czwartek, 17 marca 2016

Rozdział XXIII

 
 
Hejka, dzisiaj kolejny rozdział, na który serdecznie zapraszam. Przy okazji koniecznie zajrzyjcie na moje nowe opowiadanie na Wattpadzie, gwarantuję, że jest równie super jak to ! :D
 
 
Jakiś czas potem ...
- Więc, niedługo idziesz na studia ? - siedzieli naprzeciwko siebie, kiedy pokiwała głową.
- Tak. - przyznała. - Na razie jednak spróbuję z tą uczelnią fotograficzną. To było marzenie ojca i moje. - powiedziała cicho, patrząc na swoje dłonie. - Chciał zawsze, aby mi się udało. A teraz przyszedł ten list.
- Rozmawiałaś z matką o tym ? - pokiwała głową i westchnęła cicho.

- Ja ... pewnie polecimy do Stanów. - przyznała ze smutkiem, nie patrząc mu w oczy, tylko na jego dłonie, kiedy wziął jej w swoje.
Nie  chcę Ci tego mówić. Wiem, że liczyłeś, że pojadę do Anglii. I ja przez chwilę się łudziłam, że to zrobię.
- Mamy rodzinę w okolicach Florydy, mieszka tam pewna rodzina z Norwegii, dawniej się przyjaźnili z moją babką. My po prostu ... mamy tak stabilniejszą przyszłość niż w Anglii. - przyznała cicho.  
Nikt nie zagwarantuje mi, że nie zapomnisz o mnie po trasie i wrócisz do dawnych znajomych, gdzie znajdziesz sobie nową dziewczynę. Muszę dbać  o siebie, nawet jesli serce mi się kraja.
- Mamy tamtejsze  obywatelstwo, więc moja matka nie będzie miała problemu ze znalezieniem pracy podobnie jak Martyna szkoły, a Tosia przedszkola. Poza tym, tam chcą moją matkę. - przyznała.
A w Anglii nie wiadomo czy miałaby zlecenia. Nic tam nie byłoby pewne. A ja nie mogę ryzykować przyszłości swojej rodziny. Obiecałam komuś, że będę o nas dbać, więc tak muszę robić. Nie złamę danego słowa.
- Od dawna, kiedy jeszcze ojciec żył. Dzwonili, abyśmy się tam wyprowadzili, że mają dla niej idealne pracownie, że będzie pracować dla najlepszych studiów disignerskich na świecie. Ale ona postanowiła zostać tutaj. - uśmiechnęła się lekko.
Moja matka jest takim przeciwieństwem mnie. Żałuję, że nie jestem choć trochę jak ona.
- Nigdy nie goniła za wszystkimi, zawsze starała się robić im na przekór.
- ... I wiem, że się niedługo rozstaniemy. - jej spojrzenie było zasmucone, kiedy spojrzała w jego błękitne oczy. - Taka odległość ... Nie będziesz miał we mnie oparcia na miejscu. Przepraszam. Tak bardzo chciałabym powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale nie będzie. - zerwała się z łóżka, gdy ruszyła do drzwi, a on myślał nad jej słowami.
Bądź silna. Nie płacz. Tak zawsze miało być. I byłaś tego świadoma.
Ale łudziłaś się przez chwilę, że sen okaże się prawdą. Że bajka będzie rzeczywistością.
Jak głupia byłam, że tu przyjechałam. Powinnam zostać w domu i ponownie się z nim nie spotkać. Byłoby lepiej. Znacznie lepiej. Bo nie czułabym się jak ostatnia świnia, niszcząc mu życie.
Czemu nigdy nie myślę zanim coś zrobię ? Czemu po prostu nie powiedziałam mu, że ...
Że jest mi potrzebny. I że dlatego tak bardzo się martwię o to, co się stanie z naszą relacją. Gdybym mogła nie lecieć... Gdybym tylko została w kraju ...
Ale tym ruchem pomogę matce. Widzę, że jest jej ciężko podobnie jak tam dziadkom. To  mój obowiązek, aby pomóc jej. I tak cierpiała wystarczająco.
Nie chcę go stracić. Nie chcę ...
Nie mogę jej stracić. Nie mogę.
Jestem gotów  w tej chwili zostać w Polsce. Albo polecieć z nią tam.
Kocham ją mocno. Najmocniej na świecie.
Muszę ją chronić. Chcę ją chronić. Chcę być przy niej.
- Angie. - chwycił ją za dłoń, kiedy już była przy drzwiach i miała spuszczoną głowę.
- Charls, nie chcę żebyś ... - utulił ją do siebie, gdy z jej rzęs spadły dwie łzy.
Nie płacz. Masz być silna. Nie okazuj jak przerażona jesteś. Że go stracisz.
Nie chcę jej łez. Chcę, aby była szczęśliwa. Będę ją odwiedzał. A kiedy skończę uczelnię, przyjadę i będziemy razem. Wierzę w to.
- Maleńka, kilometry nie liczą się. Damy radę. Uwierz mi. Wciąż będę przy Tobie, a ty przy mnie. - pocałował ją delikatnie w skroń. - Nie płacz. Wymyślę coś. Obiecuję Ci. - nigdy nie potrafiła uwierzyć w takie słowa. Nigdy. Ale jego pewność ją uspokoiła w jakiś sposób. - Chodź, odpoczniesz chwilkę. - wziął ją pod ramię, gdy usiedli z powrotem na łóżku, a ona zaczęła ponownie opowiadać ...  
 
- Och... przepraszam ... - Sylwia zastygła w drzwiach, kiedy błękitne oczy wlepiły się w nią z ciekawością.
Jego spojrzenie. Nie potrafię ukrywać tego, co do niego czuję. Był tak mi bliski, a teraz ... jest odległy. Nie mój.
Co ty gadasz ?! On nigdy nie był twój. NIGDY. Przenigdy.
- Nic nie szkodzi. - głaskał dziewczynę po jasnociemnych włosach, gdy miała głowę na jego kolanach i spokojnie spała.
Jest tak troskliwy, tak martwi się o nią. To piękne, mimo że ból rwie mi serce, gdy widzę ich razem. Zasługuje na szczęście tak jak ona. A jeśli ona mu je daje, to powinnam być szczęśliwa razem z nimi.
- Pięknie razem wyglądacie. - przyznała ciemnowłosa, a Charlie uśmiechnął się delikatnie.
Kocham ją za te słowa. Za to, że wierzy w nas. Za to, że chce nas wspierać podobnie jak reszta ekipy. Jestem jej za to wdzięczny.
- To ona jest śliczna, nie ja.
- Sylwia ? - ciemnowłosa podniosła na niego wzrok, gdy westchnął. - Myślisz, że mi się uda ?
Chcę usłyszeć to z twoich ust. Zawsze jesteś pewna siebie i tak łagodna. Ty powiesz prawdę.
- Co ? - spytała łagodnym głosem.
- Ją mieć przy sobie. - z lekkim smutkiem pogłaskał dłonią po bladym policzku. - Wyjeżdża do Stanów. - jego smutek był widoczny jak na dłoni. - Na Florydę.
Och, Boże. Przecież to tak daleko. Ale widzę po nim, że naprawdę jej potrzebuje. Przypomina mi tego dzieciaka z Mam Talent. Taki sam. Bezbronny, zniszczony przez życie. Teraz jest tak samo, ale to przez miłość, której jeszcze do końca nie pojmuje, ale wie, że jest najważniejsza. Och, Charlie. Och.
- Hej, to nie koniec świata. - Sylwia uśmiechnęła się delikatnie. - Dasz radę. - uścisnęła delikatnie jego dłoń, po czym szybko odsunęła się, gdy powieki szatynki drgnęły. - A teraz, chodźcie, jest kolacja, poza tym Leo zachowuje się niemniej dziwnie. - Charlie zmarszczył brwi, a ona pokiwała głową.
Tak, bardzo dziwnie. Trochę naprawdę jakby coś brał.
- Sylwia. - Angie westchnęła cicho. - Która godzina ? - wzięła telefon do dłoni, kiedy drgnęła lekko. No do cholery czy nie mogą dać mi spokoju ?! Nie wytrzymam tego napięcia. Do cholery.  - O jasna cholera ! - poderwała głowę z jego kolan. - Przepraszam na chwilę . - pośpiesznie wstała z łóżka, kiedy przyłożyła telefon do ucha, gdy szybkim krokiem szła do drzwi.
No nie wytrzymam. Nie wytrzymam.
- Tak, żyję, mam się świetnie. Tak, piszę, ale uwierz mi ... Nie mądrzyj się, dobra ? - warknęła lekko do słuchawki.  
Co się dzieje ? Z kim rozmawia ? Czemu jej mięśnie na łopatkach sa tak napięte ?
- Mam też swoje życie. Ach tak, teraz będzie mi grozić ? - założyła ręce na piersi, stojąc przed drzwiami.  Niedoczekanie wasze. - Posłuchaj, to ja ustalam sobie zasady, a nie ty. Zawsze mogę zmienić wydawcę. A tego nie chcesz, prawda ? - parsknęła krótkim śmiechem. - Uwierz mi, odważę się na to. Ach, tak ? Przekonamy się. - rozłączyła się, po czym jęknęła cicho.
Potrzebuję skontaktować się z menadżerem. Natychmiast.
- Co się stało ? - drgnęła, stojąc przed drzwiami i mając dłoń na klamce.
Nie mogę Ci powiedzieć. Nie mogę. To moje problemy.
Widzę, że ukrywa przede mną wiele. Ale ją kocham. I będę z nią. Mimo wszystko.
- Nic szczególnego. - odwróciła się do Sylwii i Charliego, ale oboje nie wydawali się przekonani, kiedy podeszli do niej.
- Wydawałaś się zdenerwowana. - w jego głosie krył się niepokój, kiedy wyszli na korytarz. - Możesz mi zaufać, przecież wiesz.
- Naprawdę, nie ma potrzeby się denerwować. - uśmiechnęła się lekko, zeskakując co drugi stopień.
Znam ten uśmiech. Ukrywający wszelkie troski. Och, Angie. Och, Angie.
Uśmiechaj się i miej głowę wysoko w górze. A troski odstaw na bok.
- Chodźcie, sprawdzimy, co wyrabia Leo.
 
- Zabierzcie go ode mnie ! - jęknęła już naprawdę zrozpaczona Martyna, kiedy Leo wyszczerzył się, gdy siedział obok kasztanowłosej.
Och, skarbie, widzę, że się cieszysz.
Zamorduję go. I wyląduję w więzieniu. Ale przynajmniej będę miała od niego spokój. Wrrr.
- Jest po prostu zachwycona, ale nie umie tego powiedzieć. A co u was ? - zamrugał znacząco brwiami, a Charlie dał mu kuksańca, kiedy usiadł koło niego.
Mate, nie myśl sobie nie wiadomo co. Ona jest inna niż wszystkie.
- Nic szczególnego. - Leo zacmokał ustami, a wszyscy roześmieli się.
- Błagam, Artur, zabierz go ode mnie ! - Martyna złożyła ręce jak do modlitwy, kiedy ciemnowłosy przechodził obok niej. - Devries ! - wrzasnęła, kiedy pocałował ją w policzek.
Ohyda. Boże. Ohyda. Ohyda, ohyda, ohyda.
Dobra, przyznaj, świetne ma wargi.
Ohydne. Świetne. Ohydne. Świetnie. Ohydn....
Boże, czy ja zawsze muszę mieć rozdwojenie myśli ?!
- Ohohoho, Martynko, nie denerwuj się tak. - Sikorski zaśmiał się, kiedy usiadł pomiędzy siostrami.
Coś się stało. Nie okłamie mnie. Znam jej ruch. Wystukiwanie rytmu na kolanie. Coś ją zdenerwowało.
On wie. Wyczuwa to. Czemu ? Czemu oboje znamy swoje ruchy, choć spotkaliśmy się zaledwie dwa razy ?
- Mam pomysł. - Martyna uśmiechnęła się słodko. - Dajcie mi herbatę, to na niego wyleję. - Leo nie chciał sprawdzać prawdziwości jej słów, więc odsunął się na bezpieczną odległość.
Nie ufam Ci, skarbie na tyle, aby mieć oparzenia. Nie wiem czy byś się mną opiekowała w chorobie.
- Myśleliście, co będziecie robić wieczorem ? - Artur spojrzał na wszystkich zgromadzonych przy stole.
- Ćwiczyć na skrzypcach ? - Martyna rzuciła, pijąc herbatę.
Oczywiście. Zawsze tak musi robić.
- Albo spać. I na pewno trzymać się z daleka od niego. - wskazała podbródkiem na Leo.
- Trudno z tym ostatnim będzie w jednym łóżku. - Angie i Artur nie mogli się powstrzymać i wybuchnęli przeraźliwym śmiechem, widząc miny Leo i Martyny, które mało nie zmiażdżyła filiżanki w dłoni.
Przegiąłeś. I to mocno.
Ups, chyba jest tak trochę wściekła. Tak trochę.
- Szykuj grób, Devries. - warknęła. - Bo nie dożyjesz końca trasy jak tak dalej będziesz gadał.
- Och, Polki są naprawdę świetne ! - zaśmiał się, a reszta z nim, gdy razem czuli się jak w domu. Wszyscy razem. Jak wspólnota.
 
Jakiś czas potem ....
- Ty nic nie rozumiesz !
- To ty mi wytłumacz !
- Angie, pozwól sobie pomóc !
- Nie ! Do cholery, nie mogę zepsuć i wam życia !
- Nikomu nie zepsułaś! Angie, uspokój się.
- Ona ma rację ! Dajcie jej spokój !
- Nie broń jej, Martyna, bo robicie tak samo ! Angie, posłuchaj mnie ...
- Nie ! - Charlie stał w drzwiach i patrzył jak szatynka kręci się po pokoju, klnąc po polsku, kiedy Jillan i Artur próbowali ją uspokoić.
Jest przerażona. Muszę jej pomóc.
Angie, błagam zrób, o co prosimy. To dla twojego dobra.
Niech zostawią mnie samą albo z siostrą. Ona nie będzie naciskać jak oni. Ona wie w największym stopniu, co czuję.
- No chodź. Już, spokojnie. - ciemnowłosy trzymał ją, szamoczącą się, gdy jej palce zaciskały się na jego ramieniu.
Puść mnie. Trzymaj mnie. Puść. Trzymaj. Puść. Trzymaj.
Och, ja bardzo chciałbym jej umieć pomóc. Najbardziej na świecie.
Biedna maleńka. Co się stało ?! Czemu jest taka przerażona ? Czemu drży ? Czemu krzyczy ? Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. To zapewne jedna z tych rzeczy, którą ukrywała w swoim spojrzeniu.
- Zrozum, że to wszystko ... moja wina .... - w jej głosie był przeraźliwy ból, kiedy wyrwała się, gdy Jillan chciała coś jej wcisnąć do dłoni. - Zabierzcie to ode mnie ! - była wściekła i przerażona, kiedy cofnęła się do tyłu i przewaliła się jak długa przez walizkę, która stała na środku pokoju.
Auć. Moja dupa. Cholerka. Muszę rozpracować wycofywanie się do tyłu.
I co narobiłaś, Andziosław ? Siniaka na dupie i dodatkowy sobie ból głowy. Och, młoda, młoda ...
- Angie ... - podbiegł do niej, kiedy ona poderwała się, a w jej oczach teraz oprócz złości, strachu, było zdumienie, zawstydzenie, zaskoczenie, ból.
Jakim cudem on tu jest ?! Ile widział ?! Czy oni go również nie zauważyli ?! Nie, tylko nie to. Nie, nie, nie.
Niech nie ucieka. Nie skrzywdzę jej. Nikt jej nie tknie. Chcę ją tylko przytulić, pocałować i uspokoić.
 - Nie bój się ... - ona cofnęła się jednak, czując na sobie uważne spojrzenia trójki ludzi, gdy stanęła w kącie, oddychając szybko.
Nie, nie, nie. Tylko nie to. Nie chcę go widzieć. On nie powinnen mnie widzieć. My nie powinniśmy się spotkać. Nigdy. A tym bardziej zakochać.
- Zostawcie mnie. W spokoju. - w jej głosie był ból. - Proszę. Tak będzie lepiej.
- Nie. - Artur pokręcił głową. - Obiecałem Ci, że zostanę z Tobą do końca i tak będzie. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, którą bardzo mocno kocham. Nie mogę Cię stracić.
Tak będzie lepiej, Arczie. Tak będzie lepiej.
Nieprawda. Nie będzie. Zostanę choćbyś zapierała się nogami. Zostanę.
Och, naprawdę niech dadzą jej spokój ! To tylko działa na nią jak płachta na byka !
- Angie ... - ruszył krok do przodu. - Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. - chwycił ją w ramiona drżącą, delikatną  i kruchą, kiedy przycisnął do siebie mocno, słysząc jej szybkie bicie serca.
Nie dotykaj mnie. Nie potrzebuję tego.
Angie, nic się nie bój. Jestem tutaj.
 - Już, spokojnie. - chciała się wyrwać, ale trzymał ją mocno. - Jestem tutaj. Jestem. - pogłaskał ją po włosach. - Nie krzycz. Już wszystko w porządku. Jestem przy Tobie.
 
- Czemu mi tego nie powiedziałaś ? - wzruszyła ramionami, mając na wpół śpiącą, na wpół zasmuconą minę, gdy opierała się o Artura, czując zawroty głowy, kiedy Charlie kręcił się po pokoju.
Myślisz, że łatwo o takim czymś mówić ?! Myślisz, że nie chciałabym być normalna ?!
Jak mogła tak umiejętnie udawać ? Jakim cudem ? Jak to ukryła przed wszystkimi ?
- Nikomu nie mówię.
- Jemu powiedziałaś. - spojrzała na ciemnowłosego, który potarł delikatnie dłonią jej nagie ramię.
Bo to była zupełnie inna sprawa. Jestem z nią dłużej, a nie miałem pojęcia o tym.
- To nie tak. On ... był ... nie mogę Ci powiedzieć. - pokręciła głową, próbując zablokować wspomnienia.
Bądź silna. Silna. Jak koń. Tak, zdecydowanie mam dobre porównania w chwilach stresu. Porównuję siebie do rumaka. Brawa dla mnie.
- On wiedział, choć mu nie powiedziałam.
- ...
- ... Mówiłam Ci, że nie jestem dla Ciebie. - w jej głosie był smutek.
Zawsze mam rację. Nie mylę się, w szczególności w tych sprawach.
- Nie posłuchałeś się mnie. Możemy to jeszcze zakończyć, możesz powiedzieć, że kłamałeś, że poprosiłam Cię, abyś to powiedział, bo jestem stukniętą wariatką. - westchnął, kiedy spojrzał na jej zasmucone oczy.
Nie jesteś stuknięta. Ani wariatką. Jesteś moją dziewczyną. Którą uwielbiam. Mimo wszystko.
- Posłuchaj uważnie. - uklęknął przed nią, biorąc jej dłonie w swoje.
Charls, to kiepski moment na rzucanie w wielkim stylu. Lepiej powiedz to szybko. Będzie mniej bolało. To jak zrywane plastra z rany. Na początku będzie krwawić obwicie, później przerodzi się w tępy ból i stratę.
- Zakochałem się w Tobie, ale nie miałem pojęcia o żadnym z twoich sekretów. Ale one nic nie zmienią. Rozumiesz ? Chciałbym się na Ciebie złościć, że mi nie powiedziałaś. Że nie dowiedziałem się wcześniej. Ale jednocześnie wiem, że nie mogę Cię za nic winnić. I że jesteś dla mnie cholernie ważna. - dotknął jej zimnego policzka, a ona przymknęła oczy, gdy jej rzęsy lśniły.
Co ty pierdolisz ?! Czemu mi to mówisz, gdy powinnieś mi nawymyślać i zostawić samą sobie ? Czemu jesteś tak zaskakujący ? Czemu nie zachowujesz się jak człowiek, którego wydawało się, że dobrze znam ? Czy tak naprawdę udawałeś to wszystko ? Przez social media ? Że jesteś taki ... rozrywkowy i towarzyski ?
Nie płacz. Nie chcę twojej krzywdy. Tylko szczęścia.
- ... Jak to jest, kiedy masz  nienormalną dziewczynę? - wywrócił oczami, kiedy usiadł po jej drugiej stronie, trzymając wciąż jej dłonie w swoich.
Mamy długą drogę przed nami. Czuję to. Ale jestem gotowy na to.
- Nie jesteś nienormalna. - prychnęła na jego słowa, kiedy powoli zaczęła zasypiać ...
 
- Nie opowiadaj tego nigdy. Proszę. - Jillan spojrzała na blondyna. - Ona i tak ma ciężko.
Doskonale wiem. I nigdy nie zdradzę jej sekretu.
- Od czego się zaczęło ? - spytał, patrząc jak Artur przykrywa ją kocem, gdy spała i miała zrelaksowaną minę.
Tak troszczy się o nią. Czasami mam wrażenie, że bardziej niż ja. I mam cholernie poczucie winy.
Śpij, przyjaciółko. Jestem z Tobą. Zawsze będę.
- Od śmierci jej ojca. - Jillan westchnęła. - Później doszły problemy w szkole, zmęczenie od treningów ... Wszystko się nakumulowało. - pokiwał głową, ze smutkiem patrząc na szatynkę.
Rozumiem trochę jej cierpienie. Ale tylko trochę. Nie wiem czy znalazłaby się osoba, która tyle nacierpiała. Chyba jej siostra. Ale one są zupełnie różne. Martyna daje sobie radę. A ona nie. Przynajmniej nie na długo.
- A wy się skąd znacie ? - Artur drgnął, gdy blondyn wpatrywał się w niego. - Nie poznaliście się dopiero teraz. Oboje to ukrywacie.
Ja to zauważyłem. Niektórzy może nie, ale ja tak. Zbyt dobrze wam się przyglądam, aby tego nie zauważyć. Że wyczuwacie szóstym zmysłem, co się dzieje z tym drugim. I to zaskakujące.
Miałem unikać odpowiedzi na to pytanie. Powiedziała mi tak. Ale on jest jej chłopakiem. I powinnien znać prawdę, z resztą, kiedy tak martwi się o nią.
- Ja ... my ... och, no mogę. - jęknął cicho, opadając na krzesło. - Znamy się ponad rok, ale nie rozpoznałem jej na początku.
Jak głupi wtedy byłem.
Wiedziałem, że udają od jakiegoś czasu. To musiała być głębsza relacja niż ta, krótka, parodniowa.
- Gdzie się poznaliście ? - Artur porozumiał się spojrzeniem z Jillan, która w końcu kiwnęła głową.
Powiedz. Ja wezmę jak coś za to odpowiedzialność. On powinnien wiedzieć.
- Tylko nic jej nie mów. - wskazała głową na Angie, a Martyna, która cały czas siedziała na balkonie, a teraz stała w futrynie drzwi, prychnęła jak kotka.
- Nie bójcie się, ja też tego nie zrobię. - wywróciła oczami pod siłą ich spojrzenia. - Doskonale znam tę historię i wiem, że nie byłaby zadowolona, że ją opowiadacie, ale wiem też, że ty - wskazała na Lenehana - nie jesteś takim dupkiem jak myślałam. Inny by ją zostawił. A ty nie. To zadziwiające.
Naprawdę. Zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Tak dorosłym, mimo że wydawał mi się zawsze dziecinny.
- Dzięki. - powiedział, po czym skupił wzrok na ciemnowłosy.
- Poznaliśmy się rok temu, w Warszawie. Wracałem właśnie z jakiś warszatatów teatralnych, kiedy usłyszałem krzyk i pisk opon. W ostatniej chwili złapałem ją za rękę na chodnik, zanim samochód jej nie rozjechał. - ciężko mu to przychodziło mówić podobnie jak Charlim słuchać.
Te wspomnienie ... chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Jezu. Ja ... Jak dobrze, że Bóg zesłał wtedy Artura. Gdyby nie on ... Och, matko. ...
 - Przewróciliśmy się oboje. Ona klnęła, kiedy ktoś zadzwonił po policję i karetkę, kiedy ... zemdlała. A ja ... uciekłem. Byłem przerażony widokiem jej oczu, kiedy wpatrywała się wtedy we mnie zanim nie zemdlała. Ktoś przypilnował jej, kiedy wsunęłem jej kartkę ze swoim telefonem i pobiegłem do domu. Nie potrafiłem zostać tam. Po prostu nie potrafiłem. Byłem jeszcze dzieckiem. - jego głos był niezwykle cichy.
Nie rozumiałem wtedy jeszcze niektórych rzeczy.
- ... A skąd dowiedziałeś się o depresji ?
- ... Kiedy upadliśmy wtedy, na tej chodnik, spytałem się jej, czemu  stała na tej jezdni, a ona powiedziała, że chce umrzeć i że choruje. I że tak będzie dobrze. - westchnął, próbując powstrzymać łzy. -  W jej głosie było takie przerażenie, taka potrzeba pomocy. Jakby prosiła, abym z nią został. - spojrzeli się na śpiącą i westchnęli cicho, wszyscy w myślach zastanawiając się nad tym wszystkim ...
 

1 komentarz: