie. - Jest tu okropna
duchota, to dlatego.
- Jesteś okropnie
kiepskim kłamcą. - mruknęła po polsku, po czym otworzyła powieki. - Hej wam. -
przybrała na twarz uroczy uśmiech.
Czemu siedzi mu na kolanach ? Rozumiem, że coś ich łączy,
ale co ? Czemu momentami widzę te samo zasmucone spojrzenie ? Kim naprawdę jest
?
- Chodź, pokażę Ci coś.
- wzięła Charlsa za rękę, po czym poprowadziła kawałek dalej, a Artur śledził
ją wzrokiem.
Siostryczko, uważaj na siebie.
Będę. Obiecuję, że będę.
- Nie złość się. - stali
w jakimś schowku na sprzęt muzyczny, gdy westchnęła.
Angie, myśl racjonalnie. Siedziałaś obcemu chłopakowi na
kolanach, który pierwszego dnia Cię pocałował. Znaczy, on nie jest obcy, ale
Charls o tym nie wie. A ja nie chcę stracić ani jednego z nich.
- Artur ... my się znamy dużo dłużej. -
przyznała, miętoląc w dłoni materiał swojej koszulki. - I on ... wie trochę
więcej niż większość o mnie. Jest dla mnie jak brat. Rozumiesz to, prawda ? -
jej oczy były tak przeraźliwie duże, a kryła się w nich obawa i strach, że może
myśleć inaczej.
- Dobrze. - wziął
oddech. - Wszystko rozumiem. - pokiwał głową.
Jest dla mnie bratem. Nikim więcej. To tylko brat. A
bracia biorą siostry na kolana, gdy tego potrzebują.
- A pocałował mnie
wtedy, żebym się zamknęła. - przyznała, zakładając za ucho włosy. - Nic do
niego takiego nie czuję. A on tym bardziej do mnie. Poza tym, ma dziewczynę. -
Charlie zaskoczony spojrzał na nią, a ona pokiwała głową. - Nie chwali się tym
na prawo i na lewo, ale mi powiedział.
Bo mi ufa. Bo mnie wtedy nie znał.
- Rozumiem. - był
uspokojony, kiedy przytuliła się do niego, a on objął ją ramionami.
- Kocham Cię. -
wyszeptała mu do ucha. - Bardzo mocno.
Kocham ją. Mimo wszystkich naszych tajemnic, które
odkryjemy kiedyś wspólnie. Kocham ją. Nie mam pojęcia jak po paru dniach
znajomości to wiem. Ale jestem pewny.
- Ja Ciebie też. -
pocałował ją delikatnie w szyję, kiedy drzwi od składziku się otworzyły ...
- Przepraszam ! - młoda
kobieta wydawała się mocno zaskoczona jak oni, kiedy szybko odsunęli się od
siebie, oboje zaczerwienieni.
O Jezu. Naprawdę chcę za wszelką cenę uniknąć takich
sytuacji. Że ktoś wpatruje się w każdy nasz ruch. Ale nie uda nam się to.
Wszyscy patrzą na nas. Wszyscy. A ja czuję, że kiedyś ktoś odkryje te wszystkie
ciemne strony mojej maski.
Nie chcę nikogo w naszej relacji, która dopiero się
rozwija. Kocham ją, bo to silne uczucie, że muszę ją za wszelką cenę chronić i
że jest dla mnie wszystkim, nie może być zwykłym zakochaniem. Potrzebujemy
oboje spokoju, aby odkrywać siebie.
- Nic nie szkodzi, ale
wydaje mi się, że zaraz występujesz. - blondyn pokiwał głową, kiedy przemknęli
koło kobiety, a kiedy oddali się kawałek, poczęli się histerycznie śmiać,
wyobrażając sobie nagłówki w gazetach.
Kocham jego spontaniczość. I śmiech. I błyszczące oczy.
Kocham jej uśmiech. Jej uroczy śmiech. Jej zadziorność.
- Chyba jesteśmy
zmuszeni na brak prywatności. - zaśmiał się, a ona zawtórowała mu.
- Najwyraźniej. -
przyznała, kiedy Remo oddetchnął z ulgą,
widząc blondyna.
- Martwiliśmy się, że
Cię porwali ! - udawał, że załamuje ręce. - A teraz leć już, za dosłownie
sekundę startujecie. - blondyn po raz ostatni uśmiechnął się do dziewczyny,
zanim nie pobiegł, a Remo z ciekawością nie spojrzał na lekko zarumienioną
dziewczynę.
- Rozmawiałem z twoim
menadżerem, wiesz ? - pokręciła zaskoczona głową, gdy ruszyli na backstage,
gdzie trwały gorączkowe przygotowania. David Bulley uśmiechnął się do
organizatora i tłumaczki, z którą spędził całą jazdę i trochę prób na rozmowach
o Polsce. - Powiedział mi, że planujesz kolejną książkę. Powiedz mi czy pobyt w
takim towarzystwie jakoś wpływa na twój światopogląd ? - spytał zaciekawiony, a
ona pokiwała energicznie głową.
Te parę dni zapamiętam do końca życia, Remo. Zawsze będą
w mojej pamięci. Do końca.
- Tak i to diametralnie.
- przyznała szczerze. - To wspaniała przygoda, a jednocześnie miliony nowych
doświadczeń. Nie wiem, jak Ci dziękować, że zaufałeś mi, mimo że nie byłam
najbardziej doświadczona i najstarsza ... - uśmiechnął się ciepło.
- Uznałem, że skoro setki tylu młodych ludzi kiedyś mi
zaufało, abym pomógł spełniać ich marzenie, to czemu ja nie mogę tak samo
postąpić ? - jej uśmiech był promienny, kiedy patrzyła jak zespół wchodzi na
scenę ...
Jakiś czas potem ...
- "I need
you (the) I need you
I need you (the) I need you
I need you, you, you, you, you, you
I need you (the) I need you
I need you (the) I need you
I need you, you, you, you, you, you
You, you, you
I need you the most …. " - fanki piszczały, kiedy Leo z uśmiechem nachylał się, aby dotknąć ich dłoni.
- "I gave you the key when the door wasn't open
Just admit it
See, I gave you faith, turned your doubt into hoping, can’t deny it
Now I’m all alone and my joys turned to moping
Tell me, where are you now that I need you?
Where are you now?
Where are you now that I need you?
Couldn't find you anywhere
When you broke down I didn't leave you
I was by your side
So where are you now that I need you?
Where are you now that I need you?" - Charliego głos niósł się po hali, kiedy setki młodych osób płakało ze wzruszenia, kiedy artyści zakończyli swój występ, po czym Leo objął Charlsa ramieniem, wchodząc na specjalne podwyższenie, przez co był trochę wyższy od blondyna. Tłum ryknął śmiechem, kiedy zespół z radością patrzył na zachwyconych fanów.
I need you (the) I need you
I need you, you, you, you, you, you
I need you (the) I need you
I need you (the) I need you
I need you, you, you, you, you, you
You, you, you
I need you the most …. " - fanki piszczały, kiedy Leo z uśmiechem nachylał się, aby dotknąć ich dłoni.
- "I gave you the key when the door wasn't open
Just admit it
See, I gave you faith, turned your doubt into hoping, can’t deny it
Now I’m all alone and my joys turned to moping
Tell me, where are you now that I need you?
Where are you now?
Where are you now that I need you?
Couldn't find you anywhere
When you broke down I didn't leave you
I was by your side
So where are you now that I need you?
Where are you now that I need you?" - Charliego głos niósł się po hali, kiedy setki młodych osób płakało ze wzruszenia, kiedy artyści zakończyli swój występ, po czym Leo objął Charlsa ramieniem, wchodząc na specjalne podwyższenie, przez co był trochę wyższy od blondyna. Tłum ryknął śmiechem, kiedy zespół z radością patrzył na zachwyconych fanów.
- Dziękujemy wam.
Bardzo mocno. - Charlie uśmiechnął się.
Za wszystko.
Za każdy ruch. Za to, że jesteście.
- Nieważne, że nie
ze wszystkimi mogliśmy niestety porozmawiać. - Angie stała z boku, oparta o
ścianę i tłumaczyła do mikrofonu słowa Leo, oddając głosem jego emocje i przesłanie wypowiedzi. -
Nieważne, że być może nie uda się z niektórymi już spotkać w tym wspaniałym
miejscu. Nieważne, to że niedługo się rozstaniemy i będziemy setki kilometrów
od siebie. Najważniejsze jest to, że my
nosimy was ciągle w sercu. - przyłożył dłoń po lewej stronie klatki piersiowej,
a z piersi fanek wyrwał się szloch. - Jesteście dla nas najważniejsze.
Wszystkie. Nawet te, których twarzy nigdy nie mogliśmy ujrzeć. - Leo uśmiechnął
się. - Dla was piszemy, dla was śpiewamy, dla was ukrywamy łzy, dla was chcemy
być siłą, nadzieją i radością. Pamiętajcie, że jesteśmy zawsze dla was. Może
nie zawsze uda nam się od razu do was dotrzeć czy odpisać na social media, ale
wiedzcie, że widzimy. To wszystko, co robicie. I zawsze mamy łzy w oczach. -
powiedziała, uśmiechając się delikatnie, wiedząc, że naprawdę zależy im na
relacji z fanami.
- Poza tym, -
trochę była zaskoczona, że Charlie zabrał głos, więc dopiero po chwili
przetłumaczyła- postanowiliśmy z Leo częściej skupiać się na kontakcie z wami.
Począwszy od tego, że założyłem prywatnego instragrama, do którego na razie
dostaniecie dostęp tylko wy, polskie bambinos, chcemy abyście wiedziały, że
możecie na nas liczyć i że macie w nas oparcie. - uśmiechnęli się ciepło, kiedy
fanki krzyczały. - Dziękujemy. Za wszystko i za nic. - zeszli ze sceny,
nagrodzeni dziki brawami.
Jakiś czas potem …
- Więc jesteś blogerką ? - Olciiak z namysłem przechyliła głowę, a Angie
kiwnęła głową. - Dziwne, nigdy nie widziałam Cię na żadnej z imprez.
- Bo nie jestem blogerką takiego typu. - przyznała Angie, kiedy jechali do
Wrocławia. - Piszę bloga z motywacjami i przemyśleniami, a nie modowego. - w
tym słowie zawarła trochę ironii, ale YouTuberka nie zauważyła tego.
- Z ciekawości - ile zarabiasz ? - Angie przechyliła z namysłem głowę,
kiedy Artur coś sprawdzał na jej laptopie.
- Miesięcznie ? Hmm ... jakieś 12k ? - wzruszyła ramionami. - Przynajmniej
dotychczas.
- Co robisz z całą kasą ? - zaciekawił się Thor, gdy wtrąciła się Martyna.
- Remontuje halę sportową w mieście. - wszyscy zaskoczeni spojrzeli na
szatynkę, która zarumieniła się lekko.
- Co ? - uniosła w obronnym geście ramiona. -To takie dziwne ? Potrzebuję
dobrego miejsca do ćwiczeń, jeśli chcę się dostać do najlepszych drużyn
sportowych w Stanach.
- No trochę ... - przyznał jakiś YouTuber, a ona wywróciła oczami.
- A oprócz tego ?
- Finansuje studia naszego kuzyna za granicą. - mruknęła Martyna, a Angie
zarumieniła się jeszcze mocniej pod ich spojrzeniami.
To nic wielkiego. To
moja rodzina i mój obowiązek.
- Czy zostawiasz sobie wogóle cokolwiek ? - spytała Lipka, a Angie spojrzała
na nią.
- ... Tak. - westchnęła, kiedy sama w swoim głosie nie słyszała pewności. -
Nie. No dobra, jakieś grosze sprawy tak, głównie na teatr i wyjazdy,a tak to, staram się pozbywać tych pieniędzy,
gdy tylko je dostanę. - niektórzy gwizdnęli ze zdumieniem, kiedy obcokrajowcy
próbowali zrozumieć, o czym rozmawiają.
Ciekawy jestem, o czym
rozmawiają, że tak się rumieni. Czy to
dotyczy nas ? Chyba nie, bo wtedy by mówili po angielsku.
- Nie szkoda Ci ? W końcu, wkładasz jakiś wysiłek w ich zarobienie, nie ?
- To dla mnie przyjemność. - uśmiechnęła się lekko. - Poza tym, pieniądze nie są mi potrzebne, oszczędzam wszystko na studia i wyjazdy fotograficzne za granicę. - pokiwali głowami, bo zdjęcia z ostatnich dni już znalazły się na głównych stronach organizatorów, a ich jakość było zachwycająca.
- To dla mnie przyjemność. - uśmiechnęła się lekko. - Poza tym, pieniądze nie są mi potrzebne, oszczędzam wszystko na studia i wyjazdy fotograficzne za granicę. - pokiwali głowami, bo zdjęcia z ostatnich dni już znalazły się na głównych stronach organizatorów, a ich jakość było zachwycająca.
- Jak to się zaczęło z tą fotografią ? - Thor kiwnął głową na wielką torbę,
która leżała na fotelu obok dziewczyny, kiedy Angie kątem oka zauważyła, że
Jillan dyskutuje o czymś z Davidem Bulleyem.
Czyżby Jillan zaciekawiła
Davida ? Hmmm ....
- Ojciec mnie zaraził swoją pasją. - starała się brzmieć niefrasobliwie,
ale Artur wyczuł, że jej mięśnie się delikatnie napinają podobnie jak Martyny. Widzę,
Angie. Ja widzę. - Na początku były zwykłe kompakty, potem cyfrówki, a
teraz przerzuciłam się na profesjonalny sprzęt.
- Który jest cholernie drogi. - Jillan wtrąciła się do rozmowy. - I dba o
niego jak kura o kurczęta. - wszyscy zaśmiali się z porównania, kiedy Bars and
Melody przysnęło, zmęczone występem. Angie uśmiechnęła się lekko, widząc dwie
zrelaksowane twarze, kiedy reszta zajęła się sobą, a ona odwróciła się do
Davida.
- Pewnie Ci nudno, bo nic nie rozumiesz. - powiedziała po angielsku, a on
roześmiał się.
Jest naprawdę urocza.
Taka niepodobna. Ma 17 lat, ale wygląda na mniej. Charlie dobrze wybrał.
- Oj, nic nie szkodzi, zawsze może się czegoś nauczę. - uśmiechnęła się
lekko.
- Jak Ci się podoba tym razem ? No wiesz, nowi artyści, nowy tłumacz ...
Dużo nowości. - zaśmiali się cicho.
- Jest super. Naprawdę. - chłopak uśmiechnął się. - A ty świetnie sobie
dajesz radę. Masz taki akcent ... Jesteście z siostrą z Ameryki, prawda ? -
kiwnęła głową.
- Mamy podwójne obywatelstwo. - uśmiechnął się lekko. Tak
przypuszczałem. - To aż tak wyczuwalne ? - spytała ciekawa, a on pokiwał
głową.
- Ale naprawdę super sobie radzisz. Jest ciekawiej niż ostatnio , może
przez te wszystkie rewelacje. - popatrzył na śpiącego Anglika, a ona podążyła
jego wzrokiem ...
Niech śpi. Jest
zmęczony. Mój mały książę.
Nigdy nie widziałem tak
zauroczonego spojrzenia jak jej. Podobnie jak jego. To takie zachwycające, że
możemy widzieć ich na początku ich wspólnej ścieżki. Aż, napiszę o tym piosenkę
! To jest myśl ! David pośpiesznie otworzył notatki w telefonie i
zaczął pisać, gdy szatynka z lekkim
uśmiechem odgarnęła blond kosmyki z twarzy Anglika ...
- Mamy ich wziąć na ręce czy jak ?
- Ty za nogi, a ja za ręce i jakoś damy radę.
- A co jeśli nie zmieścimy się w drzwiach ?
- Trudno, to najwyraźniej obijemy ich trochę. Nie marudź, tylko bierz.
Charlie poczuł, że coś jest nie tak w momencie, kiedy ktoś chwycił go za
nogi, a ktoś inny za ręce i powoli wyniósł z autokaru na świeże powietrze,
kiedy ktoś inny jęknął.
- Serio, oni tak twardo śpią ?!
- Nie po to zniosłam go, żeby teraz twoje jęki go obudziły, Sikorski.
- Dobrze, Angie, szefowo. Zamykam się.
- Byłoby miło. Chodź, Artur.
Charlie znów poczuł, że wchodzą po schodach, zanim coś nie stuknęło, nie
rozległo się siarczyste przekleństwo, ktoś nie roześmiał się cicho, po czym
poczuł, że opada na miękką pościel.
- Jezu, jego nogi są za cholerę długie i ciężkie.
- Oj, nie narzekaj.
- Mam Cię ponieść dla porównania ?
- Załamiesz się pod moim ciężarem.
- Chyba ty pod moim.
- Przecież Cię niosłem i jesteś cholernie lekka.
- Dzięki, to chyba komplement.
- Jasne, że komplement. Jakbyś więcej ważyła, to rzadziej by można brać Cię
na ręce, a tak to ktoś Cię z łatwością może porwać.
- Wniosek na dziś : bądź gruba, to Cię nie porwą.
- Ja mam inny : Nie umawiaj się z chłopakiem, który ma długie nogi.
- Ok, twój lepszy.
- Wiem. Dzięki.
- Nie ma za co.
Charlie westchnął i uchylił powieki, aby zobaczyć dwie osoby dyskutujące ze
sobą po polsku.
- Ej, to jest temat ! - chwyciła go za dłoń z roziskrzonymi oczami. - Tak !
To jest dobry pomysł ! Dzięki, Arczie ! - przytuliła go ze śmiechem.
Zawsze się cieszy przy
nim. Wyglądają uroczo. Jestem zazdrosny, ale jednocześnie jestem pewien, że nie
czuje do niego tego, co do mnie.
Cieszę się, Angie z
tego, że w twoich oczach są te znane mi iskierki. To piękne. I nareszcie czuję,
że wszystko w porządku. Na chwilę.
- Długo coś mi chodziło po głowie. Koniecznie muszę się zabrać do pracy. -
była podescytowana, kiedy przeniosła wzrok na Charliego, który wpatrywał się w
nią zaspany.
O cholerka. Obudziłam
go. Jest tak zachwycający, kiedy mruży zaspany oczy ...
- Królewiczu, masz ciężkie nogi. - roześmiała się szczerze, gdy usiadła w
nogach łóżka, a Artur stał obok, z lekkim uśmiechem. - Obudziłeś się, bo byłam
głośno ? Przepraszam, już idę, wyśpij się. - uśmiechnął się, kiedy splotł jej
palce ze swoimi, a ona spojrzała na niego.
Co on wyprawia ? Nie
wiedziałam, że ... Przecież my się niedługo rozstaniemy ...
- Nie, nic się złego nie stało. - wpatrywał się w nią z uwagą. - A czemu
się tak cieszyliście ?
- Bo wpadła na pomysł na bloga. - przyznał ze śmiechem Artur, kiedy jego
telefon zawibrował. - Zobaczymy się później. - Angie kiwnęła głową, kiedy
wyszedł z pokoju, zamykając cicho drzwi, gdy skupiła wzrok na blondynie.
Jest taki zaspany.
Chyba naprawdę powinnam być ciszej.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - musnął kciukiem jej policzek, a ona
przymknęła oczy.
Twój dotyk ... Wiem, że
umrę z tęsknoty za nim, kiedy się rozstaniemy.
Muszę znaleźć sposób
aby zatrzymać ją przy sobie. Bo dzięki niej, wiem, że żyję. I że mam dla kogo.
- Nie mogłabym być nieszczęśliwa, mając Cię za chłopaka. - przyznała z
uśmiechem, gdy nachylił się i pocałował
ją delikatnie.
Jakiś czas potem ...
- Odejdź ode mnie ! - wrzasnęła, kiedy z gracją odskoczyła od niego,
potykając się o pozostawione na dywanie szpilki Jillan. - Jesteś nienormalny,
facet ! - zaśmiał się, gdy patrzyła na niego rozeźlona. - Nie chcę Cię tutaj,
więc wynocha.
- Jesteś milutka. - mało nie wybuchnęła, kiedy patrzyła jak rzuca się na
łóżko siostry twarzą w pościel i mruczy coś.
Zaraz go zabiję.
Pocałuję. Zabiję. Pocałuję. Wrrr, mam przez niego rozdwojenie jaźni !
Kocham jej złość. Jest
wtedy jeszcze piękniejsza.
- Gdzie moja siostra ? - uniósł ręce w geście niewiedzy, a ona wywróciła
oczami.
No dobra, dobra, oboje
wiemy, gdzie. Trochę durne pytanie z mojej strony.
- Dobra, dobra, panie Święty, wynocha mi z tego pokoju. - stanęła i
wskazała palcem drzwi, gdy łypnął na nią jednym okiem.
Jeśli kiedykolwiek
mógłbym powiedzieć, że jakaś dziewczyna jest seksowna wściekła, to tylko
Martynka. Ma takie spojrzenie ... Jestem zachwycony.
- Jednak zrezygnuję z zaproszenia i zostanę. - warknęła, kiedy podeszła do
niego i chwyciła za koszulkę, mając zamiar go ściągnąć z łóżka siłą, kiedy
odwrócił się do niej, a ona z przerażeniem zauważyła, że ich twarze dzielą
milimetry. Malutkie milimetry.
O jasna cholera. No
nie. Zaraz mu przypierniczę.
Ma mnóstwo maleńkich
pieprzyków na szyi. I cienki łańcuszek.
- Masz śliczne piegi. - wywróciła oczami, kiedy dziobnął ją delikatnie
palcem w policzek.
On jest naprawdę
stuknięty. I to porządnie.
- Facet, zgłoszę gwałt. - ostrzegła go, a on zaśmiał się.
- Złośnica mała z Ciebie. - mrugnął brwiami, doprowadzając ją do
wściekłości.
O nie, nie, nie. Tak
się nie bawimy.
- Devries, wynoś się ! - chciała go zepchnąć z łóżka, więc wskoczyła na brzeg przy ścianie, aby go
wypchnąć, tak, że leżał na krawędzi, kiedy odwrócił się do niej i ponownie ich
twarze były zdecydowanie za blisko siebie.
Zdecydowanie czas
zmienić plan działania, bo ciągle jesteśmy za blisko siebie. Może będę udawać,
że podrywam Jeremiego ? Ok, jesteś naprawdę desperatką. Co Cię ten dureń
obchodzi ?! Nic. Absolutnie nic.
- Wiesz, wskakujesz zawsze tak na
łóżko, kiedy na nim leży jakiś facet ? Podoba mi się to. - i zanim przemyślała,
musnął wargami jej policzek, a ona zaskoczona zepchnęła go na podłogę !
Teraz wariacie serio
przygiąłeś! Jezu, jestem w pokoju z jakimś naprawdę gwałcicielem !
Ma świetnie usta.
Nieprawda. Prawda. Nieprawda. Świetne. Ohydne. Świetne. Ohydne. Wrrr.
Jest cholernie silna.
Do zapamiętania : uważaj na siostry dziewczyn twoich kumpli, bo mogą się okazać
silnymi, chłodnymi laskami.
- No, kochana, jeszcze żadna dziewczyna nigdy nie narzekała, że ją
pocałowałem. - zaśmiał się, nie zrażony tym, że wylądował na podłodze.
- Ja Cię ... wwrrrrr. - nie potrafiła znaleźć słów.
- Uwielbiam ? - podpowiedział, kiedy oberwał poduszką.
Ciesz się, że lampa
stoi kawałek dalej, bo bym Ci zdrowo nią przyłożyła, aż gwiazdy by Ci się
zaświeciły pod tym pustym sufitem.
- Wypierniczaj mi. - chwyciła go za koszulkę, po czym pociągnęła do
wyjścia, a on śmiał się, gdy sunął tyłkiem po podłodze.
Ona jest po prostu
zajebista. Idealna.
- Serio, zawsze tak podrywasz chłopaków ? Polki są naprawdę zajebiste pod
tym względem. - parsknęła śmiechem, kiedy otworzyła drzwi na oścież, stając
twarzą w twarz z Sylwiami.
No jasna cholera.
Dzięki, Boże, wielkie dzięki.
- Ehm ... - nawet Lipka nie wiedziała, co powiedzieć, kiedy Martyna puściła
koszulkę chłopaka.
Ja nic nie zrobiłam.
Wcale mu nie przywaliłam i zepchnęłam z łóżka. Wcale nie.
- Jest chyba
nawalony czymś. - rzuciła ze spokojem
po polsku.
Ja nie mam nic
wspólnego z nim. To on jest stuknięty, nie ja.
- Czemu tak myślisz ? - Przybysz podała dłoń, aby Leo wstał.
Dzięki, skarbie. Trochę
męczy mnie zadziorność Martynki, ale
wciąż jest moja. I udowodnię jej to.
- Niech sam wam powie. - założyła ręce na piersi.
- Leoś, dobrze się czujesz ? - spytała Lipka po angielsku, a ten
wyszczerzył się jak głupi.
Jasne. Trzy piękne
dziewczyny moje, w tym jedna wściekła ? Zdecydowanie dziś jest mój dobry dzień.
- Jasne. Chodźcie, dziewczyny. - otoczył ramionami Sylwie, przesłał buziaka
Martynie, po czym ruszyli po schodach na dół.
Dupku, spotkamy się
jeszcze. I Cię zamorduję.
Haha 😂 Uwielbiam Martyna!
OdpowiedzUsuńCzeka na nexta. Rozdział zajebisty :)))
Martynę*
UsuńCzekam**
Martyna zdecydowane naj XDD
OdpowiedzUsuńMega rozdział!:D Mam nadzieję że next niedługo xx
OdpowiedzUsuń