sobota, 27 lutego 2016

Rozdział XX

                                                   
                                          https://www.youtube.com/watch?v=YykjpeuMNEk


Jego dotyk. Jego słowa. Jezu. Umieram. Właśnie .... całuje mnie człowiek, o którym marzyłam tak długo .... Potrzebowałam tego. Dziękuję. Ten dzień nie mógłby być piękniejszy. Niech nie przestaje. Proszę. Niech wciąż mnie całuje.
W swoim życiu nigdy nie pocałowałem kogoś tyle razy, co ją, chyba że matkę jak byłem dzieckiem. Jest zupełnie inna niż wszystkie. Kiedy dotykam ją, czuję, jakbym wsadził palec do kontaktu. Każdy jej ruch, drgnięcie dłoni, bicie serca ... Kocham. Nie chcę przestać. Niech zostanie ze mną. Chcę uczynić ten dzień najpiękniejszym w jej życiu. Chcę, aby codziennie jej dni były piękne.
- Z każdą chwilą coraz bardziej Cię kocham. - przyznał szczerze, kiedy oderwali się od siebie. - Nie chcę Cię puścić, dlatego zostań ze mną. Proszę. Boję się, że nie powstrzymam się i włamię się do twojego pokoju w nocy, a twoja siostra zamorduje mnie. - Angie zaśmiała się. Boję się, że jeśli włamałbyś, to ja mogłabym zareagować odruchowo jak ona i uderzyć Cię, myląc z gwałcicielem.
- Niedługo przecież wyjeżdżamy do Szczecina. Nie będziesz miał okazji. - zachichotała, widząc jego zmartwioną minę. Ale jak to ? Przecież to był idealny plan. Ech, szkoda ... Widzę, że się uśmiechasz znacząco, Angie. Kocham ten twój charakterek, zmienny, ale tak chwytający za serce.
- Zawsze chciałem wkraść się do czyjegoś pokoju i niespodzianka ! Charlie! - zaśmiali się oboje, kiedy dziewczyna stała na palcach i bawiła się jego włosami. Możesz oczywiście wejść przez balkon, jeśli dasz radę. Ja bym dała radę. Nasze role chyba odwrócą się, ty będziesz księżniczką, a ja księciem.
Jest taka zachwycająca, kiedy uśmiecha się i mnie dotyka. Czuję się, jakby miał zemdleć. Ze szczęścia.
- Stoimy w korytarzu. Czuję się niezmiernie niezręcznie, że zaraz ktoś znów przywali mi drzwami. - zaśmiał się, kiedy uniósł Angie za nogi i wziął na ręce ! Charlie, jesteś stuknięty! Nie noś mnie ... na rękach ...
- Durniu, puszczaj ! - zaśmiała się, kiedy zawirowali na dywanie, po czym opadli na łóżko - ona na nim. Z czarującym uśmiechem założył jej włosy za ucho, za które pociągnął delikatnie i zachichotał, przypominając sobie rozmowę z rana, a ona wywróciła oczami, kiedy położyła się obok niego.
- Jesteś niemożliwy. - wskazał z zdumieniem palcem na swoją pierś, a ona pokiwała głową. Charlie uśmiechnął się szeroko, ukazując dołeczki.
- Przecież wiem. - pocałował ją w szyję, a ona zachichotała.
- Zamierasz wycałować mnie dopóki nie jedziemy, aby potem wysiedzieć w spokoju przy reszcie ekipy? - spytała z zadziornym błyskiem w oku.
- Oczywiście. Czytasz mi w myślach, moja miła*. - musnął wargami jej obojczyk. Miała na sobie zwykłą szarą bluzkę i ciemne dżinsy, przebrała się z sukienki, zapewne, zeby było wygodniej i cieplej kiedy będą jechać wieczorem. Ich nogi się stykały, kiedy Charlie przyplótł swoją z jej i uśmiechnął się rozdzierająco zachwycająco. * Zwrot z książek Kiery Cass, no co ja zrobię, że jest moim guru ?! :<*
Musisz tak się uśmiechać, prawda ?! Chyba w głębi duszy wiesz jak działasz na mnie i robisz to specjalnie. Czuję, jakby ktoś poraził mnie prądem o najwyższym napięciu. Jakbym miała zaraz wybuchnąć. Uwielbiam jak nie wstydzi się mnie i jest nieznośnie uroczy. Nasze dżinsy pasują odcieniami do siebie ... Jezu, już nawet przyglądam się naszym spodniom ! To trochę nienormalne, chyba ... Ale chyba, bo w końcu podobno udowodniono, że w życiu trzeba przeżyć przynajmniej  trzy wielkie miłości ... A on właśnie jest tą trzecią.
