*nie przywłaszczam sobie grafiki, wszystko z internetu*
wtorek, 29 grudnia 2015
sobota, 26 grudnia 2015
piątek, 25 grudnia 2015
Rozdział V
Jakiś czas potem ...
Angie skierowała swoje
kroki ku jadalni, aby dostać cokolwiek do picia. Artur podążał za nią, aż w
końcu nie chwycił jej za ramię. Ciemne oczy wlepiły się w niego z zaskoczeniem.
Co on teraz chce ? Nie wystarczy tamta
dwójka, jeszcze dochodzi do tego Arcie ? Dzięki Boże. Chcesz chyba, żeby umarła
w któregoś ramionach.
- Przepraszam. - wydawał
się naprawdę skruszony, spuścił wzrok i niepewnie szurał stopą. No po prostu tylko wyściskać.
- Ja nie wiedziałem, że
może Cię to tak urazić. Kiedyś odbrazisz się za to ? - spytał, czarując
uśmiechem, a Angie roześmiała się i zupełnie niespodziewanie dla siebie
przytuliła szybko ciemnowłosego, który był dość zdziwiony. Co tu wyprawiasz, wariatko, spytała sama siebie. Spełniasz marzenia, podpowiedział cichy
głosik w jej głowie.
- Nie gniewam się. Ale
nie paplaj tyle. Szczególnie co widziałeś w pokoju. - w jej oczach czaiła się
prawdziwa prośba. - Ja i tak zaraz wyjeżdżam.
- Nie możesz! - Artur
chwycił ją za ramiona. O matko. To chyba
będzie Artur. To w jego ramionach umrę ze szczęścia.
- Nie pozwolę na to.
Choćby miał Cię nosić na rękach, nie pozwolę, abyś sobie wyjechała ! - Angie
założyła ręce na piersi, coraz bardziej dziwiąc się w duchu, całą tą sytuacją.
Nigdy żaden facet nie proponował jej noszenia na rękach, no chyba, że ojciec.
Lub Filip. Ale oni się nie liczyli.
- Nie zabraniam, jeśli
chcesz, możesz zacząć od teraz. - ku jej zdziwieniu Artur zaśmiał się i chwycił
ją za nogi i zamiast się zorientowała się, niósł ją w ramionach, co pewien czas
śmiejąc się głośno. A ona mu wtórowała. No
po prostu świetnie, Angie. Podbijasz świat w ramionach Sikorskiego.
niedziela, 20 grudnia 2015
Rozdział III
- Gdzie
byliście ? - reszta grupy spojrzała zaskoczona na Sylwię i chłopaków, którzy
usiedli zanim autokar z chrzęstem kół nie ruszył w trasę. Angie zniknęła na
przodzie razem z laptopem, gdzie z dziką furią wciskała klawisze klawiatury.
Ryszard i Remo nie irytowali jej, dopóki
nie nastąpił postój, a wszyscy wyszli, oprócz niewielkiej postaci, która wciąż
tkwiła przy ekranie.
- Ehmm
, Angie .... - zaczął Remo, a ona machnęła dłonią, aby jej nie przeszkadzać.
-
Jeszcze trzy godziny jazdy. - gwizdnęła z lekka zdziwiona, ale nie odkleiła
oczu od ekranu.
- Co
tam ciekawego robisz ? - kiedy Ryszard próbował zajrzeć, dziewczyna trzasnęła
ekranem sprzętu, aż mało się nie oberwał.
- Nie
wasz biznes. Ja pracuję, wy płacicie. Nie musimy się zaprzyjaźniać. - rzuciła
chłodno, a mężczyźni podnieśli w obronnym geście ręce.
-
Jasne, ale może potrzebujesz pomocy .... - spojrzenie dziewczyny jednoznacznie
znaczyło, że nie potrzebuje, kiedy niczym burza wybiegła z autokaru z laptopem
pod pachą.
Rozdział II
Lipiec 2016r, Warszawa - Lotnisko Chopina
- Pamiętaj, jesteś profesjonalistką. Tłumaczysz materiały na
polskie strony młodzieżowe. Napisałaś setki, miliony opowiadań. Jesteś Angie i
dasz radę. - brunetka zacisnęła dłoń, aż paznokcie wbiły jej się w skórę.
Pisnęła, zupełnie nieprofesjonalnie, i złapała za rączkę walizki, której chłód
miał ją uspokoić, a tylko dodał strachu.
- Co jeśli sobie nie
poradzisz ? Nie wydusisz ani jednego słowa ? Rzucisz im się na szyję jak
futbolista na piłkę ? Jeśli nie będziesz potrafiła otworzyć ust ? - myśli
galopowały przez głowę niewysokiej dziewczyny, aż ze złością tupnęła nogą. Parę
osób, które również czekały na przylatujących, spojrzało w jej stronę, ale nic
nie powiedziało. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i wystukała esemesa do
przyjaciółki, która natychmiast odpisała, pocieszając, że wszystko będzie
dobrze. Angie uśmiechnęła się do ekranu, zanim usłyszała parę podekscytowanych
głosów, a jej wnętrzności wywróciły się do góry nogami. Podniosła oczy i mało
nie wyrzuciła telefonu z dłoni.
Byli tacy sami, jak sobie wyobrażała. Leo, zawsze
uśmiechnięty, w granatowych dżinsach i koszuli, zaś Charlie z lekka ponurą
miną, niczym blond anioł śmierci. Dziewczyna wzięła oddech i pomachała do ich
menadżera, Elvisa, który dopiero po chwili zauważył niewysoką dziewczynę.
Dokładnie wtedy kiedy parę minut kręcili się w jej poszukiwaniu w tym samym
czasie, co ona zgubiła ich.
- Boże, jasna cholera, zgubiłam swoich podopiecznych
pierwszego dnia ! - wrzasnęła ze złością, zanim z impetem nie wpadła na kogoś.
- Hej, jak chodzisz łamago …. - zaczęła, kiedy ktoś zrobił
dziwną minę, podobnie jak dwie osoby za nim. Angie zaklnęła, patrząc jak jakiś
barczysty gościu pomaga jej zaskoczonej wstać, po czym niepewnie jak na gościa
takiej postury, wzrusza ramionami i najwyraźniej chce coś powiedzieć, ale nie
wie jak.
- Przepraszam bardzo, ja bardzo przepraszam państwa, Jezu,
jestem sierotą, kompletną sierotą, niech pan mi wybaczy, ale Jezu zgubiłam
osoby, które beze mnie zginą za parę minut w tym zakręconym tłumie, byłam za
nich odpowiedzialna, a teraz nawet ich nie widzę…. - dziewczyna gadała jak
nakręcona, nie patrząc jak oczy mężczyzny i dwóch osób jemu towarzyszących
robiły się coraz większe, kiedy dziewczyna z pasją wyrzucała ręce w górę, aż w
końcu skończyła i jej ramiona opadły, a ona sama spojrzała na kogo wpadła. Jej
oczy powiększyły się dwukrotnie. Gościu z lekka zaskoczony podrapał się po
wielkim nosie.
- Ehmm …. madam my być …. - zaczął łamaną angielszczyzną, kiedy dziewczyna
odzyskała spokój, odgarnęła ciemno blond kosmyki krótkich włosów z twarzy i
uśmiechnęła się profesjonalnie, lekko unosząc kąciki ust, po czym podała dłoń
zaskoczonemu mężczyźnie, który niepewnie ją uścisnął.
- Witajcie. Jestem z ekipy Young Stars on Tour i zaprowadzę
was do miejsca spotkania. - dziewczyna z łatwością przeszła na angielski, kiedy
uświadomiła sobie, że wpadła na zagubionych podopiecznych, którzy uśmiechnęli
się z ulgą, że ta niewysoka postać to nie żadna wariatka i najwyraźniej umie
coś powiedzieć po angielsku.
- Czekaj …. ty jesteś …. naszą tłumaczką ? - dziewczyna z
łatwością lawirowała pomiędzy tłumem ludzi, a mężczyzna i dwóch chłopaków
próbowała za nią nadążyć. Ciemne oczy wlepiły się w postać barczystego gościa,
po czym dziewczyna nic nie mówiąc, popędziła dalej.
- Kurwa, jak łazisz człowieku ?! - wrzasnęła na biednego
człowieka, który napatoczył jej się pod nogi, zanim nie wybiegła w końcu na
świeże powietrze. Rozejrzała się i zobaczyła, jak jej podopieczni przeciskają
się przez tłum, aby w końcu dotrzeć do niej.
- Co to za miejsce. -wysapał Leo, ściskając rączkę walizki.
Charlie nie powiedział nic, wpatrując się w dziewczynę, która starała się na
niego i jego towarzysza nie patrzeć.
- Dziewczyno, nie powiedziałaś nam kim jesteś ! - zagrzmiał
mężczyzna, a szatynka spojrzała na niego z powagą i poprawiła rękaw marynarki
koloru camel.
- Jedna z głównych pomocniczych w organizacji Young Stars on
Tour Summer. - wyciągnęła indentyfikator spod marynarki i podała mężczyźnie,
aby porównał osobę na zdjęciu do stojącej przed nim. - Do waszych usług. -
ukłoniła się z lekka ironicznym geście, ale obcokrajowcy nie zauważyli tego.
- Dobrze. - mężczyzna po wnikliwej obserwacji oddał
indentyfikator, który dziewczyna zawiesiła na szyi. - Masz nas zaprowadzić do
autobusu. Pierwszy przystanek …
- Gdańsk. - dziewczyna machnęła dłonią. - Oczywiście nie
jestem głupia. - z lekka zmarszczyła brwi, po czym wskazała dłonią na majaczący
w oddali wysoki budynek.
- Widzicie ten budynek? - powiedziała, a jej podopieczni
kiwnęli głowami. - Musimy tam dojść. Albo dojechać jak chcecie. - założyła ręce
na piersi. - Tylko że nie ochronię was przed smrodem i tłumem wściekłych
nastolatek, więc proponuję pieszo. Ale wybór należy do nas. - cała trójka
porozumiała się spojrzeniami, zanim wskazali dłonią, aby prowadziła. Blondynka
z werwą ruszyła, a jej walizka szurała po chodniku, kiedy trójka jej towarzyszy
próbowała dotrzymać jej tempa.
niedziela, 13 grudnia 2015
Rozdział I
Listopad 2015r. - Północna Polska
Niewysoka postać z grymas na twarzy wcisnęła zmarznięte dłonie do kieszeni burawego płaszcza, kiedy szła nadmorskim klifem, a majestatyczny owczarek collie pędził przed właścicielką, radośnie szczekając i rozbryzgując na boki piach. Dziewczyna westchnęła, czując maleńkie drobinki wsypujące jej do oczu, ale nic nie mówiła, kiedy skręciła w kierunku niewielkiego rynku, a pies pognał za nią.
Było okropnie zimno jak na taką porę, a dziewczyna martwiła się, co będzie później. Samochody z warkotem mijały ją, kiedy szła spokojnie przez tak znane uliczki, aby skręcić w osiedle domów jednorodzinnych, gdzie czekały ją obowiązki, obowiązki i jeszcze raz - obowiązki. Z lekka brązowawe kosmyki wleciały do oczu bohaterki, kiedy pchnęła białą, skrzypiącą furtkę, a jej psiak popędził w kierunku miski z jedzeniem.
- Co ty taka nachmurzona ? - rzuciła matka, a dziewczyna mruknęła coś i zniknęła w pokoju, przypominając sobie o niedawnej sytuacji, na której wspomnienie zapiekły ją oczu. Rzuciła na łóżko rękawiczki i czapkę i usiadła na krześle, tępo wpatrując się w migoczący ekran telefonu, gdzie na tapecie widziały sylwetki dwóch postaci.
- To niesprawiedliwe. - mruknęła, zaciskając zęby, aby się nie rozpłakać, po czym rzuciła telefon na łóżko, który odbił się od kanapy i spadł na podłogę. Dziewczyna wywarczała jakieś przekleństwo, kiedy wyciągnęła z szuflady biurka płytę, którą dawno temu zamówiła na internecie.
- Kiedyś was spotkam . - obiecała, patrząc na dwie uśmiechnięte twarze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



