czwartek, 10 marca 2016

Rozdział XXII

Jakiś czas potem ...
- Unikasz mnie. Bo pamiętasz to.
- Angie, czemu nie przypomniałaś mi o tamtym ? - trzymał ją delikatnie za dłoń, kiedy  siedzieli na schodach na najwyższym piętrze hotelu, gdy westchnęła.

- Wiesz, że to takie trudne ? Nie potrafię po prostu ... Kłócę się sama z sobą. Tam, w środku.
- Wiem. Wszystko wiem. - pogłaskał ją delikatnie po policzku. - Ale wiem również, że nie zostawię Cię. Nigdy.
- Dziękuję. - oparła się głową o jego ramię. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - westchnęli oboje, kiedy przymknęli oczy, opierając się głowami o siebie ...
 
- Artur ! I ... Angie ? - Sylwia Przybysz cofnęła się o krok na stopniu, a ta dwójka spojrzała na nią. - Co wy tu ...
- To nie tak jak myślisz. - Artur podniósł się szybko.
Błagam, niech nic nikomu nie mówi. Nie chcę jej stracić.
Czemu siedzą tu sami, objęci ? Co się wyrabia ? Czemu ona kocha go czy Charlsa ? Kim naprawdę jest ?
Czemu zawsze coś się musi wydarzyć ? Przecież my nic złego nie robimy. Jesteśmy przyjaciółmi.
- My nic do siebie nie czujemy.
- Ale dlaczego powiedzialiście, że się kochacie ? - spytała cicho, kiedy ciemnowłosy spojrzał na Angie, która również wstała.
Właśnie, dlaczego ? Wiem, że czujemy to samo, ale jednocześnie oboje wiemy, że to nie jest taka miłość, jak myśli Sylwia.
- Ponieważ tak jest. Kocham go, bo jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam. - Angie miała poważną minę. - Z resztą, to jest sprawa pomiędzy mną, a nim.
Nikogo nie chcę wpuszczać w tę relację. Nikogo. Chcę mieć go dla siebie choć na chwilę. Chcę mieć swojego brata dla siebie.
- Traktujemy się jak rodzeństwo. - przyznał Artur. - Nic więcej. - powiedział z naciskiem, a Sylwia pokiwała głową, trochę zaskoczona jego zachowaniem.
Czemu tak jej broni ? Czemu tak reaguje na jej temat ? Co ich łączy ?
- Cóż ... no dobrze. Zaraz śniadanie, więc chyba czas na was. - zeszła stopień w dół, zanim nie odwróciła się jeszcze raz do nich. - Przepraszam. - uśmiechnęli się oboje tym dziwnym lekkim- zasmuconym uśmiechem, kiedy zeszła na dolne piętro.
 
- Hej. - Lipka uśmiechnęła się do Artura, kiedy zaraz za nim wsunęła się do pomieszczeni Angie, z dziwnie błyszczącymi oczami. - Coś się stało ? - pokręcił głową, kiedy przyjaciółka porozumiała się z nim spojrzeniem i uniosła delikatnie kąciki ust, gdy usiadła na swoim miejscu.
Nic się nie stało. Nic. Absoultnie nic.
Żałuję, że życie nie jest prostsze. Że muszę udawać. Jak w teatrze.
- Wszystko w porządku. - starał się brzmieć niefrasobliwie. - Wszystko w jak najlepszym porządku.
 
Jakiś czas potem ...
- No, już, spokojnie. - pogłaskał ją po ramieniu, gdy siedzieli z tyłu sceny. - Brałaś leki ? - pokręciła głową, a on westchnął cicho.
Czemu wciąż to robi ? Czemu mi to robi i sobie ?
Wiem, że się martwi, ale jednocześnie - nie potrafię. Bo te leki ukazują jak słaba jestem.
- Musisz je brać, dobrze ? - Leo i Charlie zastygli w bezruchu, widząc przymknięte powieki Angie, która siedziała na kolanach Artura, który obejmował ją delikatnie.
Dobrze. Zrobię to dla Ciebie, przyjacielu.
Martwię się o nią. Nie mogę przestać myśleć o tym jednym dniu. Który wywrócił nasze życia do góry nogami.
- Coś się stało ? - spytał Leo, a Artur pokręcił cicho głową.
- Po prostu ... słabo jej to wszystko. - starał się brzmieć niefrasobliwie. - Jest tu okropna duchota, to dlatego.
- Jesteś okropnie kiepskim kłamcą. - mruknęła po polsku, po czym otworzyła powieki. - Hej wam. - przybrała na twarz uroczy uśmiech.
Czemu siedzi mu na kolanach ? Rozumiem, że coś ich łączy, ale co ? Czemu momentami widzę te samo zasmucone spojrzenie ? Kim naprawdę jest ?
- Chodź, pokażę Ci coś. - wzięła Charlsa za rękę, po czym poprowadziła kawałek dalej, a Artur śledził ją wzrokiem.
Siostryczko, uważaj na siebie.
Będę. Obiecuję, że będę.
 
- Nie złość się. - stali w jakimś schowku na sprzęt muzyczny, gdy westchnęła.
Angie, myśl racjonalnie. Siedziałaś obcemu chłopakowi na kolanach, który pierwszego dnia Cię pocałował. Znaczy, on nie jest obcy, ale Charls o tym nie wie. A ja nie chcę stracić ani jednego z nich.
 - Artur ... my się znamy dużo dłużej. - przyznała, miętoląc w dłoni materiał swojej koszulki. - I on ... wie trochę więcej niż większość o mnie. Jest dla mnie jak brat. Rozumiesz to, prawda ? - jej oczy były tak przeraźliwie duże, a kryła się w nich obawa i strach, że może myśleć inaczej.
- Dobrze. - wziął oddech. - Wszystko rozumiem. - pokiwał głową.
Jest dla mnie bratem. Nikim więcej. To tylko brat. A bracia biorą siostry na kolana, gdy tego potrzebują.
- A pocałował mnie wtedy, żebym się zamknęła. - przyznała, zakładając za ucho włosy. - Nic do niego takiego nie czuję. A on tym bardziej do mnie. Poza tym, ma dziewczynę. - Charlie zaskoczony spojrzał na nią, a ona pokiwała głową. - Nie chwali się tym na prawo i na lewo, ale mi powiedział.
Bo mi ufa. Bo mnie wtedy nie znał.  
- Rozumiem. - był uspokojony, kiedy przytuliła się do niego, a on objął ją ramionami.
- Kocham Cię. - wyszeptała mu do ucha. - Bardzo mocno.
Kocham ją. Mimo wszystkich naszych tajemnic, które odkryjemy kiedyś wspólnie. Kocham ją. Nie mam pojęcia jak po paru dniach znajomości to wiem. Ale jestem pewny.
- Ja Ciebie też. - pocałował ją delikatnie w szyję, kiedy drzwi od składziku się otworzyły ...
 