Wiem, księżniczko, że uwielbiasz to. Jak Cię dotykam. Jak się uśmiecham. A ja kocham sposób w jaki się na mnie patrzysz, jak delikatnie marszczysz czoło, kiedy myślisz intensywnie o czymś. Jesteś zachwycająca.
- Chciałabym abyśmy mogli zostać tak na noc. - wypowiedziała swoje myśli na głos i zarumieniła się delikatnie, kiedy on splotł swoje palce z jej.  Co ty gadasz ?! Angie, wychodzisz na jakąś dziewczynę... Jego uśmiech ... O matko ...
- Nic straconego, jak przyjedziemy, mamy jeszcze dużo czasu do rana. - zaśmiali się cicho, kiedy chłopak skupił na niej swoje błękitne oczy, a ona wpatrywała się w niego z intensywnością.
- Nie mogę, muszę Cię pocałować. - Charlie musnął wargami kącik jej ust.
Szukałem tak długo. Takiego spojrzenia. Takiego dotyku. Takiego anioła. Potrzebuję jej. Musi być blisko mnie.
Tak bardzo czułam się samotna. Niekochana. On to zmienia. Wierzę, że dla niego jestem najważniejsza.
- Masz ładne stopy. - powiedział w pewnym momencie wpatrując się w skarpetki dziewczyny, która zachichotała.
- Zawsze mówisz takie komplementy dziewczynom ? Masz ładne stopy ? - zachichotała jak szalona, kiedy on pocałował ją w szyję. Kolejny raz. Rozpływam się. Czy on naprawdę musi ? Uwielbiam  jak mnie całuje, ale jednocześnie nienawidzę tego, bo czuję, jakbym była galaretką.
- Tylko Tobie, królowo. - spojrzała na niego z uśmiechem, kiedy zetknęła z nim czoło. Ich usta były milimetry.
- Pamiętasz chwilę, kiedy się poznaliśmy ? Kiedy raz pierwszy pocałowałeś mnie ? - spytała cicho. - Marzyłam od dawna ... o Tobie. - uśmiechnęła się. - I wciąż nie wierzę, że jesteśmy ...
- Parą ? - podpowiedział ze śmiechem. - Angie, ja długo szukałem w życiu osoby, którą tak pokocham. A teraz ją znalazłem i leży przy mnie. - uśmiechnął się łagodnie, kiedy pogłaskał ją po policzku, a ona przymknęła oczy. O matko. Mów mi tak dalej, a nie będziesz mógł się ode mnie odczepić.
- Czy tylko mi się wydaje czy słyszę gdzieś Leo ? - powiedziała, a zza balkonu dobiegł śmiech bruneta. Charlie pokiwał głową, uderzając ją w czoło. Ups, wybacz, słodka.
- Jezu, przepraszam. - machnęła dłonią, kiedy hałas na dworze ucichł.
- Nic nie szkodzi. - powiedziała. Jakbyś miała rozcięte czoło albo siniaka, chyba inaczej byś mówiła. Chociaż, w sumie to nie. Jesteś taka swobodna i taka roześmiana, poza tym wiem, że upadki i rany to u Ciebie codzienność.  - Ciekawa jestem, co tam robi ... - chciała wstać, ale chłopak jej nie pozwolił.
- Hej, śliczna, popatrz na mnie. - ciemne oczy wlepiły się w niego z czułością, a mu zaparło dech w piersiach. Była idealna, kiedy z uśmiechem założyła włosy za ucho tym swoim ruchem. Miała taki uśmiech ... A spojrzenie ... Pełne ufności, miłości, przyjaźni, zauroczenia ... Nikt nigdy się na niego tak nie patrzył. Nigdy.
- Charls, czy wszystko w porządku ? - z lekka zaniepokojnym głosem spytała, kiedy on pokręcił głową. Oczywiście, że nic nie jest ok. Patrzysz się tak na mnie, że czuję się jak ostatni idiota, który jakimś cudem zdobył twoje serce i który może nazywać się twoim chłopakiem.
- Nie. Nie wierzę, że .... nie jesteś snem. - dotknął jej policzka. A ja nie wierzę, że właśnie leżę z Tobą i najwyraźniej flirtujesz ze mną. Boże, to chyba cud. Ja i taki chłopak ?! To nie do wiary ! Angie, ty taka chłodna, trzymająca na dystans wszystkich ludzi i znany Anglik ... Oboje jesteśmy tacy sami, choć ja bardziej szalona, a on bardziej zaskakujący. Dopełniamy się.
- Jestem tutaj. - uścisnęła jego dłoń. Zawsze będę przy Tobie. Choćbyś tego nie chciał.
- Chodź, zostawmy Leo samego sobie. Też potrzebuje chwili prywatności. - dziewczyna kiwnęła głową i położyła się z powrotem. Skoro, tak twierdzisz ... Nie potrafiłabym się z Tobą kłócić.
- ... Te łóżka chyba były projektowane właśnie na takie przypadki. Że jakaś dwójka zakocha się w sobie. - powiedziała z namysłem i przymknęła oczy, czując dreszcz podniecenia, szybsze bicie serca i jakby prąd, rozchodzący się po całym ciele, kiedy chłopak dotknął jej warg swoimi. Charls to jest ... najpiękniejsze przeżycie w moim życiu. Nigdy się tak nie czułam. Delikatne naciskał, a ona nie potrafiła powiedzieć nie. Nawet tego nie chciała mówić. Ich usta złączyły się kącikach, kiedy rozwarła delikatnie swoje wargi, a on musnął je swoimi.
- Charlie ... - powiedziała z czułością, kiedy on spoglądał ciągle na nią dużymi, błękitnymi oczami.
- Tak, Angie ? - spytał, unosząc się delikatnie na łokciu.
- ... Dziękuję Ci. To ... najpiękniejszy prezent urodzinowy. - powiedziała z błyszczącymi ze szczęścia oczami. - Nie mówię tu tylko o naszyniku, który jest przepiękny. - dotknęła łańcuszka na szyi. - Mówię o tym wszystkim, co dzisiaj zrobiłeś dla mnie od samego rana - powiedziałeś telewizji o tym, co czujesz do mnie, później zgodziłeś się, aby wpuścić Klaudię, choć raczej nie postąpiliśmy do końca zgodnie z prawem. Później ... - wzięła oddech. - Powiedziałeś setkom ludzi, że jesteśmy razem i wierz mi, gdybyś mnie wtedy nie trzymał, zemdlałabym. Teraz podarowałeś mi piękny prezent i jesteś przy mnie. Dotykasz mnie jakbym ... była dla Ciebie najważniejsza. - powiedziała z dużymi oczami. - Za każdym razem kiedy całujesz mnie, czuję, że zaraz zemdlę, bo twój dotyk, twoja bliskość ... to coś, czego by się nie spodziewała po Tobie. ... Zawsze myślałam, że ... że jesteś chłopakiem, który boi się takich relacji, która nas łączy. ... Chcę powiedzieć, że ten dzień był najpiękniejszy w moim życiu. - chłopak otarł z kącika oka łzę, po czym przytulił do siebie szatynkę, która westchnęła. Jezu,powiedziałam mu to. Jeśli nie przestraszył się, to jestem dumna z siebie.
Czyli ona czuje dokładnie to samo, co ja. Boże, dziękuję Ci. Teraz nie boję się, że jestem tylko na chwilę dla niej. Ona naprawdę mnie ...  kocha.
- Bałem się, co powiesz. Naprawdę. - spoglądał na nią z powagą. - Bałem się, że sposób w jaki Cię dotykam ... przeszkadza Ci. - uśmiechnął się szeroko. - Ale nie przeszkadza, prawda ? - pokręciła głową, kiedy chłopak z radością trzymał ją w ramionach ...
 
W tym samym czasie ...
- On  Ci się podoba. - rzuciła Jillan w pewnym momencie, robiąc na podłodze szpagat, kiedy z pokoju obok, który należał do  obu Sylwii dochodziły odgłosy głośnej dyskusji. - Bez konkurecyjnie, wpadł Ci w oko.
- O czym ty mówisz, Jill ? - Martyna wywróciła oczami.  Ona jest jakaś nienormalna jak moja siostra.
Zaprzecza oczywistości. Nikogo tak nie traktowała, żadnego faceta. Spodobał jej się. Ja to wiem.
- O tym, że Leo zawrócił Ci w głowie. - zawirowała na dywanie w krwistoczerwonej rozkolszowanej spódnicy, zanim nie klapnęła na krzesło. - Ale spokojna głowa, ciocia Jillan Ci pomoże. - Martyna prychnęła, gdy wyszła na balkon i oparła stopę o balustradę balkonu, aby się rozciągnąć.
- Jill, wiem, że to bardzo ekscytujące, że moja siostra rozkochała w sobie tego całego Lenehana, ale wybacz, mnie takie durnoty nie interesują. - Martyna prychnęła z rozbawieniem, jakby ta myśl była niedorzeczna sama w sobie.
Nikt nie jest mi potrzebny do szczęścia. Dam radę sobie sama. Jak dawniej. Nikt nie powstrzyma mnie przed spełnieniem marzeń. I nie zatrzymam się, aby ktoś mi podciął nogę.
- Nie kłam. - Jillan oparła się łokciami o balustradę, patrząc na ciemniejące z każdą chwilową lipcowe niebo. - Obie to samo ciągle robicie. W kółko i w kółko. - wywróciła oczami.
To cholernie denerwujące kiedy widzisz, że przyjaciółka popełnia twoje dawne błędy. I że dla niej też może być w pewnym momencie za późno.
- To czyli co ? - Martyna zdjęła nogę z balustrady.
- To, co dawniej. Te całe gierki. - Jillan westchnęła. - Myślałaś, że nie widzę ? Że nie widzę, że ten cały teatrzyk jest na pokaz ? Że ona zupełnie sobie nie radzi ? - utkwiła wzrok w przelatującym ptaku.
Znam ją lepiej niż ona sama. I wiem, że jej maski są ciągle zmienne. Kolorowe, w szaro-białe ciapki.
- ... Musicie to przestać. Uwierz mi, sama odwalałam to, co wy i ...
- I co ? -warknęła Martyna.
Tak jest łatwiej. Nie musimy wtedy polegać na kimś, a na sobie. To jest prostsze niż zaufanie i wiara. Uciekanie. Tak, uwielbiamy to. Obie.
- I żałuję tego. - powiedziała spokojnym głosem Jillan. - Jestem teraz nikim.
- Nie gadaj głupot. - Martyna prychnęła. - Masz wszystkiego.
- Oprócz cholernej rodziny ! - Jillan wrzasnęła z wściekłością, zanim nie wzięła oddechu, aby się uspokoić, a Martyna, z lekka strapiona, spojrzała na nią.
Boże, zapomniałam już o tym. Zawsze widzę ją taką radosną. A ona ma swoje demony.
Nie, nie, nie. Jillan, wdech, wydech. Wszystko jest w porządku. Tamto to przeszłość. To ciemność.
- Przepraszam. - rzuciła po chwili Errikson, a Kasperska pokiwała głową, zaciskając palce na balustradzie. - Nie chciałam Cię zdenerwować.
Wiem. Ale ja nie panuję nad sobą. Nigdy. Podobnie jak twoja siostra i ty.
- Wszystko w porządku. - wydusiła Jillan. - Po prostu nienawidzę chwili, kiedy ludzie odkrywają tę część mnie, o której chcę zapomnieć. Tak jak wy. - podniosła na nią ciemne oczy pełne łez. - Dlatego do cholery tak przepadam za towarzystwem twojej siostry i Filipa. Cała cholerna wielka nasza trójka aktorów. - otarła łzę z policzka. - Dobra, że chociaż ona na chwilę zapomniała o tym wszystkim.
Chcę dla niej jak najlepiej. Musi zapomnieć. Chociaż ona. Bo ja nigdy nie zapomnę.
Angie, nigdy nie zapomni tego wszystkiego. Nie da rady. Jest zbyt słaba, bo w dzieciństwie zbyt polegała na bliskich.
- Niech się pieprzy, cholerny Lenehan. Wszystko do cholery zepsuje. - Martyna usiadła na balustradzie, machając nogami w powietrzu.
- Nie bądź za surowa. - Jillan pokręciła głową. - Zależy mu na niej.
Widzę te spojrzenia. Naprawdę, nie pojmuję, jak się można tak szybko zakochać, ale rzeczywiście mocno obdarza ją uczuciem. Potrzebują po prostu jeszcze lepiej siebie zrozumieć, aby przykonać się o sile swojego uczucia.
- Gówno prawda. Jedyną, powtórzę jedyną osobą, której zależy na niej, powinna być ona sama. Nie potrzebuje nikogo. Ludzie są beznadziejni i jeśli polegasz na nich, to giniesz. - warknęła Martyna. - To nie cholerna bajka Disney'a, to życie. Ludzie nie chcą twojego szczęścia, a porażki.
Nienawidzę ludzi. To potwory. Oprócz paru osób, którym można zaufać. Ale i tak nie bezgranicznie. Zawsze nadejdzie dzień próby i wtedy lepiej być przygotowany na zawód niż cierpieć i krwawić w duszy.
- Nie mów tak. - głos Jillan był ostry jak brzytwa. - To że Ci wyrządzili tak duże krzywdy ...
- A myślisz, że jej nie ?! Myślisz, że jak reagowali, gdy się okazywało, że to cholery może umrzeć w każdej chwili ?! Że jej serce prawie nie bije ?! - Martyna podniosła głos. - Och, biedna dziewczynka. Ojej, Angie, ale ty masz pecha w życiu. O matko, co za okropna wiadomość ...  Chcieli jej pokazać, jak słaba jest. Jak niewiele trzeba, aby ją zniszczyć. Oni rozpoczęli to wszystko. Wszystko. - powtórzyła głucho ostatnie słowo. - To wszystko zaczęło się do cholery od nich. Od tej całej pieprzonej rodziny, przyjaciół ... Jedynie ty i Filip wiedzieliście. Wy zawsze wiedzieliście. - ciemnowłosa pokiwała głową ze smutkiem. - Nieważne co, zawsze byliście przy niej. Nawet tego dnia.
Oczywiście. I zawsze będziemy. Do końca i jeden dzień dłużej. Podobnie jak ty.
Czemu to wszystko krzyczę ? Czemu nie potrafię się zamknąć ? Potrafię powstrzymać uczucia na wodzy, to dlaczego teraz wybuchłam ? Co się dzieje z moim murem ? Z moją blokadą ?
- ... Nie możecie jednak zamykać się na ludzi. Uciekać. Widzisz mnie. - Jillan wskazała na siebie. - Niby mam życie, ale go nie mam. Straciłam bliskich przez swoją głupotę.
- Nie mów tak. - Martyna miała dziwnie łagodny głos. - To nie była twoja wina.
Nigdy nie było naszą winą, że los zgotował nam takie życia. Nigdy.
- Właśnie, że była ! - Jillan wybuchnęła szlochem, kiedy jej dłonie drżały. - Najpierw matka, później ojciec, a na koniec straciłam nawet jego. - jej płacz był przeraźliwy, kiedy Martyna zeskoczyła z barierki balkonu i objęła dziewczynę ramionami.
Nie chcę płakać. To oznaka słabości. Łzy to nie siła. To słabość. Powinna być twarda. Dla Angie. Bo ona jest za delikatna.
Niech nie płacze. Nigdy nie widziałam czyjś szczerych łez od paru lat. Od tamtego dnia. Nigdy. Angie nigdy nie płakała. Przynajmniej nie przy mnie. A ja tak samo.
- To nie była twoja wina. - powtórzyła cicho, gdy ciemnowłosa warknęła jakieś przekleństwo. - To była niczym wina. Najwyraźniej tak musiało być, aby coś innego się wydarzyło.
- Moja cholerna kariera. - warknęła Jillan. - To wszystko przez to.
- Nie, to na pewno nie tak. - Martyna pokręciła głową. - Osiągnęłaś w życiu więcej niż się uda większości. Oni wszyscy na pewno są z Ciebie dumni, gdziekolwiek są. - pokiwała głową, kiedy odsunęła się lekko od siostry przyjaciółki.
- Momentami przypominasz Angie, jaka była dawniej. Kiedy to wszystko się nie wydarzyło. Wydawało mi się wtedy, że jej słowa są trochę puste. Teraz wiem, że byłam w błędzie. - ciemnowłosa zniknęła w pokoju, a Martyna westchnęła, patrząc na zachodzące słońce i nie wiedząc, że ...
 
- Nie rozumiem. - Lipka pokręciła głową, mając usta zacisnięte w wąską kreskę. - Przecież one ...
- Udają. - dokończył za nią Artur, który od koncertu starał się jakoś trzymać, ale kiepsko mu to wychodziło. Siedzieli w czwórkę u dziewczyn w pokoju, kiedy do ich uszu doleciały słowa rozmowy Jillan i Martyny, które w końcu też zniknęła w pokoju. - Pytanie jest dlaczego.
Doskonale wiesz dlaczego, Artur. Ty wszystko wiesz. Chociaż nie chciałbyś.
- Jillan mówiła o jakieś stracie. - Jeremi podsunął pomysł. - Może straciły kogoś z rodziny ?
- Nie, nie, to nie mogło być tylko to. - Sylwia Przybysz pokręciła głową. - Artur, ty cokolwiek o nich wiesz, czy Angie ma problemy z sercem ? - westchnął cicho, przeczesując dłonią włosy.
- Nie wiem. - przyznał po chwili ciszy. - Wiem tyle co wy.
Nieprawda. Wiem, jeszcze więcej. Ale ona mi zaufała. A ja obiecałem.
- Nieprawda. - Lipka spojrzała znacząco na niego. - My chyba  oboje wiemy, co mam na myśli.
Lipa, bądź cicho. Po prostu nic nie mów.
- Przestań. - rzucił ciemnowłosy lekko zezłoszczony. - To jest przeszłość.
- Co wy ...
- Przeszłość powiązana z przyszłością. - Lipka powiedziała z naciskiem. - I oboje wiemy znacie więcej niż powinniśmy.
Doskonale wiem, co usłyszałem kiedyś, nie mam sklerozy, w przeciwieństwie do Ciebie. Zaufałem Ci i miałem nadzieję, że nigdy nie wyciągniesz tego tematu, a ty to zrobiłaś.
Muszę mu pokazać, że pamiętam. I że nie pozwolę, aby oddał się od niej. Byli blisko, nie wiedząc o tym.
- Ale chwilka ... - nie dawali dojść do głosu Jeremiemu.
- Oni nie muszą tego wiedzieć! - warknął Artur, zupełnie jak nie on. - To nie są rzeczy, które powinniśmy mówić na lewo i prawo. Zaufała mi, a ja Tobie. To miało pozostać pomiędzy naszą trójką. - Lipka westchnęła, opierając się plecami o krzesło.
Wiem, że zaufałeś mi i nie zawiodę Cię. Po prostu chcę wam pomóc.
- Jak sobie życzysz. - powiedziała. - Ja nie powiem dopóki ty się na to nie zdecydujesz.
- Świetnie. - Artur zacisnął palce na swoim telefonie, który trzymał w dłoni.
- Możecie powiedzieć, co do cholery odwalacie oboje ? - powiedział Jeremi, ale jego brat i Sylwia nie zareagowali.
- Nic. - Lipka uśmiechnęła się lekko. - Proponuję zmienić temat.
No, Lipa, nareszcie ruszyłaś tą makówką.
Co oni ukrywają ? Czy coś wiedzą ? Dlaczego akurat oni ?
- Świetna myśl ! - Artur powiedział, po czym wstał z łóżka. - Pójdę po gitarę. - drzwi stuknęły za nim, po czym Jeremi przeniósł zaniepokojony wzrok na Lipkę.
Powiedz mi. Lipka, proszę. Nie chcę cierpienia dla mojego brata.
Nie mogę powiedzieć. Nie mogę powiedzieć. Nie mogę ...
Martwię się o nich. Żałuję trochę, że ta dziewczyna pojawiła się w naszych życiach. Namieszała.
- Jeremi, nie mogę. - nie musiał nawet pytać, kiedy pokręciła głową. - Obiecałam mu.
- Jestem jego bratem.
- Wiem. Ale to nie jest jego sprawa jak i moja, a dowiedzieliśmy się o niej przypadkiem. Nie możemy wam jej powiedzieć. - westchnęła cicho. - Uwierzcie mi, pewnych rzeczy nigdy nie chce sie usłyszeć ...
Jest ważna. Jest moją przyjaciółką. A ja nie miałem pojęcia o niczym.
Usunął się przy ścianie w swoim pokoju i zamknął oczy.
Chciałbym jej pomóc. Nie wiem jak. Nie wiem. Po prostu mam pustkę w głowie.
Nikt nie wie. Nikt. A ona tak skutecznie udaje.
Chcę po prostu być przy niej.
 
W tym samym czasie ...
- Boję się, że zaraz ktoś tu wpadnie. - Angie westchnęła, wiedząc, że zbliża się pora odjazdu. Charlie z uśmiechem bawił się jej włosami.  Ja boję się, że kiedyś uciekniesz mi. Chociaż nie. Sposób, w jaki się na mnie patrzysz ... Masz prześliczne oczy, ale nie będę mówił Ci tego jeszcze raz, bo uznasz mnie za wariata.
- Zakochałem się w twojej szyi. - pocałował ją w podbródek. Jego usta muskały jej szyję, naszyjnik, obojczyk ...
- Masz tak delikatną skórę... - wyszeptał, muskając palcami naszyjnik, a dziewczyna zadrżała.
- Hej, wiesz przecież, że mam łaskotki. - chłopak zaśmiał się, kiedy dziewczyna chichotała jak szalona, kiedy muskał palcami jej skórę na obojczyku lub barkach ...
- Charls ... Przestań, napaleńcu. - na to wspomnienie zaśmiali się głośno, kiedy znów pocałował ją w wystawiący obojczyk, a ona zachichotała.
- Sama to powiedziałaś... - wymruczał. - Ja po prostu nie mogę przestać Cię całować ...
- No napaleniec. - zaśmiała się, kiedy przyciągnął  ją jeszcze bliżej siebie. Odgarnął jej włosy i znów pocałował ją w miejscu pod uchem, gdzie miała trzy maleńkie  pieprzyki, które tworzyły trójkąt.
- Charls ... jeśli moja siostra nas zobaczy, zgłosi Ciebie jako gwałciela ... - Angie nie potrafiła zachować powagi, w szczególności kiedy chłopak uśmiechnął się w taki sposób.
- To proponuję znaleźć jej chłopaka. - na ten pomysł Angie wybuchnęła chichotem.  Martyna i chłopak?! Już się boję o tego biedaka !
- Serio myślisz, że to takie proste ?! - poczochrała mu włosy ze śmiechem. - Ona jest bardzo, ale to bardzo wymagająca. - udawała poważną, ale Charlie to zepsuł, kiedy pocałował ją w wystający obojczyk. Całuj mnie. Proszę. Potrzebuję tego. Ten dzień jest taki piękny i to wszystko dzięki Tobie.
- Charls ... - pogłaskała go po policzku, kiedy on wziął jej dłoń i delikatnie całował  opuszek każdego palca.
- Musimy się .... - nie dokończyła, kiedy rozległo się pukanie do drzwi, a oboje zerwali się jak oparzeni.
- To nie Leo, prawda ? - powiedziała Angie, a Charlie pokiwał głową, kiedy dziewczyna już najwyraźniej wyćwiczona w szybkich ucieczkach przed niebezpieczeństwem, wyskoczyła z jego objęcia, po czym na palcach podeszła do otwartego balkonu. Charlie złapał ją za ramię, a ona spojrzała na niego z uśmiechem.
- Nie właź po tych balkonach, proszę. - Charlie wyszeptał, kiedy pukanie się powtórzyło. Dziewczyna wywróciła oczami, ale kiwnęła głową, że się go posłucha. Uścisnął jej dłoń, zanim nie odszedł i podszedł do drzwi, po czym nacisnął klamkę.













3 komentarze:

  1. PIERWSZA! a teraz ide czytac ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam XD
      Boski, cudowny aaa!
      OBOJCZYK - od tej pory jak uslysze to slowo to przypomni mi sie Chrlie i Angie <3 Slodziakiii
      ogolnie to bardzo ciekawi mnie posrac Martyny. Tajemnicza i zmienna. Uhuhu moje klimaty.
      Widac, ze Charls sie bardzo powstrzymuje. On by najchetniej... (mina pedzia). No haha. Mam nadzieje, ze rozumiesz o co mi chodzi xd
      Leo, Leo. Kiedy ty jakąs wyrwiesz, co? Na razie to jestes forever alone. Znajdziesz sobie kogos i juz nie bedzie ci sie nudzilo. Nie bedziesz musial wiecej podsluchiwac Charliego i Angie (trzeba ich zshipowac) :') Changie? Angrie? Cos wymysle ;)
      Koncząc:
      Zycze weny i mam pytanie. Kiedy nastepny rozdzial? Wiedz, ze czekam!
      Buziaczki papa ;*

      Usuń
  2. Czy już pisałam, że uwielbiam postać Martyny? Jak nie, to piszę teraz, uwielbiam ją ale Leo również. Biedak, nie ma jeszcze dziewczyny, może w końcu uda mu się jakąś wyrwać.
    Życzę mnóstwo weny i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, codziennie tutaj zaglądam.

    OdpowiedzUsuń