piątek, 29 kwietnia 2016

Rozdział XXXI

W tym samym czasie ...
- Angie, powiesz mi, co się stało ? - zacisnęła usta w wąską kreskę, po czym uśmiechnęła się wymuszono, kiedy nalała sobie wody do wysokiej szklanki.
Nic. Nic się nie stało. Skądże.
Co ukrywa ? Wiem, że się tego nauczyła, a Martyna poszła w jej ślady. Ale czemu ? Wiem, że bierze te leki albo przynajmniej udaje. Ale co się stało w Anglii ?
- Nic wielkiego. - Sara Białogłowska zmarszczyła brwi, widząc jak palce córki zaciskają się na szkle.

- Przecież wiem, że nic nie jest w porządku. - szczęka jej najstarszej córki zacisnęła się, kiedy jej siostra bliźniaczka schodziła powolnym krokiem ze schodów. - Angie, możesz mi powiedzieć ... - szkło pękło, kiedy dziewczyna upuściła szklankę na podłogę. Charlie, przestraszony, zaszył się za kanapą, kiedy jego właścicielka z wściekłością przyłożyła krwawiącą dłoń do ust.
- Nic się do cholery nie stało ! - warknęła, po czym pobiegła po schodach, mijając Martynę, która spojrzała na zasmuconą matkę.
Och, Angie. Och, Angie.
- Pomogę Ci. - dziewczyna uklęknęła i zaczęła zbierać szkło do kosza, kiedy jej matka ukucnęła koło niej.
- Dziękuję. - miała słaby, cichy głos. - Martyna, co się stało w Anglii ? - dziewczyna ze świstem wypuściła powietrze z płuc i westchnęła.
Mamo, co się nie stało lepiej powiedzieć. Wszystko się stało. Ja ... zauważyłam, że Leo jest mi coraz bliższy, a ona  ... straciła oparcie.
- Nie wiem czy mogę Ci powiedzieć ... - spojrzenie jej matki znaczyło, że ma jej powiedzieć. - Charlie ... całował się z Chloe.
- Jak to ?! - Martyna zlękniona spojrzała na schody, ale jej siostra dalej była w łazience, kiedy jej matka szeptała zaskoczona. - On jest tak miłym chłopakiem, zawsze wydawał mi się ...
- Bo był napity. - Martyna westchnęła. - Mocno napity trzeba dodać. To chyba ją zirytowało i to całe towarzystwo.
Szkoda mi go. Naprawdę. Chociaż na początku go nie lubiłam, ale teraz wiem, że naprawdę ją kocha. I że nie chciał jej zranić.
- Co zrobiła ? - Sara wiedziała, że obie starsze córki w przeciwieństwie do niej kierują się emocjami i że jeśli coś takiego się wydarzyło, cóż ich reakcja mogła być dość szokująca.
- Wylała na niego wiadro deszczówki. - Sara, mimo że współczuła córce, wybuchnęła chichotem, a Martyna z nią.  To było akurat śmieszne. - Przy okazji oberwało się Chloe. Potem rozmawiali chwilę i kiedy wpadliśmy z Leo, tyle co usłyszeliśmy to to, że jeśli zrozumie swój błąd, to że wie, gdzie ją znaleźć, a jeśli nie - to żeby jej nie szukał. - westchnęły jednocześnie.
Biedna mała. Moja córeczka. Ale jak mogę ja jej w tej sytuacji pomóc ?
- Pogadam z nią. - Martyna wstała z podłogi. - Na lotnisku to nie był dobry pomysł, a myślę, że jeśli wyrzuci to z siebie, będzie jej lepiej. - Sara z namysłem pokiwała głową.
- Ja chyba porozmawiam z Karen... - Martyna zastygła na stopniu i odwróciła się do matki, trzymając dłoń na barierce schodów.  
Że co proszę ?! To wy sobie plotkujecie za ich plecami ?! Nie wiedziałam, mamo, że jesteś ORMO ! Myśl na dziś : uważaj na rodziców.
- Czy ty ... - uniosła obronnie ręce.
- Rozmawiamy ze sobą od kiedy się spotkają. - Martyna wywróciła oczami i wspięła się po schodach do pokoju siostry ...
 
- Widzę, że nie płaczesz za nim. - stukała nieprzerwanie w klawiaturę laptopa, kiedy jej bliźniaczka usiadła przy jej biurku i patrzyła na zdjęcia na ścianie obok.
Nie płaczę ? Do cholery mam ochotę jeszcze raz go trzepnąć, a potem pocałować. Albo odwrotnie. Kolejność nie jest ważna.