- Przepraszam ! - młoda kobieta wydawała się mocno zaskoczona jak oni, kiedy szybko odsunęli się od siebie, oboje zaczerwienieni.
O Jezu. Naprawdę chcę za wszelką cenę uniknąć takich sytuacji. Że ktoś wpatruje się w każdy nasz ruch. Ale nie uda nam się to. Wszyscy patrzą na nas. Wszyscy. A ja czuję, że kiedyś ktoś odkryje te wszystkie ciemne strony mojej maski.
Nie chcę nikogo w naszej relacji, która dopiero się rozwija. Kocham ją, bo to silne uczucie, że muszę ją za wszelką cenę chronić i że jest dla mnie wszystkim, nie może być zwykłym zakochaniem. Potrzebujemy oboje spokoju, aby odkrywać siebie.
- Nic nie szkodzi, ale wydaje mi się, że zaraz występujesz. - blondyn pokiwał głową, kiedy przemknęli koło kobiety, a kiedy oddali się kawałek, poczęli się histerycznie śmiać, wyobrażając sobie nagłówki w gazetach.
Kocham jego spontaniczość. I śmiech. I błyszczące oczy.
Kocham jej uśmiech. Jej uroczy śmiech. Jej zadziorność.
- Chyba jesteśmy zmuszeni na brak prywatności. - zaśmiał się, a ona zawtórowała mu.
- Najwyraźniej. - przyznała,  kiedy Remo oddetchnął z ulgą, widząc blondyna.
- Martwiliśmy się, że Cię porwali ! - udawał, że załamuje ręce. - A teraz leć już, za dosłownie sekundę startujecie. - blondyn po raz ostatni uśmiechnął się do dziewczyny, zanim nie pobiegł, a Remo z ciekawością nie spojrzał na lekko zarumienioną dziewczynę.
- Rozmawiałem z twoim menadżerem, wiesz ? - pokręciła zaskoczona głową, gdy ruszyli na backstage, gdzie trwały gorączkowe przygotowania. David Bulley uśmiechnął się do organizatora i tłumaczki, z którą spędził całą jazdę i trochę prób na rozmowach o Polsce. - Powiedział mi, że planujesz kolejną książkę. Powiedz mi czy pobyt w takim towarzystwie jakoś wpływa na twój światopogląd ? - spytał zaciekawiony, a ona pokiwała energicznie głową.
Te parę dni zapamiętam do końca życia, Remo. Zawsze będą w mojej pamięci. Do końca.
- Tak i to diametralnie. - przyznała szczerze. - To wspaniała przygoda, a jednocześnie miliony nowych doświadczeń. Nie wiem, jak Ci dziękować, że zaufałeś mi, mimo że nie byłam najbardziej doświadczona i najstarsza ... - uśmiechnął się ciepło.
- Uznałem, że  skoro setki tylu młodych ludzi kiedyś mi zaufało, abym pomógł spełniać ich marzenie, to czemu ja nie mogę tak samo postąpić ? - jej uśmiech był promienny, kiedy patrzyła jak zespół wchodzi na scenę ...
 
Jakiś czas potem ...
- "I need you (the) I need you
I need you (the) I need you
I need you, you, you, you, you, you
I need you (the) I need you
I need you (the) I need you
I need you, you, you, you, you, you
You, you, you
I need you the most ….
"  - fanki piszczały, kiedy Leo z uśmiechem nachylał się, aby dotknąć ich dłoni.

- "I gave you the key when the door wasn't open
Just admit it
See, I gave you faith, turned your doubt into hoping, can’t deny it
Now I’m all alone and my joys turned to moping
Tell me, where are you now that I need you?
Where are you now?
Where are you now that I need you?
Couldn't find you anywhere
When you broke down I didn't leave you
I was by your side
So where are you now that I need you?
Where are you now that I need you?" - Charliego głos niósł się po hali, kiedy setki młodych osób płakało ze wzruszenia, kiedy artyści zakończyli swój występ, po czym Leo objął Charlsa ramieniem, wchodząc na specjalne podwyższenie, przez co był trochę wyższy od blondyna. Tłum ryknął śmiechem, kiedy zespół z radością patrzył na zachwyconych fanów.
- Dziękujemy wam. Bardzo mocno. - Charlie uśmiechnął się.
Za wszystko.
Za każdy ruch. Za to, że jesteście.
- Nieważne, że nie ze wszystkimi mogliśmy niestety porozmawiać. - Angie stała z boku, oparta o ścianę i tłumaczyła do mikrofonu słowa Leo, oddając  głosem jego emocje i przesłanie wypowiedzi. - Nieważne, że być może nie uda się z niektórymi już spotkać w tym wspaniałym miejscu. Nieważne, to że niedługo się rozstaniemy i będziemy setki kilometrów od siebie.  Najważniejsze jest to, że my nosimy was ciągle w sercu. - przyłożył dłoń po lewej stronie klatki piersiowej, a z piersi fanek wyrwał się szloch. - Jesteście dla nas najważniejsze. Wszystkie. Nawet te, których twarzy nigdy nie mogliśmy ujrzeć. - Leo uśmiechnął się. - Dla was piszemy, dla was śpiewamy, dla was ukrywamy łzy, dla was chcemy być siłą, nadzieją i radością. Pamiętajcie, że jesteśmy zawsze dla was. Może nie zawsze uda nam się od razu do was dotrzeć czy odpisać na social media, ale wiedzcie, że widzimy. To wszystko, co robicie. I zawsze mamy łzy w oczach. - powiedziała, uśmiechając się delikatnie, wiedząc, że naprawdę zależy im na relacji z fanami.
- Poza tym, - trochę była zaskoczona, że Charlie zabrał głos, więc dopiero po chwili przetłumaczyła- postanowiliśmy z Leo częściej skupiać się na kontakcie z wami. Począwszy od tego, że założyłem prywatnego instragrama, do którego na razie dostaniecie dostęp tylko wy, polskie bambinos, chcemy abyście wiedziały, że możecie na nas liczyć i że macie w nas oparcie. - uśmiechnęli się ciepło, kiedy fanki krzyczały. - Dziękujemy. Za wszystko i za nic. - zeszli ze sceny, nagrodzeni dziki brawami.
 
Jakiś czas potem …
- Więc jesteś blogerką ? - Olciiak z namysłem przechyliła głowę, a Angie kiwnęła głową. - Dziwne, nigdy nie widziałam Cię na żadnej z imprez.
- Bo nie jestem blogerką takiego typu. - przyznała Angie, kiedy jechali do Wrocławia. - Piszę bloga z motywacjami i przemyśleniami, a nie modowego. - w tym słowie zawarła trochę ironii, ale YouTuberka nie zauważyła tego.
- Z ciekawości - ile zarabiasz ? - Angie przechyliła z namysłem głowę, kiedy Artur coś sprawdzał na jej laptopie.
- Miesięcznie ? Hmm ... jakieś 12k ? - wzruszyła ramionami. - Przynajmniej dotychczas.
- Co robisz z całą kasą ? - zaciekawił się Thor, gdy wtrąciła się Martyna.
- Remontuje halę sportową w mieście. - wszyscy zaskoczeni spojrzeli na szatynkę, która zarumieniła się lekko.
- Co ? - uniosła w obronnym geście ramiona. -To takie dziwne ? Potrzebuję dobrego miejsca do ćwiczeń, jeśli chcę się dostać do najlepszych drużyn sportowych w Stanach.
- No trochę ... - przyznał jakiś YouTuber, a ona wywróciła oczami.
- A oprócz tego ?
- Finansuje studia naszego kuzyna za granicą. - mruknęła Martyna, a Angie zarumieniła się jeszcze mocniej pod ich spojrzeniami.
To nic wielkiego. To moja rodzina i mój obowiązek.
- Czy zostawiasz sobie wogóle cokolwiek ? - spytała Lipka, a Angie spojrzała na nią.
- ... Tak. - westchnęła, kiedy sama w swoim głosie nie słyszała pewności. - Nie. No dobra, jakieś grosze sprawy tak, głównie na teatr i wyjazdy,a  tak to, staram się pozbywać tych pieniędzy, gdy tylko je dostanę. - niektórzy gwizdnęli ze zdumieniem, kiedy obcokrajowcy próbowali zrozumieć, o czym rozmawiają.
Ciekawy jestem, o czym rozmawiają,  że tak się rumieni. Czy to dotyczy nas ? Chyba nie, bo wtedy by mówili po angielsku.
- Nie szkoda Ci ? W końcu, wkładasz jakiś wysiłek w ich zarobienie, nie ?
- To dla mnie przyjemność. - uśmiechnęła się lekko. - Poza tym, pieniądze nie są mi potrzebne, oszczędzam wszystko na studia i wyjazdy fotograficzne za granicę. - pokiwali głowami, bo zdjęcia z ostatnich dni już znalazły się na głównych stronach organizatorów, a ich jakość było zachwycająca.
- Jak to się zaczęło z tą fotografią ? - Thor kiwnął głową na wielką torbę, która leżała na fotelu obok dziewczyny, kiedy Angie kątem oka zauważyła, że Jillan dyskutuje o czymś z Davidem Bulleyem.
Czyżby Jillan zaciekawiła Davida ? Hmmm ....
- Ojciec mnie zaraził swoją pasją. - starała się brzmieć niefrasobliwie, ale Artur wyczuł, że jej mięśnie się delikatnie napinają podobnie jak Martyny.  Widzę, Angie. Ja widzę. - Na początku były zwykłe kompakty, potem cyfrówki, a teraz przerzuciłam się na profesjonalny sprzęt.
- Który jest cholernie drogi. - Jillan wtrąciła się do rozmowy. - I dba o niego jak kura o kurczęta. - wszyscy zaśmiali się z porównania, kiedy Bars and Melody przysnęło, zmęczone występem. Angie uśmiechnęła się lekko, widząc dwie zrelaksowane twarze, kiedy reszta zajęła się sobą, a ona odwróciła się do Davida.
- Pewnie Ci nudno, bo nic nie rozumiesz. - powiedziała po angielsku, a on roześmiał się.
Jest naprawdę urocza. Taka niepodobna. Ma 17 lat, ale wygląda na mniej. Charlie dobrze wybrał.
- Oj, nic nie szkodzi, zawsze może się czegoś nauczę. - uśmiechnęła się lekko.
- Jak Ci się podoba tym razem ? No wiesz, nowi artyści, nowy tłumacz ... Dużo nowości. - zaśmiali się cicho.
- Jest super. Naprawdę. - chłopak uśmiechnął się. - A ty świetnie sobie dajesz radę. Masz taki akcent ... Jesteście z siostrą z Ameryki, prawda ? - kiwnęła głową.
- Mamy podwójne obywatelstwo. - uśmiechnął się lekko.  Tak przypuszczałem. - To aż tak wyczuwalne ? - spytała ciekawa, a on pokiwał głową.
- Ale naprawdę super sobie radzisz. Jest ciekawiej niż ostatnio , może przez te wszystkie rewelacje. - popatrzył na śpiącego Anglika, a ona podążyła jego wzrokiem ...
Niech śpi. Jest zmęczony. Mój mały książę.
Nigdy nie widziałem tak zauroczonego spojrzenia jak jej. Podobnie jak jego. To takie zachwycające, że możemy widzieć ich na początku ich wspólnej ścieżki. Aż, napiszę o tym piosenkę ! To jest myśl ! David pośpiesznie otworzył notatki w telefonie i zaczął  pisać, gdy szatynka z lekkim uśmiechem odgarnęła blond kosmyki z twarzy Anglika ...
 
- Mamy ich wziąć na ręce czy jak ?
- Ty za nogi, a ja za ręce i jakoś damy radę.
- A co jeśli nie zmieścimy się w drzwiach ?
- Trudno, to najwyraźniej obijemy ich trochę. Nie marudź, tylko bierz.
 
Charlie poczuł, że coś jest nie tak w momencie, kiedy ktoś chwycił go za nogi, a ktoś inny za ręce i powoli wyniósł z autokaru na świeże powietrze, kiedy ktoś inny jęknął.
- Serio, oni tak twardo śpią ?!
- Nie po to zniosłam go, żeby teraz twoje jęki go obudziły, Sikorski.
- Dobrze, Angie, szefowo. Zamykam się.
- Byłoby miło. Chodź, Artur.
Charlie znów poczuł, że wchodzą po schodach, zanim coś nie stuknęło, nie rozległo się siarczyste przekleństwo, ktoś nie roześmiał się cicho, po czym poczuł, że opada na miękką pościel.
- Jezu, jego nogi są za cholerę długie i ciężkie.
- Oj, nie narzekaj.
- Mam Cię ponieść dla porównania ?
-  Załamiesz się pod moim ciężarem.
- Chyba ty pod moim.
- Przecież Cię niosłem i jesteś cholernie lekka.
- Dzięki, to chyba komplement.
- Jasne, że komplement. Jakbyś więcej ważyła, to rzadziej by można brać Cię na ręce, a tak to ktoś Cię z łatwością może porwać.
- Wniosek na dziś : bądź gruba, to Cię nie porwą.
- Ja mam inny : Nie umawiaj się z chłopakiem, który ma długie nogi.
- Ok, twój lepszy.
- Wiem. Dzięki.
- Nie ma za co.
Charlie westchnął i uchylił powieki, aby zobaczyć dwie osoby dyskutujące ze sobą po polsku.
- Ej, to jest temat ! - chwyciła go za dłoń z roziskrzonymi oczami. - Tak ! To jest dobry pomysł ! Dzięki, Arczie ! - przytuliła go ze śmiechem.
Zawsze się cieszy przy nim. Wyglądają uroczo. Jestem zazdrosny, ale jednocześnie jestem pewien, że nie czuje do niego tego, co do mnie.
Cieszę się, Angie z tego, że w twoich oczach są te znane mi iskierki. To piękne. I nareszcie czuję, że wszystko w porządku. Na chwilę.
- Długo coś mi chodziło po głowie. Koniecznie muszę się zabrać do pracy. - była podescytowana, kiedy przeniosła wzrok na Charliego, który wpatrywał się w nią zaspany.
O cholerka. Obudziłam go. Jest tak zachwycający, kiedy mruży zaspany oczy ...
- Królewiczu, masz ciężkie nogi. - roześmiała się szczerze, gdy usiadła w nogach łóżka, a Artur stał obok, z lekkim uśmiechem. - Obudziłeś się, bo byłam głośno ? Przepraszam, już idę, wyśpij się. - uśmiechnął się, kiedy splotł jej palce ze swoimi, a ona spojrzała na niego.
Co on wyprawia ? Nie wiedziałam, że ... Przecież my się niedługo rozstaniemy ...
- Nie, nic się złego nie stało. - wpatrywał się w nią z uwagą. - A czemu się tak cieszyliście ?
- Bo wpadła na pomysł na bloga. - przyznał ze śmiechem Artur, kiedy jego telefon zawibrował. - Zobaczymy się później. - Angie kiwnęła głową, kiedy wyszedł z pokoju, zamykając cicho drzwi, gdy skupiła wzrok na blondynie.
Jest taki zaspany. Chyba naprawdę powinnam być ciszej.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - musnął kciukiem jej policzek, a ona przymknęła oczy.
Twój dotyk ... Wiem, że umrę z tęsknoty za nim, kiedy się rozstaniemy.
Muszę znaleźć sposób aby zatrzymać ją przy sobie. Bo dzięki niej, wiem, że żyję. I że mam dla kogo.
- Nie mogłabym być nieszczęśliwa, mając Cię za chłopaka. - przyznała z uśmiechem, gdy nachylił się  i pocałował ją delikatnie.
 
Jakiś czas potem ...
- Odejdź ode mnie ! - wrzasnęła, kiedy z gracją odskoczyła od niego, potykając się o pozostawione na dywanie szpilki Jillan. - Jesteś nienormalny, facet ! - zaśmiał się, gdy patrzyła na niego rozeźlona. - Nie chcę Cię tutaj, więc wynocha.
- Jesteś milutka. - mało nie wybuchnęła, kiedy patrzyła jak rzuca się na łóżko siostry twarzą w pościel i mruczy coś.
Zaraz go zabiję. Pocałuję. Zabiję. Pocałuję. Wrrr, mam przez niego rozdwojenie jaźni !
Kocham jej złość. Jest wtedy jeszcze piękniejsza.
- Gdzie moja siostra ? - uniósł ręce w geście niewiedzy, a ona wywróciła oczami.
No dobra, dobra, oboje wiemy, gdzie. Trochę durne pytanie z mojej strony.
- Dobra, dobra, panie Święty, wynocha mi z tego pokoju. - stanęła i wskazała palcem drzwi, gdy łypnął na nią jednym okiem.
Jeśli kiedykolwiek mógłbym powiedzieć, że jakaś dziewczyna jest seksowna wściekła, to tylko Martynka. Ma takie spojrzenie ... Jestem zachwycony.
- Jednak zrezygnuję z zaproszenia i zostanę. - warknęła, kiedy podeszła do niego i chwyciła za koszulkę, mając zamiar go ściągnąć z łóżka siłą, kiedy odwrócił się do niej, a ona z przerażeniem zauważyła, że ich twarze dzielą milimetry. Malutkie milimetry.
O jasna cholera. No nie. Zaraz mu przypierniczę.
Ma mnóstwo maleńkich pieprzyków na szyi. I cienki łańcuszek.
- Masz śliczne piegi. - wywróciła oczami, kiedy dziobnął ją delikatnie palcem w policzek.
On jest naprawdę stuknięty. I to porządnie.
- Facet, zgłoszę gwałt. - ostrzegła go, a on zaśmiał się.
- Złośnica mała z Ciebie. - mrugnął brwiami, doprowadzając ją do wściekłości.
O nie, nie, nie. Tak się nie bawimy.
- Devries, wynoś się ! - chciała go zepchnąć z łóżka, więc  wskoczyła na brzeg przy ścianie, aby go wypchnąć, tak, że leżał na krawędzi, kiedy odwrócił się do niej i ponownie ich twarze były zdecydowanie za blisko siebie.
Zdecydowanie czas zmienić plan działania, bo ciągle jesteśmy za blisko siebie. Może będę udawać, że podrywam Jeremiego ? Ok, jesteś naprawdę desperatką. Co Cię ten dureń obchodzi ?! Nic. Absolutnie nic.
-  Wiesz, wskakujesz zawsze tak na łóżko, kiedy na nim leży jakiś facet ? Podoba mi się to. - i zanim przemyślała, musnął wargami jej policzek, a ona zaskoczona zepchnęła go na podłogę !
Teraz wariacie serio przygiąłeś! Jezu, jestem w pokoju z jakimś naprawdę gwałcicielem !
Ma świetnie usta. Nieprawda. Prawda. Nieprawda. Świetne. Ohydne. Świetne. Ohydne. Wrrr.
Jest cholernie silna. Do zapamiętania : uważaj na siostry dziewczyn twoich kumpli, bo mogą się okazać silnymi, chłodnymi laskami.
- No, kochana, jeszcze żadna dziewczyna nigdy nie narzekała, że ją pocałowałem. - zaśmiał się, nie zrażony tym, że wylądował na podłodze.
- Ja Cię ... wwrrrrr. - nie potrafiła znaleźć słów.
- Uwielbiam ? - podpowiedział, kiedy oberwał poduszką.
Ciesz się, że lampa stoi kawałek dalej, bo bym Ci zdrowo nią przyłożyła, aż gwiazdy by Ci się zaświeciły pod tym pustym sufitem.
- Wypierniczaj mi. - chwyciła go za koszulkę, po czym pociągnęła do wyjścia, a on śmiał się, gdy sunął tyłkiem po podłodze.
Ona jest po prostu zajebista. Idealna.
- Serio, zawsze tak podrywasz chłopaków ? Polki są naprawdę zajebiste pod tym względem. - parsknęła śmiechem, kiedy otworzyła drzwi na oścież, stając twarzą w twarz z Sylwiami.
No jasna cholera. Dzięki, Boże, wielkie dzięki.
- Ehm ... - nawet Lipka nie wiedziała, co powiedzieć, kiedy Martyna puściła koszulkę chłopaka.
Ja nic nie zrobiłam. Wcale mu nie przywaliłam i zepchnęłam z łóżka. Wcale nie.
- Jest chyba nawalony czymś. - rzuciła ze spokojem po polsku.
Ja nie mam nic wspólnego z nim. To on jest stuknięty, nie ja.
- Czemu tak myślisz ? - Przybysz podała dłoń, aby Leo wstał.
Dzięki, skarbie. Trochę męczy  mnie zadziorność Martynki, ale wciąż jest moja. I udowodnię jej to.
- Niech sam wam powie. - założyła ręce na piersi.
- Leoś, dobrze się czujesz ? - spytała Lipka po angielsku, a ten wyszczerzył się jak głupi.
Jasne. Trzy piękne dziewczyny moje, w tym jedna wściekła ? Zdecydowanie dziś jest mój dobry dzień.
- Jasne. Chodźcie, dziewczyny. - otoczył ramionami Sylwie, przesłał buziaka Martynie, po czym ruszyli po schodach na dół.
Dupku, spotkamy się jeszcze. I Cię zamorduję.

4 komentarze: