niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział XIV

  

Następnego dnia ...
Czułem ten zapach, który uwielbiałem. Słodki-gorzki. To na pewno nie perfumy Leo. Tylko jedna osoba na świecie mogłaby tak pachnieć ....
- Wiem, że nie śpisz, możesz otworzyć oczy. - chłopak uniósł jedną powiekę, aby zobaczyć najpiękniejszą istotę na świecie, która wpatrywała się w niego ze śmiechem.
- Kim jesteś ? Aniołem ? - wymamrotał, a postać pochyliła się ku niemu i ich usta złączyły się w pocałunku, kiedy Charlie objął ramieniem plecy dziewczyny, którą przewrócił, tak że leżeli obok siebie. Ich czoła się stykały, kiedy muskali swoje usta.
- Kocham Cię, Angie. - chłopak wyszeptał, namiętnie całując dziewczynę w usta, a ona nie opierała się.
- Ja Ciebie też. Ja Ciebie też.... - wyszeptała z uśmiechem, kiedy ....
 
- Wyglądasz tak uroczo, kiedy śpisz. - czyjś szept. Charlie zaskoczony otworzył powieki ... Chwila ... otworzył powieki ?! Czyli tamto to był sen !
- Hej, coś się stało, bo wyglądasz jakby ktoś przywalił Ci w głowę ? - ktoś zaśmiał się cicho, zanim nie usiadł w nogach łóżka.
- Przed chwilą śniłaś mi się. - wyjaśnił z zaspanym uśmiechem, kiedy szatynka położyła swoją głowę koło jego. Miała mokre włosy, pachniała trawą cytrynową. Charlie wtulił się w nią, a ona w niego. I tak trwali.
Czy ona się położyła koło mnie ? Czy właśnie leżymy obok siebie ?
Co ja robię ? Niech ktoś mi wytłumaczy. Bo nie mam pojęcia.
- Jak się spało ? - spytała cicho, nie chcąc jeszcze budzić Leo. Jeszcze nie. Chcę mieć go na chwilę dla siebie, jeśli zaraz będziemy musieli się rozstać.
Jest taka urocza. Trochę chyba zakłopotana, bo się lekko rumieni. Onieśmiela mnie. Nic o niej nie wiem. A tak uwielbiam. To chyba chore. Ale jakże romantyczne.
Ma zdecydowanie za ładne oczy. Nie mogę patrzeć się na niego bez tego cholernego uczucia, że jestem galaretką. Wrrr, Lenetan, czemu nie możesz mieć głowy w worku na ziemniaki ?! Wtedy o wiele łatwiej by mi się myślało.
- Dobrze, ale ciągle bałem się, że twoja siostra wpadnie tutaj i zrobi coś znacznie gorszego niż przywalenie drzwiami w bark. - Angie zachichotała cicho, kiedy odgarnęła włosy chłopaka z czoła, aby zobaczyć niewielką rankę, praktycznie niewidoczną, w szczególności kiedy na twarz chłopaka zostanie nałożony makijaż.
Co ja narobiłam. Przywaliłam drzwiami idolowi. No super. Pomijając, że jest idolem, to jestem sierotą. Niedorajdą.
Możesz dalej mnie dotykać. Masz takie dłonie ... sprawiasz, że czuję się jakbym miał zemdleć. Jesteś taka delikatna i krucha. Zachwycająca.
- Ona jest po prostu zazdrosna, że nie jesteśmy same, to wszystko. W naszym życiu raczej nie bywają chłopcy, trudno odnaleźć się jej w tej sytuacji. Nie bój się, uchronię Cię przed nią. - uśmiechnęła się. - Przepraszam za to wcześniej. - dotknęła ranki na czole chłopaka. - To nie było specjalnie.
- Przecież wiem i nie gniewałem się nawet sekundę. - odgarnął jej włosy za ucho i uśmiechnął się,  ukazując dołeczki. NO JASNA CHOLERA. Przestań się szczerzyć, Lenetan albo natychmiast umrę tutaj !  - Wiesz żadna dziewczyna nie wchodziła mi do łóżka, oprócz Brooke. - wywróciła oczami na jego słowa. Jezu, naprawdę on jest dziwny. I leżę z nim w łóżku. Świetnie, brawo, Angie. Pakujesz się obcemu chłopakowi do łóżka.
Kocham jej ten charakterek, kiedy wywraca oczami, udając niezadowoloną. Zawsze tak robi.
- A dużo było ogólnie dziewczyn ? - spytała słodkim głosem, a on pokręcił głową, kiedy zachichotali.
- Martyna miała rację. Chłopcy myślą tylko o jednym. Żegnam pana. - chciała wstać, ale jego ramię wokół jej pleców skutecznie jej to przeszkodziło. - Hej, puszczaj mnie ! Charls, puszczaj mnie ! - zaśmiała się, kiedy musnął wargami jej szyję, gdzie miała łaskotki. Kocham sposób w jaki jesteśmy blisko siebie. Nigdy nie czułam czegos takiego. Że zaraz będę galaretką, jeśli mnie nie puścisz. Że pragnę z każdą sekundą poznawać Cię na nowo. I że jesteś we mnie zakochany.
Kocham jej chichot. Jej uśmiech. Kocham ją całą. Jej zadziorność, jej pewność siebie, którą wcześniej ukrywała. Chciałbym abyśmy zawsze byli blisko. Wierzę, że Bóg ma plan i że nie rozdzieli nas. Nie na zawsze.
- Nie to miałem na myśli. Chodzi mi, że żadna dziewczyna raczej nie była Tobą. - pstryknął ją palcem w nos. - Uwielbiam Cię całą, Angie, przecież Ci mówiłem. A w szczególności z rana, kiedy przychodzisz, aby mnie obudzić, położyć się koło mnie ...
- Po raz pierwszy tak przyszłam. - mruknęła, kiedy on uśmiechnął się szeroko.
- Ale czy to znaczy, że nie możesz częściej ?- była zdumiona jego zachowaniem. Zawsze wydawało jej się, że Charlie nie lubi kontaktu fizycznego z innymi, raczej stara się nie okazywać w tej sposób emocji, a teraz ...
- Angie, zamyśliłaś się. - Charlie powąchał jej włosy, które leżały rozsypane na poduszce . Czy ty wąchasz moje włosy ?! Jezu, naprawdę jestem w jednym pomieszczeniu albo z wariatem albo z ukrytym narkomanem.
- Tak, wybacz, zastanawiałam sie jak pozory mogą mylić. - uśmiechnęła się lekko. - Popatrz na nas. Czy powiedziałbyś gdybyś był na przykład swoim fanem, że nasza dwójka będzie kiedyś razem ? - Charlie z namysłem spojrzał na nią.
- Raczej nie, może dlatego, że ty jesteś śliczna, a ja okropnie brzydki. - wywróciła oczami na jego słowa. Jasne, jasne, kłamiesz. Dla mnie jesteś najbardziej przystojnym facetem na ziemi. Choć stukniętym na głowę. Ale cóż, coś za coś, co nie ?
- Widzę, że nie da się z tobą dogadać, jak jeszcze śpisz. - mruknęła, a chłopak uśmiechnął się.
- Na pewno pomoże jak mnie pocałujesz. - powiedział, a dziewczyna musnęła jego wargi, po czym zatopili się w pocałunku ...
 
To nie jest .... Jezu, to nie może być prawda. Jego usta ... chcę aby całował mnie tak codziennie.
Jej dotyk ... Odbiera jasność myślenia. Dobrze, że to nie ja prowadzę samochodu, bo wypadek byłby gotowy. Nie wiem, jak zaśpiewam dzisiaj, skoro juz teraz ona odbiera mi pewność siebie ... Chwila ... Dzisiaj .... Coś dzisiaj ... Wiem ! O matko, ma urodziny ! Jestem oficjalnie najgorszym chłopakiem. Księga Rekordów Guinessa należy do mnie w tej kategorii.
- Ja pierdzielę. - dziewczyna pogładziła chłopaka po policzku, kiedy patrzyła się dużymi oczami na niego jakby by zupełnie obcą osobą. Tak działali na siebie. Z każdą sekundą odkrywali siebie na nowo.
Czy to jest Charlie Joe Lenetan Green ? Ten chłopak ? I czy do cholery właśnie go pocałowałam ?! Sama z siebie ?! Jezu. Naprawdę, ten sen jest chyba najpiękniejszy ...
Uwielbiam jej zaskoczenie tak jak teraz, gdy ma duże oczy. Chyba nie może uwierzyć, że się pocałowaliśmy. Ja też nie. Podobnie jak to, że po trzech dniach znajomości jesteśmy parą.
- Musisz mnie nauczyć polskiego ... Nigdy nie mam pojęcia czy to, co mówisz, to coś do mnie czy  raczej gadasz do siebie ... - muskał wargami jej ucho, a ona chichotała cicho, próbując nie zbudzić Leo.
Nie rób tak. Jezu,Charls, nie całuj mnie, bo jak się obudzę, to będę kompletnie załamana. Chociaż w sumie .. To nie może być sen. Nawet w senie nie czuje się tak mocno czyjś perfum jak ja czuję jego.
- Przestań, zaraz go obudzimy i ...
- I co ? Leo, to jest mój najlepszy kumpel, podobnie jak twój. Na pewno nie ma nic przeciwko temu. No chyba, ze będzie niewyspany. Ale raczej nie zezłości się. - pocałował ją w policzek. No i znów. On jest serio napalony. Ale nie wycałowany. Nie wiem, nie znam się.  - Ale miło, że pomyślałaś o nim, doceniam to, że zawsze myślisz o nim, nawet jeśli znacie się chwilę.
- Nie ma sprawy. - Angie uśmiechnęła się.
- Masz przekute uszy ? - spytał zaciekawiony, a dziewczyna kiwnęła głową, przychylając tak, by zobaczył trzy dziurki i niewielkie kolczyki.
- Tylko jedno. - powiedziała ze śmiechem. - Taka właśnie jest dziewczyna, którą masz przed sobą. Bałam się przedziurawić drugiego i postanowiłam więc, że zostawię jedno. - Charlie zaśmiał się cicho.
- Czemu miałabyś się bać ? W końcu dałaś radę jedno, to i drugie też.
- Boję się igieł. - wyjaśniła. - I wiertarek. Nie śmiej się, woźny w szkole straszył mnie jedną ! - Charlie jednak chichotał jak szalony.  No świetnie. Teraz będzie już wogóle miał mnie za dziecko. Brawo, Angie, właśnie pokazałaś prawdziwą siebie. Małą dziewczynkę.
No nie mogę. Ona oprócz tego, że ma ten swój zachwycający charakterek, to do tego jeszcze gadane i jest taka ... zabawna. Urocza. Och, naprawdę wyjątkowa.
- Czyli w domu nie masz wiertraki ? - zaśmiał się, a ona wywróciła oczami. Ale żartowniś.
- Ej, nie obrażaj się, ale to zabawne ... Angie .... Angie .... Śliczna .... - Charlie przywrócił dziewczynę, tak by leżała na nim.
Śliczna ? Ohoho, koleś, szalejesz ! I czemu do cholery ja leżę na nim ?! O matko, matko, matko.
Spodobało się jej to. Zdecydowanie częściej tak będę do niej mówił.
- Przestań wariacie ! - zachichotała, kiedy opadła obok niego, a on muskał jej szyję wargami, wiedząc, że dziewczyna nie będzie potrafiła zachować powagi.
- To się odbraź ... - Charlie pogłaskał ją po policzku. - Dziewczynka bojąca się wiertarek. Uroczo brzmi, nie sądzisz ? - wywróciła oczami, kiedy on uśmiechał się szeroko. Kocham jak się na mnie tak patrzysz. Z udawanym niezadowoleniem, ale  z uśmiechem.
- Jezu .... moja głowa ... - jęknął Leo, kiedy podniósł się z materaca.Czuję się, jakby nachlał się, a przecież chyba nie piłem ?  - Charlie, wstawaj, zaraz pewnie śniadanie, jeśli nie zaspaliśmy ... - ziewnął ciemnowłosy, zanim nie spojrzał na łóżko kumpla, gdzie były dwie głowy ...
- Rozdwoiłeś się czy jak ? - spytał śpiący, a zakochani zachichotali, a wreszcie prawda dotarła do zaspanego szesnastolatka ...
- Angie, witaj, słońce. - ziewnął. - Nie wiedziałem, że tu jesteś. Jak zasypiałem, nie było Cię.
- Dopiero co przyszłam. - uśmiechnęła się do Leo, kiedy trzepnęła żartobliwie Charliego w głowę, kiedy chichotał wciąż z jej fobii.
- Widzę, że naprawdę się mocno kochacie. - zaśmiali się w trójkę, kiedy ... rozległo się pukanie do drzwi.
- Chłopaki, otwórzcie na chwilę. - to była Sysia. Charlie poderwał głowę, kiedy rozległ się drugi głos, także dziewczęcy i chłopięcy.
- Jasna cholera. - zaklnęła cicho  Angie po polsku, kiedy Charlie ją puścił, a ona wyskoczyła z łóżka i cichaczem ruszyła na balkon, ale Charlie wbił jej ten pomysł z głowy, kiedy chwycił za parę spodni leżącą na krześle, wziął ją za ramię, po czym cichaczem ruszyli ku łazience. Chodź, nie pozwolę, abyś skakała jak koza po górach, tak ty po balkonach. Jeszcze coś Ci się stanie. Poza tym, to całkiem zabawne. Że akurat kiedy pierwszy raz tak przyszłaś, złapali by nas razem. I żadne tłumaczenia nie zdałyby się, a twoja siostra urwałaby mi głowę.
- Jeśli coś, biorę prysznic. - Leo uniósł kciuk do góry, kiedy pukanie się powtórzyło. Jasne, słodziaczki. Jejku, kocham ich oboje, w szczególności kiedy się kłócą o coś albo rumienią się. Albo obie rzeczy jednocześnie.
- Idźcie już, zajmę się nimi. - uśmiechnął się, kiedy para w ostatniej chwili przymknęła na klucz drzwi łazienki, kiedy do pokoju weszli Jeremi, Sylwia, Sysia i Artur.
 
- Hej Leo. - Sylwia uśmiechnęła się szeroko, kiedy zobaczyła zaspanego Barsa. - Dobrze się spało ? - spytała, siadając na krześle. Hmm, jak zwykle .... Nie. O nie mogę. Jest u nich porządek. Cud !
- Jasne, aż za dobrze. - chłopak ziewnął, a z łazienki dobiegł odgłos kapiącej z prysznica wody. Sysia rozejrzała się po pokoju, rejestrując brak blondyna, ale później przypominała sobie, że przecież ktoś jest w łazience. Nie wiedziała tylko, że ...


DZISIAJ TAK KRÓTKO, BO RESZTĘ WSTAWIĘ JUTRO/POJUTRZE. PRZECIEŻ MUSZĘ JAKOŚ BUDOWAĆ NAPIĘCIE, NIE ? XDDD
KOCHAM WAS. ♥

3 komentarze:

  1. Ciekawy rozdział i serio w takim momencie musieli zapukać...? Nie masz serca :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdzial♡ uzalezniasz mnie od swojego bloga :') tak nie mozna... no to co? Czekam na reszte. NIE ZASNE PRZEZ CB! :D do nastepnego
    -K☆

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam czytać twoje opowiadania. Są bardzo ciekawe, prócz tego mają ciekawą historię. Bardzo polubiłam postać Martyny! (:

    OdpowiedzUsuń