sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział XXVII

Dłuższy czas później ...
- Idźcie już. - powiedziała, przełykając łzy. - Musicie już iść. - po raz ostatni uścisnęła Leo, który pogłaskał ją po włosach, zanim odszedł, szurając walizką po płycie podłogi lotniska. Angie spuściła wzrok i westchnęła.

Och matko. Trudno było mi pożegnać się z Leo,którego pokochałam jak brata, a z nim ... Chyba się załamię. Nie, Angie, jesteś silna. I powiesz mu wszystko, co zaplanowałaś.
- Nie chcę się żegnać. - powiedziała, kiedy objął ją mocno ramionami.  
Ja też, maleńka, ja też .... Chciałbym abyś jechała ze mną. Boję się, że to może być ostatnia nasza chwila. Że coś nas rozdzieli.
- Angie, to nie jest koniec świata. Przecież wiesz, że nie zostawię Cię. Przyjadę ... - przerwała mu, odsuwając się od niego delikatnie.  
Charlie, to nie takie proste. Przecież będziemy mieszkać przez ocean. Nie morze. Ocean. To tysiące mil morskich. Nie wiem czy wciąż będziemy to czuć do siebie. Ja zawsze będę Cię kochać, ale czy ty tak samo ?
- Charlie ... obiecaj mi, że będziesz szczęśliwy. - miała łzy w oczach. Powiesz to, Angie, dasz radę. Jesteś silna. Musisz być silna. Nie pokazuj tego, co Cię rani. Że jesteś przerażona. Nie pokazuj tego. Ukrywaj. Ufaj sobie i Bogu, że ma plan. - I jeśli tak ma być, to zapomnij o mnie, proszę ... Może w Anglii znajdziesz kogoś, kogoś innego ode mnie ... Jeśli tak, zrozumiem i wciąż będę Cię kochać, ale nie chcę Cię więzić, aż mnie znienawidzisz ... Pamiętaj, chcę twojego szczęścia... - wybuchnęła płaczem, kiedy on chwycił ją w ramiona, kiedy ludzie się patrzyli na dwójkę młodych ludzi. Nie chcę nikogo innego, Errikson. Wiem, że to mówisz w dobrej wierze, ale nie potrafiłbym zapomnieć o dziewczynie, która zmieniła mnie. Nie zapomnę o Tobie. Nigdy. Zawsze będę zakochany bez pamięci w Tobie. I żadna odległość, czas tego nie zmienią.
- Angie, nie zapomnę Ciebie, choćbyś bardzo tego chciała. Jesteś dla mnie najważniejsza. Nikt nigdy nie będzie na twoim miejscu, nikt nie zajmie mojego serca, bo będziesz w nim zawsze. Maleńka, uwierz mi, to przetrwa. Bóg ma plan, przecież wierzysz w to tak samo jak ja. Musimy się rozstać, aby spotkać się na nowo. Rozstania nie oznaczają, że ktoś zapomina o kimś. Zawsze będziesz ze mną. Tu, w sercu. - położył jej dłoń nad swoim sercem. - Angie, kocham Cię. - przycisnął swoje wargi do jej i ostatni raz pocałowali się, a on jeszcze na pożegnanie musnął wargami jej szyję, policzek, zanim nie usłyszał z głośników głosu obsługi lotniska.  Idź już. Nie chcę rozkleić się zupełnie. Jestem silna.
Jesteś silna, Angie. I moja. Wciąż taka będziesz, nawet jeśli wyjadę. Za jakiś czas zobaczymy się. Wierzę w to.
- Do zobaczenia... - wyszeptał, zanim z żalem i złamanym sercem odsunął się od niej i pobiegł na samolot, a ona została, patrząc, jak znika ...
Żegnaj, mój mały książę. Zawsze pozostaniesz w moim sercu. Nikt nie zajmie twojego miejsca. - upadła na kolana i zaszlochała, a ludzie patrzyli na nią ze współczuciem.
Nie odwracaj się. Nie odwracaj się, Charlie. Ona jest silna. Da sobie radę. Wciąż będzie Cię kochać.
- Proszę. - podał bilet kobiecie  z obsługi, kiedy po raz ostatni spojrzał na szatynkę. Och, Boże, ja muszę jeszcze raz ją ....
- Musisz już iść. - gdyby nie  delikatne popchnięcie kobiety, pewnie zawróciłby, ale tak musiał iść do przodu. Ze łzami w oczach, ale musiał iść.
- Wrócę do Ciebie. Obiecuję. - wyszeptał, kiedy już siedział w samolocie, a ten był kierowany na pas startowy.
 
Tydzień później ...
Kocham ją. Mocno. Naprawdę mocno.
Wstawił twarz do słońca, kiedy krople słonej wody, uderzającej o skały, spadły na jego twarz.
- Charlie, patrz ! - uśmiechnął się, kiedy Brooke coś z zainteresowaniem wskazywała mu dłonią.
- Jak się czujesz ? - Karen z lekkim niepokojem obserwowała syna, który po powrocie do Polski był jakiś nieswój. Ciągle coś pisał, wyrzucał setki pogniecionych kartek, jęczał, znajomi mieli problem z wyciągnięciem go na miasto ... Zmienił się.
- Dobrze. - rzucił zwięźle.
Lepiej jeśli wiedziałbym, że jest przy mnie. Jeśli słyszałbym bicie jej serca. I czuł chłód dłoni w swojej.
- Charlie, martwię się o Ciebie. - wypuścił głośno powietrze z płuc i przeczesał palcami włosy.
- Wiesz, że ja też ? - przyznał cicho. - Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Zupełnie. Nigdy się tak nie czułem. Ona ... jest jakby częścią mnie. Tą, którą nie chcę dzielić się z nikim.
- Więc może powinnieś ... - jego spojrzenie ze spokojnego zmieniło się na stalowe, a Karen po raz pierwszy pomyślała, jak duży jej syn już jest.
Zrobić to, o czym wszyscy mi mówią, tak ?! Po prostu wymazać z pamięci osobę, którą kocham całym sercem ?! Niedoczekanie wasze.
- Zapomnieć o niej, tak ? - Troy podniósł łeb, słysząc złość w głosie właściciela.
- Nie, to nie ... - on jednak wściekły, odwrócił się tyłem do niej.
- Kocham ją. Do cholery, mocno, najmocniej na świecie ! - wykrzyczał, a jego głos niósł się po pastwisku i skałach  i wodzie, gdy wpatrywał się w  ciemne fale. - I jestem gotowy dla niej zrobić wszystko. I nie pytaj skąd to wiem, ale mam pewność, że tak by było.  Ona jest chora, rozumiesz ?! - odwrócił się ze łzami w oczach do matki. - Chora. - powtórzył głucho, znów odwracając się do morza i skał, kiedy Troy przy jego nogach pisnął cicho.
Moja biedna maleńka. Nie wiem, co mogę zrobić, aby pomóc.
Jak to chora ? Co się stało ? Przecież wydaje się być absolutnie w porządku.
- Martwię się o nią. I jest dla mnie najważniejsza. Nic tego nie zmieni. - wcisnął dłonie do kieszeni kurtki. - Nigdy.
 
W tym samym czasie ...
- Będziemy tęsknić. - Filip i Jillan uścisnęli mocno szatynkę. - Pamiętaj o nas.
- Przecież przyjedziecie niedługo. - starała się jakoś trzymać, w szczególności, że parę osób ich nagrywało.
 Czemu muszą to robić. To jest pożegnanie. Z najbliższymi. To nie pikatny kąsek dla mediów, tylko prawdziwe życie.
- A nigdy o was nie zapomnę. Nigdy. - uścisnęła ich mocno, kiedy w głośnikach rozległ się głos obsługi lotniska. - Kocham was. - odsunęła się, po czym z klatką z psem ruszyła do odpowiednio terminalu z matką i siostrami przy boku. Tosia śmiała się radośnie z czegoś, siedząc na specjalnym wózku do bagaży, kiedy Martyna cicho rozmawiała z matką. Jillan i Filip jednocześnie westchnęli.
- Żegnaj, przyjaciółko. Do zobaczenia. - ciemne oczy po raz ostatni utkwiły w ich sylwetkach, zanim dziewczyna z rodziną zniknęła, a oni zaczęli kierować swoje kroki do domu.
 
Jakiś czas potem ...
- Hej, a co ty taki zmarnowany ? - Matty zaśmiał się, gdy jego przyjaciel kołysał się na siedzeniu obok w rytm muzyki, płynącej z głośników radia.  
Ma jakieś zapadnięte oczy. I o fryzurkę już tak nie dba... Hmmm ....
- Lenehan, chłopie, ciesz się, niedługo rozpoczyna się uniwersytet ! - zaśmiali się oboje. - Co ty powiesz na jakiś wspólny wypad za miasto ? Weźmiemy resztę ekipy i ... -  Charlie jednak pokręcił zdecydowanie blond czupryną, uśmiechając się zakłopotaniem.
Nie chcę reszty ekipy. Jakoś postanowiłem ich unikać. Nie wiem sam czemu. Lepiej mi się po prostu bez nich żyje. To wszystko.
- Nie mogę. Mam parę prywatnych spraw do załatwienia. - ciemnowłosy pokiwał ze zrozumieniem głową, kiedy zmienił bieg i wjechali na parking przed siłownią.  Charlie wyskoczył z samochodu, kiedy jego przyjaciel rzucił w jego kierunku torbę sportową z bagażnika.
- Pewnie chodzi o tą małą, nie ? - sztruchnął żartobliwie kumpla w żebra, a on zaśmiał się.
Mała czy nie, ale jest moją księżniczką. I tylko moją.
- Uwierz mi, że nie jest taka słodka jak się wydaje. Ale i tak jest moja. - pchnęli drzwi, gdy temat rozmowy zszedł na resztę kolegów z rocznika ...
 
W tym samym czasie ...
- Masz fajne znamię. - na te słowa, Martyna gwałtownie obróciła się, aby napotkać się spojrzeniem z jakimś kasztanowłosym pływakiem, którego z ciemnych włosów spływała woda, która małymi strumyczkami płynęła po jego nagim torsie.
Ok, czemu on się wpatruje mi w plecy ?!
- Facet, każdą tak podrywasz ? - założyła ręce na piersi, gdy ten roześmiał się.
- Miło mi Cię poznać. Michael jestem. - wyciągnął dłoń, a ona prychnęła, gdy na mokry strój zarzuciła lekką bluzkę.
Ładne imię, nie powiem. Sam też niczego sobie ... Ale przecież tego nie powiem mu, nie ?
- Zamierasz mnie śledzić ? - spytała, gdy ściskała pod pachą mokrą deskę do surfowania,idąc po rozgrzanym piasku, a w drugiej ręce trzymała trampki. Chłopak zaśmiał się, kiedy delikatnie wysunął deskę z jej uścisku i chwycił ją na głowę.
- Kradzież jest karalne, koleś. - spojrzał na nią przelotnie i zaśmiał się, a ona o dziwo razem z nim.
Dobra, zapunktował tym u mnie. Że jest dżeltelmeński.
- Myślę, że się dogadamy. Bo to ty jesteś tą bliźniaczką, co idzie do liceum z klasą taneczną, tak ? - pokiwała głową, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
A ten co brał, że tak się cieszy ?
Świetnie, że to akurrat na nią trafiłem !
- I to ty zapewne jesteś tą bardziej słodką. - zachichotał, gdy dziewczyna rzuciła mu udawane zezłoszczone spojrzenie, kiedy oddali sprzęt do wypożyczalni, a dziewczyna ukucnęła, aby wsunąć na stopy trampki.
- W którym kierunku idziesz ? - wskazała podbródkiem na lewo, a on pokiwał głową. - Czemu nie, mam czas, mogę Cię podprowadzić. - ruszyli powoli żwirowaną ścieżką, schowaną w cieniu drzew, gdy rozmowa zeszła na uczelnię ...
 
W tym samym czasie ...
- Cześć, jestem Angie. - szatynka uśmiechnęła się szczerze, po raz kolejny widząc tę samą dziewczynę, która biegła nie przerwanie po bieżni, gdy stanęła obok urządzenia. - A ty ? - oczy koloru trawy pomieszanej z szarym zlustrowały ją uważnie, kiedy wymalowany na krwistoczerwono paznokiec dotknął ekranu kontrolnego i urządzenie zastygło w bezruchu podobnie jak dziewczyna, która zarzuciła długie rude kosmyki na plecy.
Ma ładny kolor włosów. Zawsze taki chciałam. Ale nie pasowałbym mi.
- Maya. - rzuciła zadawkowym tonem, patrząc na niewielką osóbkę. - Ile masz lat, bo wyglądasz na czternastolatkę.
Dzięki, schlebiasz mi tym.
- Nie, mam siedmnaście. - zaśmiała się szczerze, widząc zdumienie rudowłosej. - Jak dużo ćwiczysz ? - wskazała podbródkiem na bieżnię, a rudowłosa uśmiechnęła się lekko.
- Codziennie, po pół godziny. - powiedziała z dumą. - A jeszcze trochę w domu. A co ? - przechyliła z ciekawością głowę, gdy szatynka stanęła na bieżni obok niej i wcisnęła odpowiednie przyciski i maszyna zaczęła działać.
- Nic, po prostu często Cię tu widzę. - na tym skończyła sie ich rozmowa, kiedy obie zaczęły w swoim tempie robić kolejne kilometry ...
 
- Niezła jesteś. - przyznała rudowłosa, kiedy szatynka wyszła przebrana w zwykłe ubrania.
- Dzięki, ale to raczej dzięki codziennym treningom sportowym. - przyznała Angie z uśmiechem.
- Co trenujesz ? - rudowłosa związała długie włosy w nieporządnego koka, kiedy wyszły z szatni i skierowały kroki do wyjścia.
- Dawniej tenis ziemny i łyżwiarstwo figurowe, czasami łucznictwo, ale teraz ... nie wiem. -rozłożyła bezradnie ramiona. - Od niedawna tu mieszkam, a nie wiem czy jest, gdzie trenować. - rudowłosa uniosła z namysłem brew, zanim wyciągnęła z kieszeni spodenek kluczyki do samochodu.
- Mogę Ci pokazać to i owo jak chcesz. Ale jest jeden warunek.
- Jaki ? - szatynka z namysłem przechyliła głowę.
- Opowiesz mi o sobie.

4 komentarze:

  1. Jezusie... Spokojnie Charlie. Wiem, że z miłości się wariuje ale no XDD
    Powodzenia na testach :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze cudo!!!! ❤ powodzenia ❤ czekam na next ❤😍 ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne *-* oczywiście czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń