Dwa miesiące potem, Wielka Brytania ...
- Charlie, jesteś
niezwykle seksowny ... - Chloe wodziła palcem po wargach blondyna, siedząc mu
na kolanach okrakiem w obcisłej sukience. Były trzy dni przed jego urodzinami i
spotkali się w grupie w knajpie. Większość była już mocno podpita i ledwo trzymała
się na nogach. Blondyn czuł jak przymykają mu się oczy, a jednocześnie był
pełen energii. Dziwne uczucie. Chloe zaśmiała się, kiedy pocałował ją w
policzek, zalotnie odgarniając włosy do tyłu, kiedy ...
- Nie wierzę. -
warknęła cicho jakaś postać, a smukły brunet przytrzymał ją za ramię, w czasie
kiedy druga osoba stała jak wryta, patrząc jak blondyn wpatruje się niezbyt
trzeźwym wzrokiem na biust blondynki, która chichotała jak szalona, pewnie od
nadmiaru alkoholu we krwi. - Puść mnie, zabiję go, zabiję ! - chłopak przyłożył
szarpiącej się postaci dłoń do ust i spojrzał współczująco na postać obok,
która najpierw pokręciła głową, a potem szybkim krokiem ruszyła do baru.
- Chodź, nie
możemy pozwolić, aby ona się też upiła. - szarpnął postać za ramię i ruszyli za
swoją towarzyszką ...
- Jesteś
niepełnoletnia, nie mogę dać Ci ... - zaczął młody barman, kiedy dziewczyna
machnęła dłonią, kiedy przysiadła na obrotowym krześle.
- Nie przyszłam
tu po alkohol. - chłopak z pustym spojrzeniem i szklanką whisky przy barze
gwizdnął ze zdumieniem, kiedy wziął łyk ze szklanki.
- No, abstynentka
czy może siostra zakonna ? - zachichotał ironicznie. Nie był napity mocno, raczej wkurzony. Ale na
pewno mniej od dziewczyny.
- Podsłuchaj, kochaniutki
- szarpnęła go za kurtkę i o mały włos nie zwaliła z krzesła. W dłoni trzymała
pistolet z błyskiem w oku, a chłopak przełknął głośno ślinę. Barman otworzył
już usta, a dziewczyna rzuciła papiery na stół, a on przejrzał je w czasie
kiedy wpatrywała się ostrym wzrokiem na chłopaka.
- Ja to wezmę. -
ciemnowłosy towarzysz wziął z dłoni zszokowanego barmana dokumenty, kiedy
dziewczyna kiwnęła głową i natychmiast przycisnęła spluwę pistoletu do skroni
chłopaka. Niektórzy z goście knajpy to zauważyli i chcieli podnieść alarm, ale
barman uniósł pojednawczo ręce do góry.
- Widzisz,
przystojniaku, tę grupkę ? - chłopak podążył za wzrokiem dziewczyny i zobaczył
jakiegoś blondyna obściskującego jakąś blondynkę i bandę innych młodych ludzi.
- Jasne i co z
tego ? - dziewczyna przyłożyła jeszcze bliżej pistolet, a on poczuł kropelki
potu spływające mu po szyi.
- Chcę, żebyś mi
pomógł się z nimi rozprawić. - puściła go za koszulę i odsunęła się z błyskiem
w oku, kierując na jego pierś pistoletem, stojąc w delikatnym rozkroku. Grupka
nastolatków zauważyła ją i zaczęli wskazywać palcami, ale byli zbyt pijani,
żeby podejść i się dowiedzieć, kim jest. Miała pewną siebie minę, przechyliła z
namysłem głowę, trzymając palec na spuście.
- A teraz ruszaj
dupę, bo doskonale wiem, kim jesteś, chłopaczku.- trafiła tymi słowami w sedno.
Nawet nie widziała nigdy go na oczy, ale po tym jak wyglądał i się zachowywał,
przypuszczała, że z prawem ma na bakier. Chłopak wypuścił z dłoni szklankę i
pośpiesznie ruszył za barmanem, a dziewczyna podążyła za nimi, chowając
pistolet do tylnej kieszeni dżinsów.
- Co to za
dziewczyna ? - Charlie podążał za dziwną przybyszką wzrokiem. Była ubrana w
ciemny płaszcz, mokry od deszczu i miała dość jasne włosy. Pistolet wystawał z
tylniej kieszeni dżinsów, kiedy zniknęła za zapleczem baru.
- Nie wiem. -
Chloe wzruszyła ramionami. - Wiem, że przerwaliśmy ... - chłopak spojrzał na
nią pijanym wzrokiem i począł namiętnie całować, a jego podpici kumple
wiwatować ....
- Nie mogę na to
patrzeć. - dziewczyna, stojąca z boku i obserwująca wszystko, zgrzytnęła
zębami. - Co za szmata.
- Dobra, zgadzam
sie. - ciemnowłosy westchnął.Zazwyczaj unikał takich określeń, aby mówić o
kumplu, ale teraz przegiął. I to mocno. - Nie powinien się z nimi spotkać przy
alkoholu, normalnie robią mu wodę z mózgu, a teraz ... - wzdrygnął się, kiedy
widział jak usta blondyna przyciskają się
z żarem do skóry blondynki, siedzącej mu na kolanach. Ohyda.
Dobrze, że się nie widzisz, bo zwróciłbyś wnętrzności, stary.
- Zranił ją, ale
ja wiem, że ona ma plan ... - dziewczyna wytrzeszczyła oczy, kiedy zza zaplecza
powrócił tajemniczy chłopak, dziewczyna i barman. - I chyba przypuszczam jaki.
- Charlie ...
uważaj .... -wymamrotał jakiś jego kumpel, ale za późno. Strumień lodowato
zimnej wody spłynął na blondyna i blondynkę, która z piskiem zeskoczyła z jego
kolan i odskoczyła, a chłopak odwrócił się do tyłu. Za nim stał ten typek, co
siedział przy barze, jak wchodzili i pił whisky. W dłoni trzymał wielkie wiadro,
a sam miał nieźle przemoczone ubranie i zmierzwione włosy. Wyglądał na dość
zaskoczonego, jakby sam nie wiedział, co robił. Dziewczyna z kapturem na głowie
stała niedaleko z rękoma założonymi na piersi.
- Czemu do
cholery to zrobiłeś ?! - Charlie próbował wstać, ale natychmiast zatoczył się. Przybysz
cofnął się, kiedy kumple Charliego zacisnęli dłonie w pięści.
- Cofnąć się.
Wszyscy. Raz. - ostre słowa przywróciły wszystkich do rzeczywistości. Ta
tajemnicza dziewczyna, z twarzą schowaną pod kapturem, wycelowała w jednego z
kumpli Charliego pistolet z chłodnym uśmieszkiem.
- Nie będziesz,
paniusiu, nam grozić pistoletem na kulki ... - nie dokończył jeden, kiedy
dziewczyna z niebywalną prędkością doskoczyła do niego i podcięła nogę, aby
upadł, po czym przycisnęła jego gardło kolanem, przykładając pistolet do
skroni. Chłopak jęknął, czując zawroty głowy, po czym wytrzeszczył oczy, czując
prawdziwy chłód metalu, nie plastiku jak myślał. Reszta towarzystwa zastygła w
szoku, barman o mało nie zszedł na zawał, widząc prędkość i reakcję dziewczyny.
Oczy dziewczyny były ciemne jak noc, a
jej mina nie wróżyła nic dobrego dla chłopaka.
- Zapamiętaj
sobie, dupku - miała twardy akcent, amerykański. - Że nigdy, ale to przenigdy
nie będziesz po pijaku mnie oceniał, bo przestrzelę Ci kolano, a każdy sąd w
każdym zakątku Ziemi mnie uniewinni. - wstała i otrzepała płaszcz z kropel
wody, kiedy reszta wpatrywała się z szokiem w nią. - A teraz, czy ktoś jeszcze
chce przywitać się z moją spluwą ? - wszyscy pokręcili zgodnie głowami, a
dziewczyna zaśmiała się chłodno. - To świetnie, bo mamy ważniejsze sprawy do
załatwienia. - Na przykład Ciebie. - spojrzała na blondyna, który aż się skulił
w sobie, widząc tak ciemne oczy. Które skądś kojarzył ... - Zabierz go. - tajemniczy przybysz nie
protestował, tylko chwycił Charliego za ramię i powlókł ku drzwiom łazienki
klubu. A reszta towarzystwa siedziała zszokowana, nie mogąc się ruszyć
oniemiała i odurzona alkoholem.
- Kim do cholery
jesteście ? Co wam zrobiłem ?! - Charlie odskoczył od chłopaka, kiedy wzruszył
ramionami. Dziewczyna kiwnęła głową, patrząc na niego z powagą, a kiedy Charlie odwrócił wzrok, z całej siły
wymierzyła mu policzek, aż ten odchylił się do tyłu. Przybysz gwizdnął ze
zdumieniem, a dziewczyna obdarzyła go krótkim spojrzeniem.
- Mówiłam, że ze
mną się nie zadziera. - w jej głosie był chłód.
- Co ja Ci do
jasnej cholery zrobiłem ?! - Charlie poczuł jak na chwilę wraca mu trzeźwość
myślenia, kiedy postać zdjęła kaptur z głowy.
- Angie ... -
wyszeptał z szokiem, a szatynka wzruszyła ramionami.
- Tak się
złożyło. - spojrzała na niego ostro, po raz pierwszy marząc, aby go nie
widzieć. Był w fatalny stanie, wyglądał okropnie, a jego zachowanie ... Nie
chciała nawet o tym myśleć. On chyba też uświadomił sobie, co narobił, bo jego
oczy zrobiły się wielkie jak spodki, kiedy zachwiał się. Alkohol buzował w jego
żyłach, ale jasność myślenia miał dzięki jej spojrzeniu. Przenikliwemu,
zranionemu ... Poczuł, że zaraz zemdleje.
- Angie ... ja
... - szarpnęła go za ramię, zmuszając aby spojrzał w lustro, gdzie zobaczył
jej wściekłą minę pomieszaną z żalem, smutkiem, przestrachem i swoją - upitą,
czerwoną od jej uderzenia twarz, wielkie oczy, ślady szminki na policzku ....
Dziewczyna odsunęła się od niego z chłodem w oczach, a to bolało gorzej niż by
wyzwała go czy znów zbiła.
- Popatrz na
siebie. - powiedziała ze spokojem, ale w jej głosie był chłód. - Kogo widzisz w
lustrze ? Chcesz, mogę Ci powiedzieć. Ja widzę człowieka, który mnie zawiódł,
zawiódł moje zaufanie. - założyła ręce na piersi. - Stoczyłeś się na dno,
tknąłeś alkohol. Zachowałeś się jak dzieciak. Jak dzieciak. - warknęła te słowa
ze złością, kiedy próbował ją dotknąć. - Nie dotykaj mnie kiedy jesteś w takim
stanie ! - jej słowa podziałały jak bat, kiedy cofnął się pod ścianę z
przestrachem w oczach. Przerażała go podobnie jak to, że ją zranił. A przecież
tego nie chciał.
- Angie zrozum
... ja .... - załkał, kiedy ona patrzyła na niego niewzruszona. Chciała go
przytulić, pocałować, przeprosić, pomóc, ale jednocześnie wiedziała, że tak nie
nauczyłaby go niczego. A być może jeśli odepchnie go na jakiś czas,
oprzytomnieje. A jeśli nie, schowa wszystkie wspomnienia z nim związane głęboko
do serca i zostawi go. Nie chciała cierpieć, a teraz przeczuwała, że tylko się
nią zabawiał w wakacje. I to bolało cholernie.
- Porozmawiamy
kiedy przestaniesz być pijany. A na razie, zostaw mnie samą sobie. I jeśli
dalej masz zamiar się tak zachowywać- zapomnij o nas, o tym, co było i żyj tak
jak chcesz. - do łazienki wpadli Martyna i Leo, którzy zastygli w bezruchu.
Angie włożyła ręce do kieszeni płaszcza i spojrzała na niego chłodno, mając
głowę wysoko w górze. - Jeśli jednak wróci Ci rozum do głowy, wiesz, gdzie mnie
znaleźć. - wyszła szybko z łazienki, rzucając chłopakowi z baru jakieś
drobniaki, po czym nie odwracając się, zaczęła iść w kierunku domu. A Charlie
upadł na kolana, kiedy Martyna podążyła za siostrą, a Leo po chwili wahania za
nimi.
- Charlie Joe
Lenehanie czy ty jesteś upity ?! - Karen Lenehan starała się nie brzmieć na
wściekłą, kiedy zobaczyła jak jej syn jest przemoczony od stóp do głów, zapewne
od ulewnego deszczu, który padał od rana. Miał wielkie oczy, wory pod oczami,
zaczerwienione policzki, ślady łez, pachniał alkoholem i ledwo trzymał się na
nogach.
- Już to
słyszałem. - jęknął, kiedy opadł na kanapę i ukrył twarz w dłoniach. Kobieta
wahała się przed nakrzyczeniem na niego, a zaopiekowaniem się, kiedy on
westchnął rozdzierająco.
- Ona to
widziała. - na początku nie zrozumiała o kim mówi, zanim nie zaczął łkać. Mimo
że zrobił źle, nie potrafiła patrzeć na jego łzy, kiedy objęła po matczynemu
ramieniem, a on przytulił się do niej z płaczem.
- Jaka ona ? -
spytała łagodnie, kiedy Charlie zawył, jakby ktoś go uderzył.
- ... Angie. -
kobieta zaskoczona zauważyła, że jej syn cały drży, zapewne nie od zimna, bo w
domu panowała przyjemna temperatura.
- Ale co
dokładnie widziała ? - wytarła dłonią jego mokrą twarz, kiedy on podniósł na
nią zaczerwienione oczy.
- ... Jak byłem
pijany ... jak całowałem Chloe ... jak .... Och, mamo, przecież nie byłem sobą
... - załkał, kiedy kobieta przytuliła go trzęsącego do siebie, a Troy pisnął,
patrząc na załamanego chłopaka.
- ... Myślisz ...
że ... ona mogłaby ... mnie zostawić ... że ... - załkał, kiedy kobieta objęła
go mocno.
- Synku, nie
wiem. - przyznała szczerze, a Charlie zawył, aż Troy uciekł pod kanapę. - Wiem,
że musisz odpocząć. Porozmawiamy jutro, kiedy będziesz w miarę trzeźwy. -
odsunęła się od niego i zostawiła samego siebie, a on z wściekłością uderzył
pięścią w obicie kanapy i zaskowytał, marząc aby to wszystko okazało się durnym
snem. Ale te ukucie w klatce piersiowej oznaczało,że jak najbardziej to
wszystko się wydarzyło. I że nie ma powrotu.
Następnego dnia ...
- Angie proszę
... - załkał, patrząc na telefon, kiedy po raz tysięczny próbował się dodzwonić
do dziewczyny. Nie odpowiedała, nie odbierała również jego esemesów, a już bał
się, co o nim myślała. I czy przypadkiem jej nie stracił na zawsze.
- Charlie, ktoś
do Ciebie. - Karen uchyliła drzwi pokoju, a Charlie warknął przekleństwo i
podniósł się na nogi, przypuszczając, że to któryś z kumpli, ciekawy, dlaczego
tak szybko zniknął, kiedy do pokoju wszedł ...
- Leo. - blondyn
oklapł na dywan, a brunet wzruszył ramionami. Charlie wyglądał jak tysiąc
nieszczęść, wciąż trochę pachniał alkoholem, ale na pewno mniej niż wczoraj.
Leo westchnął, kiedy jego kumpel wpatrywał się w niego z wielkimi oczami.
- Ty ... też to
... widziałeś ... - Charlie jęknął rozdzierająco, kiedy ciemnowłosy pokiwał
głową. - Zabiję się. Ja przecież nie chciałem ... To miał być tylko łyk ...
kieliszek ... szklanka ... - załkał, kiedy Leo położył mu dłoń na ramieniu.
Mimo że uważał, że przyjaciel mógł postąpić inaczej, wiedział, że każdy ma
prawo popełnić błędy. A on za długo bez szatynki tracił głowę.
- Wiem i rozumiem
Cię. - Charlie oddetchnął z ulgą. - Ale ona nie jest mną i jeśli się uprze, to
nie ma odwołania. - odsunął się do przyjaciela, który zmarszczył brwi.
- Co masz na
myśli ? - spytał Charlie, starając się nie brzmieć jakby miał się rozpłakać,
chociaż tak było.
- To że bardzo ją
zraniłeś. - Leo nie chciał, ale wiedział, że lepiej jeśli usłyszy to z jego
ust, a nie Martyny czy kogoś innego. Siostra Angie miała ochotę już tu przyjść
i mu przyłożyć, ale Leo powstrzymał ją, każąc by pilnowała siostry. Taka już
robota, oni muszą pilnować tę zakochaną dwójkę, kiedy coś psują. - Całowałeś
się z byłą dziewczyną i szczerze mówiąc, nie wyglądało to najlepiej. - skrzywił
się delikatnie. - Byłeś pijany, tak wiem, ale nie wiem, jak ty byś zareagował,
gdyby ona całowała kogoś obcego, nawet odurzona. Jest po prostu ... zasmucona tym, że zamiast
twardo powiedzieć nie, uległeś przyjaciołom, którzy ciągną Cię do dna. - Leo wzruszył
ramionami. - Poza tym, boi się o Ciebie, bo wie, jak to jest, kiedy zaplączesz
się w używki. Tracisz życie. A ona tak Cię kocha. Przyjechała specjalnie, aby
świętować twoje urodziny, kiedy ty ... bawiłeś się świetnie przy alkoholu ze
znajomymi i byłą dziewczyną. Tak się nie robi. - Leo pokręcił głową, kiedy
Charlie pochylił pokornie głowę.
- ... Wróciła do
Stanów, prawda ? - zapłakał. Nie chciał, aby Leo mu odpowiadał. Wiedział.
Odjechała. Jego królowa go zostawiła. A on miał cholerne poczucie, że słusznie
zrobiła. I że więcej jej nie zobaczy. - Chciałbym ją przeprosić, chcę naprawić
swoje błędy, chcę obiecać przy niej, że nie tknę już nigdy alkoholu ani żadnych
używek, że to, co robiłem, zasługuje na karę, że nie zdziwię się, jeśli mnie
rzuci, że jestem okropny, że nie zasługuję na nią, że jest dla mnie wszystkim,
że bez niej się gubię, że jest światełkiem w tunelu, że jestem okropnym
człowiekiem, że nie ma wytłumaczenia na moje zachowanie .... Chcę po prostu
błagać ją o wybaczenie na kolanach. Zraniłem ją i nic nie jest do
wytłumaczenia. - wziął głęboki oddech, kiedy przyjaciel z namysłem przechylił
głowę.
- ... Zostanę u
Ciebie na parę dni, ok ? W końcu mieliśmy razem świętować, ale ona uciekła ...
- objął kumpla ramieniem, kiedy ten zaczął szlochać ...
Dzień i noc potem .... Czyli w noc urodzin
Charliego ...
- Wszystkiego
najlepszego, Charlie. - blondyn wyszeptał, siedząc na parapecie okna i
wpatrując się w księżyc, który świecił jasno i był w pełni. Chłopak westchnął i
spojrzał na kumpla, który nie doczekał się początku jego urodzin, bo przysnął
na łóżku, a Troy umościł się w jego nogach. Charlie westchnął rozdzierająco,
wpatrując się w ciemności nocy.
- Boże, chcę Ci
podziękować za kolejny rok. - zaczął, wpatrując się bezchmurne nocne niebo. -
Przeżyłem wiele, nauczyłem się jeszcze więcej, ale najważniejsze - poznałem ją.
Dziewczynę, która jest moim aniołem. Przybyła tu, kiedy byłem już pijany i
uratowała, aby nie stało się nic gorszego niż ból głowy i złamane serce.
Chciałbym Boże na prezent od Ciebie tylko jednego - móc ją zobaczyć... Abym
powiedział jej, co czuję. Że jestem zawstydzony, zażenowany, zniesmaczony,
zszokowany, załamany swoim zachowaniem... Że gdyby nie ona, stoczyłbym się
jeszcze niżej. Że nie ma wytłumaczenia na moje zachowanie, że jest dla mnie
najważniejsza, a ja ją zraniłem .... Że żałuję tego, co zrobiłem i że cofnąłbym
czas, aby nigdy nie wejść do tej knajpy... Chciałbym aby dowiedziała się, że
zrozumiałem swój błąd i że obiecuję, że nie tknę żadnych używek... Że zerwałem
kontakt ze wszystkimi ludźmi, którzy tam byli ze mną i mnie namawiali, bo to
ich zasługa. I że będę już uważał na towarzystwo, jakie wybieram. Że ...
żałuję. I że chcę ją przeprosić. Że jest mi przykro. I że chcę błagać ją na
kolanach o wybaczenie. Tylko tego pragnę. - Charlie westchnął, czując chłodny
powiew wiatru, który dostawał się przez uchylone okno. - Boże, proszę, oddaj mi
ją. Zrobię wszystko, aby ją odzyskać. Wszystko. Absolutnie wszystko. - schował
twarz w dłoniach, czując jak łzy zaczynają kapać po jego twarzy.
To były
zdecydowanie najgorsze urodziny w jego życiu i to właśnie w momencie, kiedy wchodził w dorosłość.
Pragnął cofnąć czas do momentu, kiedy ją poznał. Kiedy wszystko było idealne. Matka była zmartwiona jego stanem i
jednocześnie zezłoszczona, że się upił. Reszta rodziny trochę zaskoczona, że
nie ma tej dziewczyny z Ameryki i że ich brat,wnuk, siotrzeniec jest taki
przygaszony. A Leo ...
- Boże, zabiję
się. - Charlie praktycznie cały dzień siedział w pokoju, nie potrafił wyjść i
świętować. Media społecznościowe huczały od życzeń, kiedy wzrok Leo przykuły
szczególnie jedne.
Dziś obchodzi urodziny wspaniały człowiek.
Charlie, życzę Ci wszystkiego dobrego i abyś był szczęśliwy. Najwyraźniej to
szczęście nie obejmuje mnie, a kogoś innego. Mam nadzieję, że będziesz zadowolony z życia takiego, jakiego
pragniesz.
- Jest wściekła. - Leo nie musiał nawet tego mówić. Charlie wiedział. Ukrył
twarz w dłoniach, próbując powstrzymać płacz, ale nie potrafił. Kumpel
pocieszająco poklepał go po ramieniu ...
Miejsce
OdpowiedzUsuńCO.TY.ZROBIŁAŚ?!
UsuńJak mogłaś, no?
Jak ci nie wstyd?
Pomijając to, że Charlie to dupek - Rozdział cudowny <3