https://www.youtube.com/watch?v=YykjpeuMNEk
Jego dotyk. Jego słowa. Jezu. Umieram. Właśnie ....
całuje mnie człowiek, o którym marzyłam tak długo .... Potrzebowałam tego.
Dziękuję. Ten dzień nie mógłby być piękniejszy. Niech nie przestaje. Proszę.
Niech wciąż mnie całuje.
W swoim życiu nigdy nie pocałowałem kogoś tyle razy, co
ją, chyba że matkę jak byłem dzieckiem. Jest zupełnie inna niż wszystkie. Kiedy
dotykam ją, czuję, jakbym wsadził palec do kontaktu. Każdy jej ruch, drgnięcie
dłoni, bicie serca ... Kocham. Nie chcę przestać. Niech zostanie ze mną. Chcę
uczynić ten dzień najpiękniejszym w jej życiu. Chcę, aby codziennie jej dni
były piękne.
- Z każdą chwilą coraz
bardziej Cię kocham. - przyznał szczerze, kiedy oderwali się od siebie. - Nie
chcę Cię puścić, dlatego zostań ze mną. Proszę. Boję się, że nie powstrzymam
się i włamię się do twojego pokoju w nocy, a twoja siostra zamorduje mnie. -
Angie zaśmiała się. Boję się, że jeśli
włamałbyś, to ja mogłabym zareagować odruchowo jak ona i uderzyć Cię, myląc z
gwałcicielem.
- Niedługo przecież
wyjeżdżamy do Szczecina. Nie będziesz miał okazji. - zachichotała, widząc jego
zmartwioną minę. Ale jak to ? Przecież to
był idealny plan. Ech, szkoda ... Widzę, że się uśmiechasz znacząco, Angie.
Kocham ten twój charakterek, zmienny, ale tak chwytający za serce.
- Zawsze chciałem wkraść
się do czyjegoś pokoju i niespodzianka ! Charlie! - zaśmiali się oboje, kiedy
dziewczyna stała na palcach i bawiła się jego włosami. Możesz oczywiście wejść przez balkon, jeśli dasz radę. Ja bym dała
radę. Nasze role chyba odwrócą się, ty będziesz księżniczką, a ja księciem.
Jest taka zachwycająca, kiedy uśmiecha się i mnie dotyka.
Czuję się, jakby miał zemdleć. Ze szczęścia.
- Stoimy w korytarzu.
Czuję się niezmiernie niezręcznie, że zaraz ktoś znów przywali mi drzwami. -
zaśmiał się, kiedy uniósł Angie za nogi i wziął na ręce ! Charlie, jesteś stuknięty! Nie noś mnie ... na rękach ...
- Durniu, puszczaj ! -
zaśmiała się, kiedy zawirowali na dywanie, po czym opadli na łóżko - ona na
nim. Z czarującym uśmiechem założył jej włosy za ucho, za które pociągnął
delikatnie i zachichotał, przypominając sobie rozmowę z rana, a ona wywróciła
oczami, kiedy położyła się obok niego.
- Jesteś niemożliwy. -
wskazał z zdumieniem palcem na swoją pierś, a ona pokiwała głową. Charlie
uśmiechnął się szeroko, ukazując dołeczki.
- Przecież wiem. -
pocałował ją w szyję, a ona zachichotała.
- Zamierasz wycałować
mnie dopóki nie jedziemy, aby potem wysiedzieć w spokoju przy reszcie ekipy? -
spytała z zadziornym błyskiem w oku.
- Oczywiście. Czytasz mi
w myślach, moja miła*. - musnął wargami jej obojczyk. Miała na sobie zwykłą szarą
bluzkę i ciemne dżinsy, przebrała się z sukienki, zapewne, zeby było wygodniej
i cieplej kiedy będą jechać wieczorem. Ich nogi się stykały, kiedy Charlie
przyplótł swoją z jej i uśmiechnął się rozdzierająco zachwycająco. * Zwrot
z książek Kiery Cass, no co ja zrobię, że jest moim guru ?! :<*
Musisz tak się uśmiechać, prawda ?! Chyba w głębi duszy
wiesz jak działasz na mnie i robisz to specjalnie. Czuję, jakby ktoś poraził
mnie prądem o najwyższym napięciu. Jakbym miała zaraz wybuchnąć. Uwielbiam jak
nie wstydzi się mnie i jest nieznośnie uroczy. Nasze dżinsy pasują odcieniami
do siebie ... Jezu, już nawet przyglądam się naszym spodniom ! To trochę
nienormalne, chyba ... Ale chyba, bo w końcu podobno udowodniono, że w życiu
trzeba przeżyć przynajmniej trzy wielkie
miłości ... A on właśnie jest tą trzecią.
Wiem, księżniczko, że uwielbiasz to. Jak Cię dotykam. Jak
się uśmiecham. A ja kocham sposób w jaki się na mnie patrzysz, jak delikatnie
marszczysz czoło, kiedy myślisz intensywnie o czymś. Jesteś zachwycająca.
- Chciałabym abyśmy
mogli zostać tak na noc. - wypowiedziała swoje myśli na głos i zarumieniła się
delikatnie, kiedy on splotł swoje palce z jej. Co ty
gadasz ?! Angie, wychodzisz na jakąś dziewczynę... Jego uśmiech ... O matko ...
- Nic straconego, jak
przyjedziemy, mamy jeszcze dużo czasu do rana. - zaśmiali się cicho, kiedy
chłopak skupił na niej swoje błękitne oczy, a ona wpatrywała się w niego z
intensywnością.
- Nie mogę, muszę Cię
pocałować. - Charlie musnął wargami kącik jej ust.
Szukałem tak długo. Takiego spojrzenia. Takiego dotyku.
Takiego anioła. Potrzebuję jej. Musi być blisko mnie.
Tak bardzo czułam się samotna. Niekochana. On to zmienia.
Wierzę, że dla niego jestem najważniejsza.
- Masz ładne stopy. -
powiedział w pewnym momencie wpatrując się w skarpetki dziewczyny, która
zachichotała.
- Zawsze mówisz takie
komplementy dziewczynom ? Masz ładne stopy ? - zachichotała jak szalona, kiedy
on pocałował ją w szyję. Kolejny raz. Rozpływam
się. Czy on naprawdę musi ? Uwielbiam
jak mnie całuje, ale jednocześnie nienawidzę tego, bo czuję, jakbym była
galaretką.
- Tylko Tobie, królowo.
- spojrzała na niego z uśmiechem, kiedy zetknęła z nim czoło. Ich usta były
milimetry.
- Pamiętasz chwilę,
kiedy się poznaliśmy ? Kiedy raz pierwszy pocałowałeś mnie ? - spytała cicho. -
Marzyłam od dawna ... o Tobie. - uśmiechnęła się. - I wciąż nie wierzę, że
jesteśmy ...
- Parą ? - podpowiedział
ze śmiechem. - Angie, ja długo szukałem w życiu osoby, którą tak pokocham. A
teraz ją znalazłem i leży przy mnie. - uśmiechnął się łagodnie, kiedy pogłaskał
ją po policzku, a ona przymknęła oczy. O
matko. Mów mi tak dalej, a nie będziesz mógł się ode mnie odczepić.
- Czy tylko mi się
wydaje czy słyszę gdzieś Leo ? - powiedziała, a zza balkonu dobiegł śmiech
bruneta. Charlie pokiwał głową, uderzając ją w czoło. Ups, wybacz, słodka.
- Jezu, przepraszam. -
machnęła dłonią, kiedy hałas na dworze ucichł.
- Nic nie szkodzi. -
powiedziała. Jakbyś miała rozcięte czoło
albo siniaka, chyba inaczej byś mówiła. Chociaż, w sumie to nie. Jesteś taka
swobodna i taka roześmiana, poza tym wiem, że upadki i rany to u Ciebie
codzienność. - Ciekawa jestem, co
tam robi ... - chciała wstać, ale chłopak jej nie pozwolił.
- Hej, śliczna, popatrz
na mnie. - ciemne oczy wlepiły się w niego z czułością, a mu zaparło dech w
piersiach. Była idealna, kiedy z uśmiechem założyła włosy za ucho tym swoim
ruchem. Miała taki uśmiech ... A spojrzenie ... Pełne ufności, miłości,
przyjaźni, zauroczenia ... Nikt nigdy się na niego tak nie patrzył. Nigdy.
- Charls, czy wszystko w
porządku ? - z lekka zaniepokojnym głosem spytała, kiedy on pokręcił głową. Oczywiście, że nic nie jest ok. Patrzysz się
tak na mnie, że czuję się jak ostatni idiota, który jakimś cudem zdobył twoje
serce i który może nazywać się twoim chłopakiem.
- Nie. Nie wierzę, że
.... nie jesteś snem. - dotknął jej policzka. A ja nie wierzę, że właśnie leżę z Tobą i najwyraźniej flirtujesz ze
mną. Boże, to chyba cud. Ja i taki chłopak ?! To nie do wiary ! Angie, ty taka
chłodna, trzymająca na dystans wszystkich ludzi i znany Anglik ... Oboje
jesteśmy tacy sami, choć ja bardziej szalona, a on bardziej zaskakujący.
Dopełniamy się.
- Jestem tutaj. -
uścisnęła jego dłoń. Zawsze będę przy
Tobie. Choćbyś tego nie chciał.
- Chodź, zostawmy Leo
samego sobie. Też potrzebuje chwili prywatności. - dziewczyna kiwnęła głową i
położyła się z powrotem. Skoro, tak
twierdzisz ... Nie potrafiłabym się z Tobą kłócić.
- ... Te łóżka chyba
były projektowane właśnie na takie przypadki. Że jakaś dwójka zakocha się w
sobie. - powiedziała z namysłem i przymknęła oczy, czując dreszcz podniecenia,
szybsze bicie serca i jakby prąd, rozchodzący się po całym ciele, kiedy chłopak
dotknął jej warg swoimi. Charls to jest
... najpiękniejsze przeżycie w moim życiu. Nigdy się tak nie czułam. Delikatne
naciskał, a ona nie potrafiła powiedzieć nie. Nawet tego nie chciała mówić. Ich
usta złączyły się kącikach, kiedy rozwarła delikatnie swoje wargi, a on musnął je
swoimi.
- Charlie ... -
powiedziała z czułością, kiedy on spoglądał ciągle na nią dużymi, błękitnymi
oczami.
- Tak, Angie ? - spytał,
unosząc się delikatnie na łokciu.
- ... Dziękuję Ci. To
... najpiękniejszy prezent urodzinowy. - powiedziała z błyszczącymi ze
szczęścia oczami. - Nie mówię tu tylko o naszyniku, który jest przepiękny. -
dotknęła łańcuszka na szyi. - Mówię o tym wszystkim, co dzisiaj zrobiłeś dla
mnie od samego rana - powiedziałeś telewizji o tym, co czujesz do mnie, później
zgodziłeś się, aby wpuścić Klaudię, choć raczej nie postąpiliśmy do końca
zgodnie z prawem. Później ... - wzięła oddech. - Powiedziałeś setkom ludzi, że
jesteśmy razem i wierz mi, gdybyś mnie wtedy nie trzymał, zemdlałabym. Teraz
podarowałeś mi piękny prezent i jesteś przy mnie. Dotykasz mnie jakbym ... była
dla Ciebie najważniejsza. - powiedziała z dużymi oczami. - Za każdym razem
kiedy całujesz mnie, czuję, że zaraz zemdlę, bo twój dotyk, twoja bliskość ...
to coś, czego by się nie spodziewała po Tobie. ... Zawsze myślałam, że ... że
jesteś chłopakiem, który boi się takich relacji, która nas łączy. ... Chcę
powiedzieć, że ten dzień był najpiękniejszy w moim życiu. - chłopak otarł z
kącika oka łzę, po czym przytulił do siebie szatynkę, która westchnęła. Jezu,powiedziałam mu to. Jeśli nie
przestraszył się, to jestem dumna z siebie.
Czyli ona czuje dokładnie to samo, co ja. Boże, dziękuję
Ci. Teraz nie boję się, że jestem tylko na chwilę dla niej. Ona naprawdę mnie
... kocha.
- Bałem się, co powiesz.
Naprawdę. - spoglądał na nią z powagą. - Bałem się, że sposób w jaki Cię
dotykam ... przeszkadza Ci. - uśmiechnął się szeroko. - Ale nie przeszkadza,
prawda ? - pokręciła głową, kiedy chłopak z radością trzymał ją w ramionach ...
W tym samym czasie ...
- On Ci się podoba. - rzuciła Jillan w pewnym
momencie, robiąc na podłodze szpagat, kiedy z pokoju obok, który należał
do obu Sylwii dochodziły odgłosy głośnej
dyskusji. - Bez konkurecyjnie, wpadł Ci w oko.
- O czym ty mówisz, Jill
? - Martyna wywróciła oczami. Ona jest jakaś nienormalna jak moja siostra.
Zaprzecza oczywistości. Nikogo tak nie traktowała,
żadnego faceta. Spodobał jej się. Ja to wiem.
- O tym, że Leo zawrócił
Ci w głowie. - zawirowała na dywanie w krwistoczerwonej rozkolszowanej spódnicy,
zanim nie klapnęła na krzesło. - Ale spokojna głowa, ciocia Jillan Ci pomoże. -
Martyna prychnęła, gdy wyszła na balkon i oparła stopę o balustradę balkonu,
aby się rozciągnąć.
- Jill, wiem, że to
bardzo ekscytujące, że moja siostra rozkochała w sobie tego całego Lenehana,
ale wybacz, mnie takie durnoty nie interesują. - Martyna prychnęła z
rozbawieniem, jakby ta myśl była niedorzeczna sama w sobie.
Nikt nie jest mi potrzebny do szczęścia. Dam radę sobie
sama. Jak dawniej. Nikt nie powstrzyma mnie przed spełnieniem marzeń. I nie
zatrzymam się, aby ktoś mi podciął nogę.
- Nie kłam. - Jillan
oparła się łokciami o balustradę, patrząc na ciemniejące z każdą chwilową
lipcowe niebo. - Obie to samo ciągle robicie. W kółko i w kółko. - wywróciła
oczami.
To cholernie denerwujące kiedy widzisz, że przyjaciółka
popełnia twoje dawne błędy. I że dla niej też może być w pewnym momencie za
późno.
- To czyli co ? -
Martyna zdjęła nogę z balustrady.
- To, co dawniej. Te
całe gierki. - Jillan westchnęła. - Myślałaś, że nie widzę ? Że nie widzę, że
ten cały teatrzyk jest na pokaz ? Że ona zupełnie sobie nie radzi ? - utkwiła
wzrok w przelatującym ptaku.
Znam ją lepiej niż ona sama. I wiem, że jej maski są
ciągle zmienne. Kolorowe, w szaro-białe ciapki.
- ... Musicie to
przestać. Uwierz mi, sama odwalałam to, co wy i ...
- I co ? -warknęła
Martyna.
Tak jest łatwiej. Nie musimy wtedy polegać na kimś, a na
sobie. To jest prostsze niż zaufanie i wiara. Uciekanie. Tak, uwielbiamy to.
Obie.
- I żałuję tego. -
powiedziała spokojnym głosem Jillan. - Jestem teraz nikim.
- Nie gadaj głupot. -
Martyna prychnęła. - Masz wszystkiego.
- Oprócz cholernej
rodziny ! - Jillan wrzasnęła z wściekłością, zanim nie wzięła oddechu, aby się
uspokoić, a Martyna, z lekka strapiona, spojrzała na nią.
Boże, zapomniałam już o tym. Zawsze widzę ją taką
radosną. A ona ma swoje demony.
Nie, nie, nie. Jillan, wdech, wydech. Wszystko jest w
porządku. Tamto to przeszłość. To ciemność.
- Przepraszam. - rzuciła
po chwili Errikson, a Kasperska pokiwała głową, zaciskając palce na
balustradzie. - Nie chciałam Cię zdenerwować.
Wiem. Ale ja nie panuję nad sobą. Nigdy. Podobnie jak
twoja siostra i ty.
- Wszystko w porządku. -
wydusiła Jillan. - Po prostu nienawidzę chwili, kiedy ludzie odkrywają tę część
mnie, o której chcę zapomnieć. Tak jak wy. - podniosła na nią ciemne oczy pełne
łez. - Dlatego do cholery tak przepadam za towarzystwem twojej siostry i
Filipa. Cała cholerna wielka nasza trójka aktorów. - otarła łzę z policzka. -
Dobra, że chociaż ona na chwilę zapomniała o tym wszystkim.
Chcę dla niej jak najlepiej. Musi zapomnieć. Chociaż ona.
Bo ja nigdy nie zapomnę.
Angie, nigdy nie zapomni tego wszystkiego. Nie da rady.
Jest zbyt słaba, bo w dzieciństwie zbyt polegała na bliskich.
- Niech się pieprzy,
cholerny Lenehan. Wszystko do cholery zepsuje. - Martyna usiadła na
balustradzie, machając nogami w powietrzu.
- Nie bądź za surowa. -
Jillan pokręciła głową. - Zależy mu na niej.
Widzę te spojrzenia. Naprawdę, nie pojmuję, jak się można
tak szybko zakochać, ale rzeczywiście mocno obdarza ją uczuciem. Potrzebują po
prostu jeszcze lepiej siebie zrozumieć, aby przykonać się o sile swojego
uczucia.
- Gówno prawda. Jedyną,
powtórzę jedyną osobą, której zależy na niej, powinna być ona sama. Nie
potrzebuje nikogo. Ludzie są beznadziejni i jeśli polegasz na nich, to giniesz.
- warknęła Martyna. - To nie cholerna bajka Disney'a, to życie. Ludzie nie chcą
twojego szczęścia, a porażki.
Nienawidzę ludzi. To potwory. Oprócz paru osób, którym
można zaufać. Ale i tak nie bezgranicznie. Zawsze nadejdzie dzień próby i wtedy
lepiej być przygotowany na zawód niż cierpieć i krwawić w duszy.
- Nie mów tak. - głos
Jillan był ostry jak brzytwa. - To że Ci wyrządzili tak duże krzywdy ...
- A myślisz, że jej nie
?! Myślisz, że jak reagowali, gdy się okazywało, że to cholery może umrzeć w
każdej chwili ?! Że jej serce prawie nie bije ?! - Martyna podniosła głos. -
Och, biedna dziewczynka. Ojej, Angie, ale ty masz pecha w życiu. O matko, co za
okropna wiadomość ... Chcieli jej
pokazać, jak słaba jest. Jak niewiele trzeba, aby ją zniszczyć. Oni rozpoczęli
to wszystko. Wszystko. - powtórzyła głucho ostatnie słowo. - To wszystko
zaczęło się do cholery od nich. Od tej całej pieprzonej rodziny, przyjaciół ...
Jedynie ty i Filip wiedzieliście. Wy zawsze wiedzieliście. - ciemnowłosa
pokiwała głową ze smutkiem. - Nieważne co, zawsze byliście przy niej. Nawet
tego dnia.
Oczywiście. I zawsze będziemy. Do końca i jeden dzień
dłużej. Podobnie jak ty.
Czemu to wszystko krzyczę ? Czemu nie potrafię się
zamknąć ? Potrafię powstrzymać uczucia na wodzy, to dlaczego teraz wybuchłam ?
Co się dzieje z moim murem ? Z moją blokadą ?
- ... Nie możecie jednak
zamykać się na ludzi. Uciekać. Widzisz mnie. - Jillan wskazała na siebie. -
Niby mam życie, ale go nie mam. Straciłam bliskich przez swoją głupotę.
- Nie mów tak. - Martyna
miała dziwnie łagodny głos. - To nie była twoja wina.
Nigdy nie było naszą winą, że los zgotował nam takie
życia. Nigdy.
- Właśnie, że była ! -
Jillan wybuchnęła szlochem, kiedy jej dłonie drżały. - Najpierw matka, później
ojciec, a na koniec straciłam nawet jego. - jej płacz był przeraźliwy, kiedy
Martyna zeskoczyła z barierki balkonu i objęła dziewczynę ramionami.
Nie chcę płakać. To oznaka słabości. Łzy to nie siła. To
słabość. Powinna być twarda. Dla Angie. Bo ona jest za delikatna.
Niech nie płacze. Nigdy nie widziałam czyjś szczerych łez
od paru lat. Od tamtego dnia. Nigdy. Angie nigdy nie płakała. Przynajmniej nie
przy mnie. A ja tak samo.
- To nie była twoja
wina. - powtórzyła cicho, gdy ciemnowłosa warknęła jakieś przekleństwo. - To
była niczym wina. Najwyraźniej tak musiało być, aby coś innego się wydarzyło.
- Moja cholerna kariera.
- warknęła Jillan. - To wszystko przez to.
- Nie, to na pewno nie
tak. - Martyna pokręciła głową. - Osiągnęłaś w życiu więcej niż się uda
większości. Oni wszyscy na pewno są z Ciebie dumni, gdziekolwiek są. - pokiwała
głową, kiedy odsunęła się lekko od siostry przyjaciółki.
- Momentami przypominasz
Angie, jaka była dawniej. Kiedy to wszystko się nie wydarzyło. Wydawało mi się
wtedy, że jej słowa są trochę puste. Teraz wiem, że byłam w błędzie. -
ciemnowłosa zniknęła w pokoju, a Martyna westchnęła, patrząc na zachodzące
słońce i nie wiedząc, że ...
- Nie rozumiem. - Lipka
pokręciła głową, mając usta zacisnięte w wąską kreskę. - Przecież one ...
- Udają. - dokończył za
nią Artur, który od koncertu starał się jakoś trzymać, ale kiepsko mu to
wychodziło. Siedzieli w czwórkę u dziewczyn w pokoju, kiedy do ich uszu
doleciały słowa rozmowy Jillan i Martyny, które w końcu też zniknęła w pokoju. -
Pytanie jest dlaczego.
Doskonale wiesz dlaczego, Artur. Ty wszystko wiesz.
Chociaż nie chciałbyś.
- Jillan mówiła o jakieś
stracie. - Jeremi podsunął pomysł. - Może straciły kogoś z rodziny ?
- Nie, nie, to nie mogło
być tylko to. - Sylwia Przybysz pokręciła głową. - Artur, ty cokolwiek o nich
wiesz, czy Angie ma problemy z sercem ? - westchnął cicho, przeczesując dłonią
włosy.
- Nie wiem. - przyznał
po chwili ciszy. - Wiem tyle co wy.
Nieprawda. Wiem, jeszcze więcej. Ale ona mi zaufała. A ja
obiecałem.
- Nieprawda. - Lipka
spojrzała znacząco na niego. - My chyba
oboje wiemy, co mam na myśli.
Lipa, bądź cicho. Po prostu nic nie mów.
- Przestań. - rzucił
ciemnowłosy lekko zezłoszczony. - To jest przeszłość.
- Co wy ...
- Przeszłość powiązana z
przyszłością. - Lipka powiedziała z naciskiem. - I oboje wiemy znacie więcej
niż powinniśmy.
Doskonale wiem, co usłyszałem kiedyś, nie mam sklerozy, w
przeciwieństwie do Ciebie. Zaufałem Ci i miałem nadzieję, że nigdy nie
wyciągniesz tego tematu, a ty to zrobiłaś.
Muszę mu pokazać, że pamiętam. I że nie pozwolę, aby
oddał się od niej. Byli blisko, nie wiedząc o tym.
- Ale chwilka ... - nie
dawali dojść do głosu Jeremiemu.
- Oni nie muszą tego
wiedzieć! - warknął Artur, zupełnie jak nie on. - To nie są rzeczy, które
powinniśmy mówić na lewo i prawo. Zaufała mi, a ja Tobie. To miało pozostać
pomiędzy naszą trójką. - Lipka westchnęła, opierając się plecami o krzesło.
Wiem, że zaufałeś mi i nie zawiodę Cię. Po prostu chcę
wam pomóc.
- Jak sobie życzysz. -
powiedziała. - Ja nie powiem dopóki ty się na to nie zdecydujesz.
- Świetnie. - Artur
zacisnął palce na swoim telefonie, który trzymał w dłoni.
- Możecie powiedzieć, co
do cholery odwalacie oboje ? - powiedział Jeremi, ale jego brat i Sylwia nie
zareagowali.
- Nic. - Lipka
uśmiechnęła się lekko. - Proponuję zmienić temat.
No, Lipa, nareszcie ruszyłaś tą makówką.
Co oni ukrywają ? Czy coś wiedzą ? Dlaczego akurat oni ?
- Świetna myśl ! - Artur
powiedział, po czym wstał z łóżka. - Pójdę po gitarę. - drzwi stuknęły za nim,
po czym Jeremi przeniósł zaniepokojony wzrok na Lipkę.
Powiedz mi. Lipka, proszę. Nie chcę cierpienia dla mojego
brata.
Nie mogę powiedzieć. Nie mogę powiedzieć. Nie mogę ...
Martwię się o nich. Żałuję trochę, że ta dziewczyna
pojawiła się w naszych życiach. Namieszała.
- Jeremi, nie mogę. -
nie musiał nawet pytać, kiedy pokręciła głową. - Obiecałam mu.
- Jestem jego bratem.
- Wiem. Ale to nie jest
jego sprawa jak i moja, a dowiedzieliśmy się o niej przypadkiem. Nie możemy wam
jej powiedzieć. - westchnęła cicho. - Uwierzcie mi, pewnych rzeczy nigdy nie
chce sie usłyszeć ...
Jest ważna. Jest moją przyjaciółką. A ja nie miałem
pojęcia o niczym.
Usunął się przy ścianie
w swoim pokoju i zamknął oczy.
Chciałbym jej pomóc. Nie wiem jak. Nie wiem. Po prostu
mam pustkę w głowie.
Nikt nie wie. Nikt. A ona tak skutecznie udaje.
Chcę po prostu być przy niej.
W tym samym czasie ...
- Boję się, że zaraz
ktoś tu wpadnie. - Angie westchnęła, wiedząc, że zbliża się pora odjazdu.
Charlie z uśmiechem bawił się jej włosami.
Ja boję się, że kiedyś uciekniesz mi.
Chociaż nie. Sposób, w jaki się na mnie patrzysz ... Masz prześliczne oczy, ale
nie będę mówił Ci tego jeszcze raz, bo uznasz mnie za wariata.
- Zakochałem się w
twojej szyi. - pocałował ją w podbródek. Jego usta muskały jej szyję,
naszyjnik, obojczyk ...
- Masz tak delikatną
skórę... - wyszeptał, muskając palcami naszyjnik, a dziewczyna zadrżała.
- Hej, wiesz przecież, że
mam łaskotki. - chłopak zaśmiał się, kiedy dziewczyna chichotała jak szalona,
kiedy muskał palcami jej skórę na obojczyku lub barkach ...
- Charls ... Przestań,
napaleńcu. - na to wspomnienie zaśmiali się głośno, kiedy znów pocałował ją w
wystawiący obojczyk, a ona zachichotała.
- Sama to
powiedziałaś... - wymruczał. - Ja po prostu nie mogę przestać Cię całować ...
- No napaleniec. -
zaśmiała się, kiedy przyciągnął ją
jeszcze bliżej siebie. Odgarnął jej włosy i znów pocałował ją w miejscu pod
uchem, gdzie miała trzy maleńkie
pieprzyki, które tworzyły trójkąt.
- Charls ... jeśli moja
siostra nas zobaczy, zgłosi Ciebie jako gwałciela ... - Angie nie potrafiła
zachować powagi, w szczególności kiedy chłopak uśmiechnął się w taki sposób.
- To proponuję znaleźć
jej chłopaka. - na ten pomysł Angie wybuchnęła chichotem. Martyna
i chłopak?! Już się boję o tego biedaka !
- Serio myślisz, że to
takie proste ?! - poczochrała mu włosy ze śmiechem. - Ona jest bardzo, ale to
bardzo wymagająca. - udawała poważną, ale Charlie to zepsuł, kiedy pocałował ją
w wystający obojczyk. Całuj mnie. Proszę.
Potrzebuję tego. Ten dzień jest taki piękny i to wszystko dzięki Tobie.
- Charls ... -
pogłaskała go po policzku, kiedy on wziął jej dłoń i delikatnie całował opuszek każdego palca.
- Musimy się .... - nie
dokończyła, kiedy rozległo się pukanie do drzwi, a oboje zerwali się jak
oparzeni.
- To nie Leo, prawda ? -
powiedziała Angie, a Charlie pokiwał głową, kiedy dziewczyna już najwyraźniej
wyćwiczona w szybkich ucieczkach przed niebezpieczeństwem, wyskoczyła z jego
objęcia, po czym na palcach podeszła do otwartego balkonu. Charlie złapał ją za
ramię, a ona spojrzała na niego z uśmiechem.
- Nie właź po tych
balkonach, proszę. - Charlie wyszeptał, kiedy pukanie się powtórzyło.
Dziewczyna wywróciła oczami, ale kiwnęła głową, że się go posłucha. Uścisnął
jej dłoń, zanim nie odszedł i podszedł do drzwi, po czym nacisnął klamkę.

PIERWSZA! a teraz ide czytac ;*
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam XD
UsuńBoski, cudowny aaa!
OBOJCZYK - od tej pory jak uslysze to slowo to przypomni mi sie Chrlie i Angie <3 Slodziakiii
ogolnie to bardzo ciekawi mnie posrac Martyny. Tajemnicza i zmienna. Uhuhu moje klimaty.
Widac, ze Charls sie bardzo powstrzymuje. On by najchetniej... (mina pedzia). No haha. Mam nadzieje, ze rozumiesz o co mi chodzi xd
Leo, Leo. Kiedy ty jakąs wyrwiesz, co? Na razie to jestes forever alone. Znajdziesz sobie kogos i juz nie bedzie ci sie nudzilo. Nie bedziesz musial wiecej podsluchiwac Charliego i Angie (trzeba ich zshipowac) :') Changie? Angrie? Cos wymysle ;)
Koncząc:
Zycze weny i mam pytanie. Kiedy nastepny rozdzial? Wiedz, ze czekam!
Buziaczki papa ;*
Czy już pisałam, że uwielbiam postać Martyny? Jak nie, to piszę teraz, uwielbiam ją ale Leo również. Biedak, nie ma jeszcze dziewczyny, może w końcu uda mu się jakąś wyrwać.
OdpowiedzUsuńŻyczę mnóstwo weny i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, codziennie tutaj zaglądam.