- On jest dupkiem. - Angie westchnęła.
Jest moim, kochanym dupkiem.
- Nie mów tak o nim. - Martyna wywróciła oczami, słysząc jej słowa.
- Całował dawną dziewczynę, a ty jeszcze go bronisz ?!
- Tak ! - Angie warknęła ostro i odwróciła się do siostry. Zawsze tak będę robić. Mimo wszystko.  - Bo do cholery go kocham ! - miała płomienny wzrok, kiedy zaciskała obandażowaną dłoń na kocu, leżącym na łóżku. - I mimo że zachowuje się jak dzieciak, kiedy upija się i mimo to, że całował Chloe i mimo to, że ... był tak bezbronny i przerażony, to go kocham ! - warknęła jak dzikie zwierzę, schwytane w klatkę. - I doskonale zdaję sobie sprawę, że chodziłaś z tym chłopakiem tylko dlatego, że chciałaś wzbudzić zazdrość Leo, co Ci świetnie się udało ! - Martyna drgnęła jak oparzona, kiedy jej siostra z powrotem spoglądała na ekran laptopa.
Co ona mówi. Czy ona zauważyła ... Czy ona ...
- ... Co masz na myśli ? Ja go nie lubię ...
- Jasne. - Angie prychnęła. - Nie myśl sobie, że mnie oszukasz. Dasz radę wszystkich, ale nie mnie. Jesteśmy cholernie takie same. - spojrzały na siebie. Bliźniaczki Errikson.  - Nie okłamiemy siebie nawzajem i samych siebie. Widziałam jak się żegnaliście na lotnisku. Nie zaprzeczaj.  Wszystko widziałam.
- Nie wiem, o czym ty mówisz ... - Martyna poderwała się z krzesła. Nie cierpię, gdy ma rację.  - Chcesz mi wmówić coś, co nie jest prawdą. - wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami, kiedy Angie utkwiła wzrok z zdjęciach na ścianie.
- Charls, kocham Cię. Durny idioto, zawsze będę Cię kochać. - szepnęła, czując ból rwący je serce.
 
Oczywiście, że miała rację. Zawsze musiała mieć. Choć nigdy nie chciała do tego przyznać. Angie była nieomylna.
- Martyna, myśl racjonalnie ! - rozkazała sama sobie, kiedy kręciła się po pokoju, próbując zebrać myśli. - On jest gwiazdorem, raperem, Anglikiem ... Nikt w twoim guście ! - jęknęła, przypominając sobie ten jeden pocałunek. - I cholernie świetnie całuje ! I cholernie umie mnie rozbawić ! I do cholery jest okropnie wkurzający ! No ja nie mogę ! - opadła na krzesło przy fortepianie.
- Martyna, ty nic do niego nie czujesz. - zaczęła, kiedy jej palce sunęły po klawiszach, wygrywając spokojnego walca. - On nie jest dla Ciebie. Nienawidziłaś go, teraz go tolerujesz. Nie zależy Ci na nic, jest Ci obojętny. Facet nie jest Ci wcale potrzebny. A na pewno nie on. Nie, żaden facet mi nie jest potrzebny !
- Dam radę sobie sama. - melodia zmieniała się na coraz żywszą. - Jestem silna. Pomogę Angie otrząsnąć się po Charlim, jeśli da sobie pomóc i wszystko będzie jak dawniej. Ona będzie sobą, a ja sobą. I nikt nie wejdzie nam w paradę. A na pewno nie jacyś dwaj dupkowie. - skończyła westchnieniem, oddając się muzyce...
 
Jakiś czas potem ...
Nie potrafię o niej zapomnieć. Po prostu nie potrafię. Jej zasmucone spojrzenie, te delikatne dłonie, te drżące ramiona, ta smukła sylwetka, ta gracja, ten urok, ten uśmiech, ten śmiech chwytający za serce,ta wrażliwość, ta czułość, to zaufanie, ta miłość ... Wszystko straciłem. Wszystko.
- Charlie, myśl racjonalnie. - rozkazał sobie głośno, kiedy krążył po pokoju  w tę i wew tę. - Ona jest setki kilometrów od Ciebie. Na początku bała się Ciebie, była blisko Artura, ona ... Cholera, ona jest tak nieznośna ! - westchnął, przeczesując palcami włosy. - Przecież to chyba nic wielkiego, że...  Co ty wogóle gadasz ?! Charls, człowieku, ty tracisz głowę ! - warknął sam na siebie. - Ona ... ma rację. - opadł na krzesło, patrząc na gitarę, która leżała na łóżku. - Ma cholerną rację. To ja zawiniłem, nie ona. To nie ona obściskiwała się z byłym partnerem, a ja tak. I to nie ona była napruta jak PKS. - westchnął rozdzierająco, muskając palcami sztywnych i naciągniętych strun, a z instrumentu wydobył się dźwięk.
Ja ją kocham. Mimo wszystko.
Zależy mi na niej.
Jest dla mnie wszystkim. Chcę jej szczęścia.
Chcę, abyś wróciła do mnie, maleńka.
Muszę ją chronić. O Jezu.
Zostawiłem ją samą.
Bez ochrony.
Muszę natychmiast ją odzyskać.
Choćby niewiadomo co.
- Muszę jej przeprosić i to natychmiast. - spojrzał na telefon w dłoni, oczekując, że na ekranie wyświetla się numer szatynki, ale to był Leo. Chłopak, z zastanowieniem, zmarszczył brwi i przesunął palcem po migoczącym ekranie.
- Hej, stary. - ciemnowłosy brzmiał radośnie jakby co najmniej była Gwiazdka.  Czy on naprawdę coś bierze ? - Jesteś w domu ?
- Eee tak ... - blondyn przejrzał się w lustrze i w duchu jęknął, widząc w jakim jest stanie. - Czemu pytasz ?
Wyglądam tragicznie. Nawet gorzej. Ale teraz to nie jest ważne. Muszę lecieć na Florydę. Do niej. I błagać o wybaczenie.
- Mamy dla Ciebie z matką super propozycję. - ciemnowłosy rozmościł się na przednim siedzeniu samochodu, a jego matka spojrzała na niego i uśmiechnęła się, kiedy zmieniła bieg i skręcili na odpowiedni pas autostrady. - Jesteś gotowy ?
- Leo, nie czas teraz na wygłupy. Muszę jak najszybciej polecieć do Angie, bo umrę. - blondyn jęknął.  Dosłownie. Zejdę z tego świata. - Devries, ja jestem w niej szaleńczo zakochany, nie wiesz nawet, jakie to okropne uczucie, kiedy idąc na ulicy, rozglądasz się za tą jedną, nieznośnie kochaną dziewczyną albo jak co noc nie możesz zasnąć, bo słyszysz jej delikatny głos, śmiech, widzisz jej uśmiech ...
- Hola, hola, koleś, gadasz trochę jak napity. Takie wyznania czyń jej, nie mi. - przyjaciele roześmieli się lekko.  Zawsze uwielbiałem w nim to, że potrafi mnie rozbawić, mimo że trzęsę się ze strachu. - To co jesteś gotowy na naszą niespodziankę ?
- Leo, nie żartuję, właśnie szukam drugiego buta ... - Charlie zajrzał pod łóżko, ale nie zauważył tam adidasa, kiedy ciemnowłosy po drugiej stronie słuchawki wywrócił oczami.  Kochany, wiem, że to robisz, bo szura wszystko w słuchawce jak cholera.
- Durniu, my jedziemy dokładnie w takim samym kierunku. - Leo usłyszał głośny łomot w słuchawce i przekleństwa, kiedy Charlie rozcierał bolącą głowę, kiedy uderzył z całej siły drewnianą ramę łóżka.
- Że co, proszę ?! - Charlie chwytał wszystko, co mu wpadło w ręce do walizki, kiedy do pokoju wsunęła się Brooke, która zmarszczyła brwi, widząc dziwnie ożywionego brata, który pakował się gdzieś.
- Coś się stało ? - spojrzał na nią i pokręcił delikatnie głową.  Nie, nie, skądże. Wreszcie zrozumiałem, że dawno powinnien coś zrobić.
- Leo, coś ty miał na myśli ?! - ciemnowłosy zaśmiał się, a jego matka zawtórowała mu, zanim nie wyciągnęła dłoni, aby dał jej telefon, co ciemnowłosy zrobił, wywracając oczami i machając do dziewczyny w samochodzie z pasa naprzeciwko. Zielone oczy wywróciły się z rozbawieniem, kiedy dziewczyna pochyliła głowę ku kolanom, a Leo widział tylko ciemne kosmyki lekko kręconych włosów.
Ma ciekawy kolor włosów. Czekolada pomieszana z karmelem. Hmmm ...
- Charlie, kochanie, za gdzieś godzinę podjedziemy po Ciebie, więc bądź gotów. - kobieta uśmiechnęła się.
- Ale ciociu ... - zaczął blondyn, kiedy Victoria zaśmiała się.  Uwielbiam tę dwójkę dzieciaków. Mojego synka i przybranego.
- Żadne ale, Charlie. Ostatnim razem spodobała nam się Floryda, a teraz będę mogła poznać tę sławetną Polkę. Co mogę chcieć więcej ? - zaśmiała się znów, kiedy Leo wpatrywał się w samochód obok. - Tylko bez ociągania, mamy lot na 17.
- Ale ja ...
- Kupiliśmy i Ci bilet, wiedzieliśmy, że nie będziesz miał do tego głowy. - Victoria zachichotała. - Rozmawiałam z twoją matką, o wszystkim wie, ale dziwne, że Ci jeszcze nie powiedziała. Dobra, kończę, bo Leo podrywa jakąś dziewczynę. - zaśmiała się, kiedy jej syn wystawił do niej język, a ona poczochrała mu włosy, kiedy chłopak ponownie spojrzał za szybę .
Jestem Laurente, a ty ?
Uśmiechnął się, widząc napis na kawałku białej kartki i rozłożył bezradnie ramiona i otworzył okno podobnie jak dziewczyna.
- Jestem Leo ! - krzyknął, a dziewczyna pokiwała głową na znak, że usłyszała.
- Czemu się we mnie wpatrujesz, Leo ?! - miała donośny głos. Zaśmiał się lekko.
- Bo jesteś bardzo ładną dziewczyną. - zarumieniła się na jego komplement, kiedy znów pochyliła głowę i zaczęła coś skrobać czarnym markerem.
- To mój numer. - wskazała palcem na rząd cyfr. - Zadzwoń, bo chcę z Tobą później porozmawiać i nie stracić głosu przez ten okropny wiatr. - szybko wklepał numer do telefonu i uniósł kciuk do góry.
- Laurente, skąd jesteś ?! - krzyknął, zanim nie zamknęła szyby.
- Briton Ferry. Cześć ! - pomachała na pożegnanie, zanim jej szyba nie zasunęła się do końca, a ona opadła na siedzenie, a mężczyzna za kierowcą przyśpieszył i skręcili na zjeździe w kierunku domu. Leo westchnął, a jego matka zaśmiała się.
- Wpadła Ci w oko ? - spojrzał na nią spod przymrużonych powiek.
- Dopiero ją poznałem. - wzruszył ramionami. - Wydaje się dość miła. Napisała mi swój numer, to coś znaczy. - roześmieli się oboje, w czasie, gdy Charlie ...
 
- Zemdlę tam. - kręcił się po pokoju w kółko, modląc się, aby lot się udał i najważniejsze - aby mu wybaczyła. Troy z ciekawością przechylił łebek, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi domu,a  chłopak pobiegł otworzyć, prawie wpadając na matkę.
To na pewno oni. Zabiorą mnie do niej. Wszystko się ułoży...
- Hej, Charlie. - Chloe uśmiechała się delikatnie, kiedy chłopak z zakłopotaniem, próbował ukryć uczucia nim targające. Był pewien, że to kumpel i jego matka przejechali po niego, aby zabrać go do szatynki, ale osoba przed nim stojąca z pewnością nimi nie była. Blondynka z zastanowieniem przechyliła głowę, widząc jego niezbyt mądrą minę.
A co ona tu robi ? Matka ją zaprosiła ? Nie, skądże, przecież wie, że wyjeżdżam za chwilę. To w takim razie dlaczego stoi przed moimi drzwiami ?
Czemu ma taką dziwną minę ? Czy coś się stało ? Coś ze mną nie tak ?
- Coś się stało ? - spytała, kiedy on otrząsnął się z zamyślenia i pokręcił energicznie głową.
- Skądże. - uśmiechnął się, a Chloe zaśmiała się.
Tak myślałam. Po prostu niedawno spał i zapewne dlatego jest tak zdziwiony na mój widok.
- To dobrze, bo chciałam z Tobą poważnie porozmawiać. - przyznała, a on poczuł, że ta rozmowa zaraz zacznie zmierzać w złym  kierunku.
- Ehm, jakby Ci tu powiedzieć, trochę się ... śpieszę ... - przyznał szczerze, z zakłopotaniem, trąc dłonią kark.
Nawet bardziej niż trochę. Cholernie mocno.
- Jasne, to nie zajmie długo. - uśmiechnęła się, a w jej oczach widział iskierki oczekiwania, propozycji, zainteresowania ... Wzdrygnął się lekko na myśl o tym, że znów mógłby ją pocałować, choć nie przeczył, wciąż  była atrakcyjna, ładna, lubiana w towarzystwie. Ale co z tego, skoro jedne usta, które chciał całować to były chłodne wargi jakże chłodnej Amerykanki ?
- Przepraszam, ale niestety mam bałagan w domu, wolałbym nie pokazywać Ci pobojowiska. - stanął w drzwiach, aby okazać jej, że jest dość zajęty. Zaskoczona, wzruszyła ramionami.
- Ok, nie ma sprawy. - przyznała szczerze. - Mam tylko jedno pytanie.
- Tak ? - oparł się o futrynę, kiedy ona westchnęła lekko.
- Czy my jesteśmy ...
- Hej, blondi ! - Leo zaśmiał się, kiedy uścisnął z przyjacielem dłoń. Jego matka majstrowała coś przy bagażniku, kiedy ciemnowłosy z uśmiechem rozejrzał się po ogrodzie przyjaciela.
Ohohohoho, widzę, że wariował i posprzątał wszystko, co się da. Ale wygląda jak katastrofa.
Jezu, kocham Cię, Leo, ratujesz mi dupę. I to po raz kolejny. A to teoretycznie ja powinnien Ci pomagać, jako że jestem starszy.
- Stary, dawno tu nie byłem i ten trawnik hmm .... ciekawe dlaczego jest tak idealnie przystrzyżony. Czyżby na mój przyjazd ? - postukał się palcem  w brodę, zanim wybuchnął śmiechem. - Wyglądasz tragicznie, bae. Ona chyba wybuchnie śmiechem albo umrze na zawał. Albo oba razem.
Mam nadzieję, bo nie wytrzymam nawet najmniejszej jej łzy. Te spojrzenie parę tygodni temu mi w zupełności wystarczyło. I ostre słowa jej siostry.
- Dzięki, naprawdę podbudowujesz moją i tak niską samoocenę. - Charlie wywrócił oczami. Mam świetnego kumpla.  - Cześć, ciociu.
- Hej, młody. - ciemnowłosa zaśmiała się. - To co gotowy do drogi ?
Musisz przecież odzyskać tą przemiłą dziewczynę. O, Chloe. Ciekawe, co tu robi.
- Gdzie wyjeżdżasz ? - Charlie, zaskoczony, że dziewczyna tu wciąż jest, otworzył usta, ale Leo go ubiegł.
- Kochana, to tajna misja. - rozejrzał się wokół, jakby bał się, że ktoś ich podsłucha. - Musimy polecieć za ocean, aby Charlie zawalczył o swoją damę serca z dwoma jakimiś wariatami. - zaśmiał się, a blondyn wywrócił oczami na jego słowa.
Nie wspominaj o tych chłopakach. Jeden szczególnie działa mi na nerwy. Ale Artur też wyraża jakieś wątpliwości, co do tego czy on uważa ją za przyjaciółkę. Muszę ją odzyskać. Zdecydowanie.
- Nie muszę z nikim walczyć, po prostu byłem ślepy i głupi i dałem jej odejść zamiast trzymania przy sobie. Straciłem ją przez własną głupotę. - westchnął, kiedy Victoria objęła go ramieniem, a Chloe zeszła ze schodka.
Oni chyba nie mówią o ... Przecież ta laska go definitywnie rzuciła ... Prawda ? A poza tym - to nie jest osoba w jego typie. On się męczył w tym związku.
- No,no, nie bądź taki surowy dla siebie. Z pewnością to zrozumie. -  Victoria uśmiechnęła się łagodnie.
Miałeś prawo  popełnić błąd, a ona zapewne też nie raz i nie dwa zrobiła coś, czego żałowała.
- A jak nie - to uwaga, uwaga ! Martyna go zabije, poćwiartuje, a Angie stratuje koniem ! - Leo zachichotał jak opętany i klasnął w dłonie, kręcąc pośladkami jak jakiś afrykański tancerz, wódz plemiena Budu-Wubu*. - Ach, chyba skoczę wcześniej po popcorn i kamerę, bo to będzie naprawdę dobre show !
* Idk, ok, kocham Leosia dupkę i nic wam do tego. xD
- Jakim koniem ? - Charlie zmarszczył brwi, a Leo na chwilę przerwał swój dziki taniec i spojrzał na niego zaskoczony.
- To ty nie widziałeś ? Nie wchodzisz na instagrama, snapa, Facebooka, twittera ?
- Zrobiłem sobie odwyk. - przyznał Charlie. - Jedynie, co ostatnio robiłem na telefonie, to ciagle wydzwanianie do Ameryki.
I modlenie się, aby odebrała. Tylko to. Nie jadłem, od parunastu dni nawet nie byłem na siłowni. Tracę zmysły. Ale jestem pewien, że jej potrzebuję.
O, kochany, dużo Cię w takim razie ominęło. Tylu nowych obserwatorów, tyle komentarzy na temat tego, czemu jej nie odwiedzisz i czy zerwaliście ... Sam musiałem po was sprzątać. Ehh, ciężka robota niańki.
- Uuu, kochany, żałuj. - Leo gwizdnął. - Powiem Ci tyle - ta laska ma w sobie ogień.
 I jest moją najlepszą przyjaciółką. Pomogła mi ze wszystkim, kiedy ty nie potrafiłeś. I jestem wdzięczny jej za to.
- Leo, nie mów tak o dziewczynie, zwłaszcza przyjaciółce! - Victoria skarciła syna.
- Dobrze, mamo. - powiedział potulnie, zanim zwrócił się do Charliego. - Ujeżdżała ostatnio jakiegoś dzikiego konia na jakimś ranczu, gdzie miała spotkanie z rodowitymi mieszkańcami. Ludzie mało nie zeszli na zawał, a ona zyskała przydomek złodziejki  końskich dusz. - zachichotał jak diabeł. - I nie tylko...
- No już starczy. - Victoria klasnęła w dłonie.
 Mój syn naprawdę czasami jest niemożliwy. Przecież Charlie z kimś rozmawiał, a ten się wepchnął do rozmowy.
- Leo, daj Charliemu porozmawiać chwilę z Chloe, a my pójdziemy i przywitamy się z twoją rodziną, bo za godzinę wyjeżdżamy na lotnisko. - kobieta weszła do domu, a jej syn, ociągając się, za nią.
 
- To co chciałaś powiedzieć ? - blondyn po raz pierwszy okazał jakieś emocje w ciągu całych trzech, ponad trzech tygodni. Jego oczy lśniły, a ręce delikatnie drżały. Chloe westchnęła i pokręciła słabo głową, cofając się do tyłu.
Nie powiem Ci tego. Nie po tym jak widzę, co ta dziewczyna z tobą zrobiła. Coś, czego bym się nie spodziewała.
Boże Święty. Jeśli mi wybaczy, to ... chyba umrę ze szczęścia. Bo będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
- Nic ważnego. - machnęła dłonią. - Po prostu myślałam przez chwilę, że ...
- Że co ? - jego głos spoważniał, kiedy ona spuściła wzrok. - Co myślałaś, Chloe ? - dodał z naciskiem na jej imię, a ona odgarnęła włosy z twarzy.
Że nic nie jest stracone. A teraz widzę jak bardzo się myliłam. I w jakim człowieku się zakochałam kiedyś. A kim on teraz jest.
- Że może wciąż coś do mnie czujesz. - spojrzała w jego oczy, aby odnaleźć zdumienie, zaskoczenie, nawet iskierki rozbawienia. - Że to, co wydarzyło się w klubie o nie przypadek i że tylko zabawiałeś się tą dziewczyną. Byłam pewna, że ...
- Że chcę, abyś wróciła do mnie ? - przeczesał palcami włosy i westchnął ciężko, patrząc na byłą dziewczynę.
Och, Boże. Naprawdę, muszę pilnować samego siebie, bo potem są tylko problemy. Przecież ja dawno o niej zapomniałem. Mam tylko maleńką  w głowie.
- To był wypadek. To całe spotkanie z wami. Nie powinnien się z wami spotykać. - zaczął, z zakłopotaniem, patrząc na zszokowaną blondynkę. - Ja ... chciałem trochę znów sobie przypomnieć stare czasy, zapominając, że to, co szykowało się przede mną było piękniejsze niż przeszłość. Straciłem najważniejszą osobę w moim życiu, ale wierzę, że ją odzyskam. Chloe, nie chciałem Ci dawać nadziei, nie byłem wtedy sobą.- uśmiechnął się lekko. - Ja kocham tylko ją. I zawsze tak będzie, dopóki ona sama nie rozkaże mi, żeby było inaczej. A teraz, wybacz, obowiązki wzywają ... - i zanim przemyślała, drzwi domu zatrzasnęły się za nim, zostawiając ją samą.

 

2 komentarze: