piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział XXVIII

Trzy tygodnie później ....
- Rozmawiałeś z nią ostatnio ? - Leo kręcił się na stołku w studiu nagraniowym. Kumpel westchnął i pokiwał głową. Wciąż trochę przytłaczała go samotność, potrzebował jej bliżej siebie, ale nie miał pojęcia, co może zrobić, aby tak było.  Biedny Charlie. Jest zadowolony z życia, ale bez niej trochę przygasł. Niektórzy tego nie zauważają różnicy, ale ja widziałem go przez te parę dni. Jak zupełnie inny człowiek.

- Jasne, codziennie. - uśmiechnął się szeroko. - Dzwonię jak często się da.
- I nie ma Cię dość ? - spytał ze śmiechem Leo, kiedy blondyn wywrócił oczami. - Żartuję, mate. Ja też ostatnio trochę sobie z nią poplotkowałem i jej kumpelą.
- Mayą ? - brunet pokiwał głową, a blondyn zaśmiał się. - Nazywa mnie jednastolatkiem !
- Angie też podobno jest uważana za czternastolatkę, więc pasujecie do siebie. - przyjaciele zaśmiali się.
- Chciałbym się z nią niedługo zobaczyć. Może kiedy zaplanujemy już całą trasę, polecę do niej na parę dni. - Leo pokiwał entuzjastycznie głową i zachichotał.
- Ale koniecznie weź mnie ze sobą, bo muszę wycałować moją Martynkę. - zachichotali jak szaleni, kiedy Victoria i Karen pokręciły głowami z uśmiechami na ustach, widząc szczęście synów ...
 
 
Dwa miesiące po trasie YSoT ....
- Hej, czy to ... - dziewczyny podążały wzrokiem za dwa sylwetkami, które zniknęły za rogiem.
- Ile ludzi jest w Londynie ?! - jęknął Leo, a Charlie zaśmiał się. Wybrali się na małe zwiedzanie, ale turystów jak oni było tysiące.
- Nie mam pojęcia, mate, ale proponuję, abyśmy odpoczęli chwilę. O mało  nie rozszarpały nas wcześniejsze dziewczyny, a boję się spotkania z kolejnymi. - usiedli na ławce i przyglądali się mijanym ludziom. Był dość słoneczny jak na brytyjską pogodę dzień, nie padało, więc nic dziwnego, że były takie tłumy. Chłopcy z ciekawością patrzyli jak ludzie pośpiesznie pstrykali zdjęcia, śmiali się ...
- Jakie to urocze ... - powiedział Leo, a Charlie spojrzał w kierunku, gdzie on się patrzył. Jakaś wysoka blondynka z uśmiechem wpatrywała się w jakiegoś chłopaka, który uśmiechał się, aż jej nie pocałował. Charlie poczuł ukucie  w sercu, pamiętając jak sam wyglądał jakiś czas temu ...
Ciekawe, co teraz robi. Chciałbym z nią porozmawiać w cztery oczy, a nie przez komputer. Chciałbym ją przytulić, aby roześmiała się głośno. Aby znów usłyszeć jej głos na żywo.
Chyba wciąż o niej pamięta. A ona się uparła, że zapomni. Bzdura. Jeśli ma taki wzrok jakby go zbili kijem, to może myśleć tylko o Angie.
- Hej, możemy prosić o autograf ? - Leo wyprostował się, kiedy do ich ławki podeszły dwie dziewczyny z szerokimi uśmiechami i płytami oraz markerami w dłoniami. Leo szybko nabazgrał swój podpis i podał płytę Charliemu, uśmiechając się szeroko do dziewczyn.  
- Szkoda, że masz dziewczynę. A ona mieszka tak daleko. - powiedziała jedna ze sztucznym współczuciem, a Charlie podniósł na nią wzrok.  Co masz na myśli ? Przecież to nie problem. Chyba...
- Podobno znalazła sobie jakiegoś nowego. - jej przyjaciółka dodała, a Charlie zmarszczył brwi. Angie? Skądże. Nie mogłaby ... Nie, one po prostu chcą nas skłócić. Dużo ludzi zazdrości jej,  to wszystko.
- Skąd możecie to wiedzieć ? - spytał ze spokojem, a przyjaciółki spojrzały po sobie.
- Znamy ją dość dobrze, kiedyś natknęłyśmy się na nią. - wyjaśniła jedna pokrętnie, zanim nie pożegnały się i odeszły. Charlie westchnął i pokręcił głową. Kłamały. Nie znały jej ... Prawda ?
- Nie rozumiem ludzi. - powiedział, ale w jego sercu pozostało maleńkie ukucie niepewności ...
 
- Pięknie ! - Martyna zeskoczyła z murka ze śmiechem, kiedy jej siostra sfotografowała jak stoi na puentach w rozkloszowanej spódnicy. Wygląda jak anioł. Anioł z czarnym pasem karate. Siostry z ciekawością przyglądały się każdej napotkanej osobie, Angie często witała się, śmiała. Ludzie byli zaskoczeni na początku, że obca i do tego Amerykanka, ich zagaduje, ale później z przyjemnością plotkowali razem z nią i jej siostrą.
- Hej, jak się nazywasz ? - siostry odwróciły się, a ciemnowłosy przeczesał z zakłopotaniem włosy. Miał uroczy uśmiech, jakby coś zrobił i ciemne oczy. Był ubrany w dość eleganckie ubranie, jak na wesele czy coś.  Hej, nie wstydź się nas. Jesteśmy normalne. No może nie do końca normalne. Ale to nie takie ważne.
Jest naprawdę uroczy. Martyna, ty chyba oszalałaś ... Ale swoją drogą, Angie jest dziwnie spokojna. Kiedy tu leciałyśmy, opowiedziała mi trzysta scenariuszy, w każdym Charlie był z jakąś obcą dziewczyną, kiedy go spotkamy. Nuuudy. A teraz uśmiecha się radośnie. Jest stuknięta.
- Jesteście bliźniaczkami, prawda ? - siostry zaśmiały się i pokiwały głowami, kiedy Angie wyszła z incjatywą i uścisnęła chłopakowi dłoń.
- Angie, a to moja siostra Emma. Miło mi Cię poznać. - uśmiechnęła się.
- Posłuchaj, wiem, że będę brzmiał jak wariat, ale właśnie rzuciła mnie dziewczyna, mam  przyjęcie przed weselne,  a jeśli pojawię się tam bez partnerki, to moja rodzina mnie zabije. - jęknął, kiedy wrzucił wszystko z siebie na jednym oddechu i westchnął. Siostry uśmiechnęły się do niego.  Idealny towarzysz dla nas. Jeśli potrafił podejść do obcych dziewczyn z taką prośbą, to musi być naprawdę zdesperowany i odważny. Pomożemy mu.
- Nie jesteś wariatem. - Angie uśmiechnęła się do niego. - Jak się nazywasz ?
- Edmund. - chłopak był niewiele od nich starszy, ale wciąż wyglądał trochę na dzieciaka. - Och, proszę, mogę nawet wam zapłacić ...  Płacić ? Człowieku, właśnie szykuje się wielka przygoda, a za to się nie płaci !
- Hej, kolego, nie rozpędzaj się. - siostry roześmiały się i porozumiały się spojrzeniami. - Z miłą chęcią Ci pomożemy. - uśmiechnęły się oboje do niego, a mu spadł kamień  z serca. Och, matko. One ... Och Jezu. Będę je całował po stopach, jeśli ten podstęp się uda.
- Jezu, nie myślałem, że mogę to powiedzieć, ale kocham was. Ratujecie mi skórę, naprawdę. - siostry zaśmiały się, kiedy ruszyły ku przygodzie ...
 
- Gdzie jesteśmy ? - Angie z zachwytem rozglądała się na boki i pstrykała zdjęcia. Przez przypadek wpadła na kogoś i zaśmiała się, przepraszając. Jezu, niezdara ze mnie.
- Regent's Park, miłe panie. - chłopak kiedy przestał się stresować , okazał się być zabawnym, szarmanckim młodym mężczyzną, który ze śmiechem zaproponował jedno ramię jednej siostrze, drugie drugiej, a ona roześmiały się i wsunęły ręce. Och, jaki uroczy. Aż tylko wściskać.
- A więc, chcesz może, Edmundzie, opowiedzieć nam, dlaczego twa wybranka serca rzuciła Cię w jakże tak ważnym dniu ? - Emma udawała poważną, ale zachichotała, a chłopak dołączył do niej. Ludzie wpatrywali się w nich z zaciekawieniem, kiedy mijali pary na ławkach, niekiedy młodzież szkolną, staruszków ... Wszyscy byli w parku !
- Uważała, że jestem dziecinny. - westchnął rozdzierająco, a Angie pstrykała zdjęcia.  - Od dawna nam się nie układało, ale mogła poczekać tej jeden dzień. - wywrócił oczami. Ale nie, ona musiała gwiazdorzyć. - Ale spotkałem dwie cudowne Amerykanki, które o dziwo nie pomyślały w pierwszej chwili, żeby zgłosić mnie na policję, tylko zgodziły się mi pomóc ! - siostry zaśmiały się, kiedy Angie wsunęła rękę z ramienia chłopaka, aby wygodniej było jej robić zdjęcia. Cudowne ? Och, uwielbiam szarmanckich Anglików !
- Tak już mamy. Super bohaterki . - zaśmiały się, a chłopak im zawtórował, kiedy w oddali zauważyli krzątającą się grupę ludzi w eleganckich strojach. Chłopak westchnął.
- Jak mam tylko wytłumaczyć, że mam was dwie ? - roześmiał się. - Powiem, że chodzę na przemian raz z  jedną, raz z drugą ? - siostry zaśmiały się, a Angie zawirowała ze śmiechem, klaszcząc w dłonie.
- Jasne, genialny pomysł ! - parsknęła chichotem. - Możemy przecież wymyśleć, że jestem tylko jej klonem, niedoskonałym,ale zawsze klonem i że mam zrobić wam zdjęcia. Albo że jesteśmy siostrami syjamskimi albo że widzą ją podwójnie albo ...
- Hej, hej, Angie, rozpędzasz się. - chłopak roześmiał się. Jest zabawna. Z siostrą niepodobne z charakteru, zdążyłem zauważyć. Martyna czy też Emma jest bardziej spokojna, kiedy jej siostra to wulkan energii. Nie wiem czy wytrzymałbym z nią długo. - Zawsze mogę powiedzieć, że jedna z was jest dziewczyną mojego brata. - roześmieli się, kiedy minęli kolejną ławkę na której siedziała dwójka chłopaków, a nad nimi stały dwie dziewczyny, kiedy rozmawiali cicho.
- Ile lat ma twój brat ? - Angie przechyliła z ciekawością głowę, a słońce świeciło jej w oczy.
- Osiem. - dziewczyna zachichotała jak szalona, a siostra i nowo poznany zawtórowali jej. Dziewczyny, które otaczały chłopaków, obejrzały się na nich, ale szybko z powrotem skupiły wzrok na dwójce na ławce.
- Myślę, że chyba czas na zaręczyny, bo niedługo będziemy za starzy na ślub! - ze śmiechem wskoczyła na murek, a ludzie patrzyli jak z gracją robi saldo do tyłu i ląduje tuż obok chłopaka. Rozległy się okrzyki i oklaski, kiedy ona udawała skromnie, że uchyla kapelusza.
- Jesteś akrobatką ? - gwizdnął ze zdumieniem Edmund, a Angie pokręciła głową, biorąc od Emmy aparat.
- Skądże. Jestem zwyczajną amerykańską studentką. - uśmiechnęła się uroczo, po czym ruszyła na weselne przyjęcie ...
 
- Idziemy powoli ? - podnieśli się z ławki i ruszyli ku wschodniej części parku, gdzie zazwyczaj odbywały się różnego typu przyjęcia, imprezy rodzinne. Chłopcy zaśmiali się, kiedy jakaś nieostrożna dziewczynka wpadła na nich i zaczęła przepraszać z dużymi oczami. Słodka mała.
- Hej, mała, nie musisz się nas bać. Nie zjemy Cię. - Leo zniżył się do jej poziomu podobnie jak Charlie. - Gdzie się tak śpieszysz ? - mała z palcem w buzi wskazała brodą na grupkę elegancko wystrojonych ludzi. Sama miała na sobie szykowną sukienkę.
- Mój kuzyn się żeni. - wyjaśniła. - A mój starszy brat przyprowadził nową dziewczynę, ale nic nie mówcie, bo to sekret. - przyłożyła palec do ust. - Ma śmieszny akcent.
- Chcesz, żebyś Cię podprowadzili ? - zaproponował Leo, a dziewczynka kiwnęła głową, kiedy wziął ją za rękę i ruszyli ku gościom.
 
- Och, Molly, gdzieś ty była ?! - jakaś kobieta załamała ręce, kiedy chwyciła dziewczynkę w ramiona. - Przepraszam was, jest strasznie nieposłuszna. - kobieta uśmiechnęła się przepraszająco do zespołu. - Uroczy z was chłopcy, że przyprowadziliście ją. - dziewczynka wyrwała się z uścisku matki, która postawiła ją na ziemię, a ona ze śmiechem pobiegła w kierunku grupki młodych ludzi, podobnie elegancko ubranych. Leo i Charlie wpatrywali się z uśmiechami jak jakiś chłopak w garniturze chwyta małą na ręce i obracają się, a dziewczynka śmieje się.
- Hej, gdzieś ty bywała, Molly , łobuzie ? - dziewczynka zaśmiała się, kiedy chłopak postawił ją na ziemi, a ona chwyciła za dłoń jakąś szczupłą dziewczynę z lekka kasztanowymi włosami, które zaśmiała się szczerze i głośno.
- Chodź, nowa dziewczyno Edmunda, musisz koniecznie poznać wszystkich ! - powiedziała z przekonaniem, a starsi zaśmiali się.
- Słoneczko, mówiliśmy Ci ani słowa nikomu, że jestem nowa. To nasz mały sekret. - mała pokiwała głową i zmarkotniała.
 - Ale juz powiedziałam. - jęknęła, a Edmund poderwał głowę.
- Molly, komu powiedziałaś ... - zaczął, kiedy dziewczynka wskazała na chłopców, którzy poczuli się jak intruzi.
- Tym chłopakom. Oni nie są chyba naszą rodziną, prawda ? - Edmund podniósł wzrok i odetchnął z ulgą i uniósł dłoń w geście powitania, a Charlie i Leo odpowiedzieli tym samym.
- Nie, na szczęście nie, łobuzie. - dziewczynka ze śmiechem pobiegła dalej, kiedy chłopak podszedł do smukłej kasztanowłosej, która była ubrana w rozkloszowaną spódnicę i zwiewną białą bluzkę.
- Boże, chyba nie wytrzymam do końca i sam się przyznam.  - jęknął, a dziewczyna zaśmiała się.
- I co powiesz ? Hej mamo, hej tato, hej stary wuju, właśnie znalazłem na ulicy seksowną Amerykankę i postanowiłem ją namówić, aby została moją dziewczyną na parę godzin ? Przyznaj sam, że brzmi to absurdalnie. - chłopak pokiwał głową, kiedy ktoś wpadł na niego, idąc tyłem z wielkim aparatem w dłoni i torbą fotograficzną na ramieniu.
- Hej, a ty gdzie tak pędzisz ? - odwrócił do siebie jakąś dziewczynę, której twarz była ukryta w cieniu ronda kapelusza, a na oczach miała okulary. Była ubrana w długi biały płaszcz, czarne dżinsy i żakietową granatową bluzkę.
- Do was, zakochańcy... - ten śmiech . Gdzieś Charlie już go słyszał ...
- Naprawdę nie mam pojęcia, jak wam dziękować. Czy wszyscy w Ameryce są tak mili ? Muszę koniecznie pojechać tam i poszukać sobie kandydatki na żonę. - zaśmiali się szczerze.
- Tylko my. - przyznały obie dziewczyny ze śmiechem. - A teraz, mogę uwiecznić jakże piękny moment ? - dziewczyna z aparatem odsunęła się od pary i zrobiła im zdjęcie, zanim w ekranie aparatu nie zobaczyła dwóch sylwetek w oddali ...

- Jasna cholera ! - szepnęła i odwróciła się gwałtownie tyłem, a Edmund i Emma wytrzeszczyli oczy.
- Angie, co się ... - dziewczyna przyłożyła dłoń do ust chłopaka, aby jego słowa nie doleciały do dwóch osób, stojących kawałek od nich.
- Ani słówka. Nie mogą odkryć, że tu jestem. - powiedziała poważnie, kiedy wyszeptał, jak zabrała dłoń z jego ust:
- Kto ?
- Te dwa typki, co stoją pod tym dębem. - Edmund odwrócił się i wciąż zaobserwował dwóch chłopaków, którzy wpatrywali się w nich z ciekawością. Angie stała do nich tyłem, udawała, że coś pokazuje Martynie w aparacie.
- A co z nimi nie tak ? - Angie wywróciła oczami, kiedy podeszła do niej młodsza siostra Edmunda.
- Hej, mam dla Ciebie wiadomość od mojego kuzyna. - powiedziała z poważną miną. - Chciał się spytać czemu do jasnej anielki wcześniej nie widział Cię i twojej siostry i czy chciałabyś mu towarzyszyć w przechadzce. - Angie jęknęła rozdzierająco, a Martyna nastąpiła jej na stopę, aby siedziała cicho.
- O co wam .... - zaczął Edmund, kiedy dziewczyny machnęły dłońmi tym samym ruchem.
- Nic, nieważne. - westchnęły obie. - Jasne, z chęcią zniknę, byle dalej od tej dwójki. Marti, będziemy w kontakcie ! - zawołała Angie, kiedy dziewczynka pociągnęła ją za dłoń, aby wpadła wprost w umięśnione ramiona jakiegoś ciemnowłosego z rozbrajającym uśmiechem, który zaproponował jej ramię, a ona z wdzięcznością je przyjęła, kiedy ruszyli ścieżką wzdłuż niewielkiej sadzawki.
 
- Wiesz, mam dziwne przeczucie ... - zaczął Leo, kiedy w końcu ruszyli w kierunku metra, wciąż wpatrując się w sylwetkę chłopaka i dziewczyny oraz tej dziewczyny z aparatem, która szła z ramieniem wsuniętym w eleganckie ramię jakiegoś ciemnowłosego.
- Że gdzieś widziałeś te dziewczyny ? - Leo spojrzał zaskoczony na kumpla, który pokiwał głową. - Też o tym pomyślałem. Możemy przejść się tak, że wpadniemy na tamtą dwójkę. - wskazał dyskretnie na dziewczynę z aparatem i chłopaka. - Mam takie dziwne przeczucie, że unika nas ...
 
- Więc mówisz, że jesteś tu na chwilę ? Okropnie szkoda. Amerykanki są znacznie ładniejsze niż Angielki. - ciemnowłosy powiedział z uśmiechem, a Angie zaśmiała się szczerze, kiedy szła po krawężniku.
- Dziękuję Ci za ten komplement, ale chyba trochę przesadzasz. Wasza kuzyneczka, Molly, jest uroczą dziewczynką. - chłopak zaśmiał się i pokiwał głową.
- Rzeczywiście, Molly to promyk słońca w naszej rodzinie. Ale wciąż intryguje mnie jakim cudem twoja siostra została dziewczyną mojego kuzyna ...
- Po prostu biedak potrzebował pomocy, a ja nienawidzę zostawiać ludzi bez pomocy. - dziewczyna zaśmiała się głośno. - Jestem taka z natury, z siostrą zazwyczaj pomagamy każdemu, kto potrzebuje tej pomocy, a Edmund wydaje się naprawdę porządnym człowiekiem. Podobnie jak ty. Powiedz, dlaczego ty nie miałeś partnerki na ten jakże emocjonujący zjazd rodzinny ? - wywrócił oczami na to wspomnienie.
- Moja partnerka postanowiła zastrajkować i nie łazić cały dzień po jakimś parku. Ma ważną pracę magisterską, nie ma czasu. - westchnął, po czym spojrzał na swoją towarzyszkę. - A wy co robicie w Londynie ?
- Zwiedzamy. - powiedziała wymijająco. - Mamy parę spraw biznesowych do załatwienia. To chyba wszystko. - wzruszyła ramionami.
- Skądś kojarzę Cię ... - zmarszczył brwi. - Nie mam pojęcia, skąd ...
-  Och, to mylne wrażenie, nie spotkaliśmy się nigdy ... - urwała, kiedy na ścieżkę, którą szli w kierunku Edmunda i Martyny, wyszli ...
- Ja pierniczę. - wyszeptała i zbladła. - Chciałabym Ci powiedzieć, że miło się z Tobą gawędziło i wogóle ... Przekaż światu, że byłam naprawdę grzeszna, że ...
- Hej, o czym ty mówisz ... - zaczął, kiedy postacie przed nimi zamarły.
- Mówię o tym, że właśnie zaraz ktoś mnie zamorduje. - wymamrotała, po czym nie patrząc na nic, pobiegła w kierunku dwóch sylwetek ...
 
Wszędzie rozpoznałby ten oczy. Ten uśmiech. Ten śmiech. Wiedział, że to ona. To musiała być ona.
- Och matko to przecież ... - wymamrotał Leo, kiedy Charlie ruszył do przodu, aby chwycić dziewczynę w ramiona, kiedy zawirowali w miejscu, zanim nie zatrzymali się. Jej aparat uderzał raz w jego żebra, a raz w jej biodro, ale nie zwracali na to uwagi.
- Daj sobie wytłumaczyć. - powiedziała szybko, zanim zaczęła potok słów : - Ten gościu, który stoi koło Martyny, spotkał nas na ulicy i poprosił, aby jedna z nas udawała jego dziewczynę, bo tamta rzuciła go, a on nie mógł się pojawić na tej imprezie bez dziewczyny, a ten typek, co z nim szłam, to jego kuzyn, jego dziewczyna nie przyszła, bo pisze pracę magisterską. Absolutnie nic do niego czuję i broń Boże do Edmunda. Po prostu uznałam, że szkoda chłopaka i musiałyśmy mu pomóc. Wierzysz mi, prawda ? - westchnęła, kiedy on ... roześmiał się. Głośno i szczerze.
- Jesteś niemożliwa, Errikson. - zaśmiał się. - Ratujesz obcego człowieka, udając jego dziewczynę ?! To nawet mocno zakręcone jak na Ciebie.
- Ale to Martyna udaje, ja nie śmiałabym ... Przecież chyba wciąż ... - miała duże oczy.
- Jesteśmy parą ? - dodał Charlie, zanim nie roześmiał się znów. - To ja martwiłem się, że zapomniałaś o mnie.
- Nigdy nie zapomniałam o Tobie, Lenehan. - wywróciła oczami, a ich usta złączyły się w pocałunku...
Tęskniłem za nią. Za jej dotykiem. Za jej zapachem. Śmiechem. Uśmiechem. Gadaniem. Jest taka sama, ma trochę bardziej opaloną skórę i jaśniejsze troszeczkę włosy, ale nic się nie zmieniło. Dalej jest taka wątła i szczupła, wciąż pachnie tym swoim gorzko-słodkim zapachem, wciąż  idealnie całuje i wciąż jak dotyka mnie to czuję się, jakby kopnął mnie prąd. Chyba to się nie zmieni. Och, Angie, tak tęskniłem, maleńka ...
Tęskniłam za nim, nawet nie wiedziałam, jak bardzo, dopóki mnie nie dotknął. Poczułam, że znów żyję, że moje serce bije tryliard razy szybciej niż normalnie, że przez moje ciało przechodzi ten sam prąd, te same iskry, które rozpalają moje serce. Kocham go. Boże, jak ja go kocham i jak bardzo mi go brakowało. Charls, wciąż całujesz jak dawniej. Wciąż czujemy to samo. Zakochanie. Zachwyt. Zauroczenie. Miłość.
- Och, matko. - kiedy ich usta oderwały się od siebie, to były ich pierwsze słowa. Wpatrywali się w siebie wielkimi oczami, jakby dopiero się zobaczyli po raz pierwszy. Jakby pierwszy raz ich usta spotkały się. Każdy pocałunek był inny. Ten był perfekcyjny, choć dziesiątki oczu były w nich wlepione.
- Patrzą się, prawda ? - szepnęła, patrząc na niego, a on uśmiechnął się szeroko.
- Niech się patrzą. I niech zazdroszczą. Jesteś moja. I zawsze będziesz. - przytulił ją i zawirowali w miejscu, śmiejąc się jak dzieci.
- Leo. - Angie odsunęła się na chwilę od chłopaka, aby udusić w uścisku bruneta, który śmiał się głośno. Niektórzy goście z przyjęcia patrzyli się na nich, ale Edmund uspokoił ich szybko, że to nie jest jego dziewczyna, tylko jej siostra bliźniaczka i przestali się tak interesować, a zajęli się jedzeniem. I winem. W szczególności tym drugim.
- Czemu nie powiedziałyście, że będziecie ?! - spytał, a Charlie pokiwał głową, zakładając ręce na piersi.
- Właśnie, czekam na wyjaśnienie. - roześmiała się i otarła pojedyncze łzy  z kącików oczu, a Charlie poczuł przyjemne ciepło na duszy.
- Miała być niespodzianka. Wiedziałam od Ciebie, Leo, że będziecie niedaleko studio, a potem jedziecie do Charlsa. Chciałyśmy was zaskoczyć, a wcześniej obejrzeć Londyn. A spotkaliśmy się tutaj. - uśmiechnęła się rozbrajająco. - Cóż, Bóg chyba tak chciał. - Charlie zaśmiał się, kiedy podeszli do nich Edmund i Martyna ...
- Angie, nie mam pojęcia, co się dzieje ... - Edmund wytrzeszczył oczy, widząc zespół. - Chwilka ... wy jesteście ... ty jesteś ... - spojrzał na Angie, która zaśmiała się i jęknął. - Jaki jestem ślepy ! Przecież to ty jesteś tą dziewczyną!
- Nie wiem, co oznacza zwrot tą dziewczyną, ale jeśli chodzi o nich - tak to Bars and Melody. - zaśmiała się, kiedy Charlie przyciągnął ją do siebie.
- A to jest moja dziewczyna. - zaśmiali się oboje, kiedy obejmował ją w pasie i pochylał się delikatnie. - Witaj, Martyno. - uśmiechnął się szeroko, a bliźniaczka Angie wywróciła oczami.
- Spadaj, Lenetan. Cześć, Leo. - rzuciła, ale nie ruszyła się z miejsca, żeby uściskać chłopaka czy coś. Edmund z zakłopotaniem potarł dłonią kark i westchnął.
- Właśnie prawie odbiłem dziewczynę sławnemu chłopakowi. O matko, jestem okropny. - jęknął, a Angie i Charlie zaśmiali się.
- Spokojnie, ja jeszcze potrzebowałabym tryliard lat, żeby zapomnieć o nim na chwilę. - wszyscy zaśmiali się szczerze i wystawili twarze ku słońcu .
 
- Łap ! - Angie zeskoczyła z wysokiego murku wprost w ramiona Charliego i zaśmiała się, kiedy podstawił ją delikatnie na ziemi.
- Wciąż mnie zachwycasz. - przyznał szczerze, czując ciepło rozpływające się po jego duszy, kiedy zauważył na szyi dziewczyny naszyjnik, który podarował jej na urodziny parę miesięcy temu. Ze śmiechem pstryknęła go palcem w nos i zachichotała.
- Ja też tęskniłam. - była idealna w każdym calu, kiedy chwyciła go za dłoń. Torba i aparat obijały ją w bok, ale nie zwracała na to uwagi.
- Chcesz mnie zaprowadzić w jakieś szczególne miejsce ? - spytała z uśmiechem, a on objął ją ramieniem, kiedy ich dłonie były splecione. Pocałował ją delikatnie we włosy, a ona zaśmiała się.
- Czemu się tak śmiejesz, Errikson ? Powiesz mi czy mam Cię zmusić ? - zaśmiali się oboje, wiedząc, że to dziewczyna rządzi w ich związku. Chociaż nie. Oboje się rządzili.
- Śmieję się, bo wciąż jesteś tak uroczo nieznośny. - uśmiechnął się rozdzierająco.
- Zakochańce, uważajcie, jak idziecie. - mruknęła Martyna ze śmiechem, a siostra zaśmiała się, podobnie jak jej chłopak i Leo.
- A ty co taka ponura ? Żałujesz, że nie zostaniesz dłużej na przyjęciu weselnym ? - objął ją ramieniem, a ona prychnęła i wsobodziła się z jego uścisku.
- Nie, po prostu ... - nie dokończyła, kiedy jakieś dwie dziewczyny stanęły jak wryte na środku ścieżki.
 
- Hej wam. Chyba się już dzisiaj spotkaliśmy. - Leo nie tracił tupetu, kiedy rozpoznał w dziewczynach te same, co podeszły do nich jakiś czas wcześniej. Charlie nie zwrócił zbytniej uwagi, kiedy z uśmiechem szeptał coś Angie do ucha, a ta chichotała.
- Leo. - jedna uśmiechnęła się. - Co za spotkanie, to nie przypadek ... - powiedziała, zanim zauważyła dziewczynę koło chłopaka. - O widzę, że spotkałeś swoją ...
- Przyjaciółkę. - Leo objął ramieniem Martynę. - A teraz wybaczcie, śpieszmy się gdzieś. - szturchnął zakochanych i ruszyli, mijając zaskoczone fanki, które kiedy tylko je minęli, zaczęły wszystko nagrywać i fotografować ...
 

4 komentarze:

  1. Ten koniec z nagrywaniem i fotografowaniem mnie powalił.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie ♥ ahh nie wiem co napisać! Jest po prostu idealny! Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju mega rozdział i nie mam do tego wątpliwości,że piszesz niesamowicie :)) Życzę weny i do następnego :))

    OdpowiedzUsuń