sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział VIII

 
                                                                Zara Larsson - Weak Heart



Dziękuję serdecznie za stale rosnącą liczbę wyświetleń, a w szczególności Julci i kochanej Martynie oraz Rozalce, która zazwyczaj podaje najlepsze pomysły. ♥


 
- Charlie, naprawdę powinieneś wrócić póki jesteśmy blisko. - jęczała od jakiś pięciu minut, kiedy zaułkami szli w kierunku portu, który okazał sie być nie tak daleko. Chłopak wywrócił oczami po raz kolejny słysząc namolne gadanie dziewczyny, które uwielbiał, ale w tym momencie nie chciał tego słuchać. Chcę tu być z Tobą, uparta dziewczyno. To tak trudno zrozumieć, że w przeciągu dnia podbiłaś moje serce? Że czuję, że za wszelką cenę muszę być blisko Ciebie ? Wrrr, Angie, dlatego właśnie tak bardzo Cię uwielbiam . Że nie dostrzegasz czasami jak oddziałowujesz na ludzi. I że jesteś zachwycająca.
- Angie, po raz setny mówię Ci, nie chcę, aby stała Ci się jakaś krzywda. - dziewczyna mruknęła coś nie pochlebnego na temat niesprawiedliwego postrzegania kobiet i westchnęła. Jej oczy wlepiły się w sylwetkę chłopaka, który szedł z nią ramię w ramię i patrzył się pod nogi.
Jest idealny. Poważny, spokojny, z tym swoim zachwycający pół-uśmiechem, jakby coś wiedział, ale nie chciał mi tego powiedzieć. I te dołeczki. Dżisas, ile bym dała, aby kiedyś móc go pocałować.
Patrzy się na mnie. Czuję to.  Charlie spojrzał na nią kątem oka, a ona natychmiast odwróciła wzrok, ale chłopak upewnił się, co do swoich domysłów. Ona bała się mu patrzeć prosto w oczy. Czemu ? Angie, nie chcę nic Ci zrobić, a ty się zachowujesz jakbym miał zamiar Cię skrzywdzić. Księżniczko, to ja się boję Ciebie i tego, co ze mną robisz. Oboje boimy się nawzajem siebie. Cóż, musimy to przełamać.
- Boisz się mnie. -wypowiedział swoja myśl na głos, kiedy weszli na jedną z tłoczniejszych uliczek miasta. Angie rozejrzała się szybko, zanim nie zauważyła odpowiedniej nazwy ulicy oraz charakterystycznych latarni. Tłum zaczął się zagęszczać, kiedy torowali sobie drogę do odpowiedniej ścieżki.
- Chodź, nie pozwolę, abyś przez swoją głupotę się zgubił i żebym jeszcze Ciebie musiała szukać. - złapała go za dłoń mocno, tak aby nie oddalił się od niej, a on uśmiechnął się uroczo, kiedy szatynka zaczęła prowadzić go ku  przygodzie...
Złapała mnie za dłoń. O Boże. Ma tak delikatną skórę i chłodną. Jest urocza z tym swoim chłodem, że  mnie odpycha od siebie. Z każdą sekundą coraz bardziej mnie zaurocza. Zachwyca. Niedługo nie będę mógł się powstrzymać i ją pocałuję. A potem oberwę od niej w głowę. Cóż, dla tego chyba warto.
- Hej, czy to ... - jakaś brunetka nie dokończyła, kiedy Angie pociągnęła Charliego i zniknęli w wąskiej uliczce, całej zaparkowanej samochodami. Dziewczyna westchnęła i popatrzyła na chłopaka. No kochana, to był kiepski pomysł, mówi mi rozum. Ale serce szaleje z radości. Mam Cię dla siebie. Ale nie mogę Ci powiedzieć, co od tak długiego czasu czuję do Ciebie. I jak działa na mnie twoje spojrzenie, twój uśmiech ...
- Widzisz, ktoś jednak wie, kim jesteś. - wywróciła oczami, trzymając go wciąż za rękę. - Wiedziałam, że to się tak skończy. Teraz będę musiała Cię ratować przed tłumem wściekłych dziewczyn.-  Które są lepsze od mnie, bo nie są takie jak ja. Dzieli nas przepaść, a ty nigdy nie spróbujesz nawet do niej podejść. To bez sensu, on Cię nie ...
- To raczej Leo jest tym bardziej uwielbianym. - powiedział szczerze chłopak, a dziewczyna uniosła brew do góry, co nadało jej poważnego charakteru.  Czy naprawdę on nie widzi tego, jak na mnie działa ? Że jest osobą, która rozświetla mój szary dzień ? Czy on jest ślepy ? I że przez niego jestem galaretką ?
- Nie doceniasz się, Charls. - powiedziała z dawką ... miłości ? Chłopak uśmiechnął się, słysząc jej głos, tak zabarwiony emocjami jak nigdy wcześniej i uścisnął jej dłoń, a ona spojrzała na ich ręce, które podczas ucieczki splotły się ze sobą. Podniosła na niego zaskoczony wzrok, a Charlie zauważył w ciemnych tęczówkach błyski ... szczęścia, eforii ?, zakochania?. Hej, hej, nie rozpędzaj się tak, stary. Powoli, krok po kroku. Ona nie jest taka jak wszystkie. Dlatego jeszcze bardziej jej pragnę. Bo różni się od nich i jest zachwycająca.
- Dobra, chodźmy, Jill umrze zanim dotrzemy. - puściła nagle jego dłoń i ruszyła z werwą do przodu, a chłopak obserwował chwilę jak sprężystym krokiem maszeruje, zanim nie odwróciła się w jego stronę.
Czemu ten cudowny dzieciak tak się zachowuje ? To zupełnie inny człowiek niż się wydawało. On ... jest taki normalny.  To nie jest tylko gwiazdor. On ... jest kimś, o kim bym nie pomyślała.
- Mam prowadzić Cię za rękę ? - spytała zadziornie, kiedy w końcu podszedł do niej i ruszyli ramię  ramię. Słońce wciąż wisiało na nieboskłonie, a przyjemne ciepło pieściło skórę. Angie uśmiechnęła się, zrelaksowana i przymknęła na sekundę oczy, zanim o mały włos nie wpadła na słup, ale na szczęście Charlie przyciągnął ja do siebie. Ich klatki piersiowe się stykały, kiedy dziewczyna podniosła na niego wzrok.
O mój słodki Boże. Nie mogę. Umieram.
- Zawsze jesteś taka nieostrożna ? - zaśmiał się, kiedy odsunęła się od niego i zakłopotana założyła włosy za ucho.  Nie, tylko zazwyczaj na spacer chodzę z psem, a nie chłopakiem, którego uwielbia milion dziewczyn i który jest idealny. To wszystko.
- Nie, to tylko dlatego, że się boję o Jillan. - powiedziała szczerze i ruszyła do przodu, próbując zapomnieć o wcześniejszej bliskości z idolem, który coraz bardziej nią zaintrygowany, szedł przy jej boku, kiedy weszli w kolejną, mniej uczęszczaną niż wcześniejsze uliczkę, gdzie widać było w oddali majączące się budynki przetwórni ryb. Angie  z namysłem rozejrzała się wokół, ale nigdzie nie zauważyła burzy ciemnych loków i zielonych jak u kota oczu.
- Czemu wołałaś o pomoc ? I czemu się mnie boisz ? - blondyn zapytał po chwili ciszy, a hałasy na około ucichły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dzieci przestały krzyczeć, ptaki nie krakały- kompletna cisza. Angie spuściła wzrok i zaczęła się bawić nitką z koszulki, próbując zapomnieć o pytaniach.  No nie. Zaczyna się. Przecież ja nie chcę bawić się wydział śledczy. Ja ... jak mam Ci powiedzieć, że mnie onieśmielasz, bo jesteś moim idolem, że chciałabym, abyśmy byli bliżej, ale to niemożliwe, bo to nie jest pieprzona bajka dla dzieci i w normalnym życiu chłopak nie zakochuje się w takiej dziewczynie jak ja ?
- Angie, proszę powiedz mi. - Charlie zastąpił jej drogę i delikatnie chwycił w ramiona, a ona podniosła na niego ciemne oczy.
Jezu, jej oczy . Tak ciemne. Tak piękne. Zachwycające. Tajemnicze.
Czemu się tak na mnie patrzy ? Z taką ciekawością, zainteresowaniem?! Czy coś ze mną nie tak ?
- Tak naprawdę nie wołałam o pomoc. - wyjaśniła w końcu, próbując uniknąć jego wzroku, który odbierał jej pewność siebie. - To było raczej zwykłe narzekanie, ale Jillan uznała, że bez niej to zginę w towarzystwie ludzi z nie swojego stopnia społecznego. Postanowiła więc mnie uratować.
- Co masz na myśli mówiąc ludzie z nie swojego stopnia społecznego ? - spytał zaintrygowany, a ona wzruszyła ramionami, na ile pozwalały jego dłonie na jej barkach.  Kochany, proszę, nie dotykaj mnie. To przeszkadza mi skupić myśli i emocje w kupkę. Boję się, że zaraz naprawdę się rozsypię.
- Nie jestem po prostu taką osobą. No wiesz, znaną, popularną, lubianą.- wywróciła oczami. - Jestem nikim szczególnym i raczej nie przebywam w takim towarzystwie.
- Źle się czujesz w towarzystwie ekipy ? - spytał. - W moim ? - wskazał na swoją pierś, a ona westchnęła i odgarnęła włosy z twarzy. Miała to w zwyczaju, kiedy denerwowała się albo nie wiedziała, co powiedzieć. Albo była zawstydzona. Kochał ten ruch.  Człowieku, w twoim towarzystwie, czuję się jak ostatnia sierota. Albo gorzej. Galaretka- sierota.
- To nie tak. - wyjaśniła w końcu. - To raczej poczucie odmienności. Ty tego nie zrozumiesz, bo sam jesteś ... - popatrzyła po nim. - sławny, lubiany, znany. Osoby jak ja po prostu czują się gorsze od was. - wypuściła powietrze z płuc. - Jesteście pewnego rodzaju "bogami". - zakreśliła cudzysłów w powietrzu. - A my biednymi mróweczkami. To trochę ... dziwne, jeśli w pewnym momencie lądujesz w takim świecie. Trudno się w nim odnaleźć. - popatrzyła na niego. - Wiem, masz mnie za wariatkę. - machnęła dłonią. - Dużo ludzi mi to mówi, nie zdziwisz mnie tym.
- Więc nie lubisz towarzystwa ludzi jak ja ? Dlatego że jesteśmy popularni ? - dziewczyna pokręciła głową, nie mając pojęcia do czego zmierza ta rozmowa.
- Nie, nie, to nie tak. Ja po prostu ... wstydzę się was. - zakłopotana zagryzła delikatnie wargę i spuściła wzrok. - Onieśmielacie mnie. To wszystko. - spoltła dłonie ze sobą i westchnęła.
- A dlaczego się mnie boisz ? - nawet nie myśląc dotknął jej policzka, a ona o mały włos nie odskoczyła od niego, ale trzymał ją za ramię. Zaskoczona, podniosła na niego wzrok pełen sprzecznych emocji.
- Widzisz, mam rację. - powiedział, uśmiechając się kącikami ust. - Zawsze tak reagujesz jak Cię dotknę.
- Przecież już mówiłam, że ...
- Ale na dotyk Artura czy Leo tak nie reagujesz. - blondyn spoważniał. Czemu ja, akurat ja ? To jest jakieś przekleństwo, Charlie Lenetan zakochasz się w dziewczynie, która na twój widok chce uciekać gdzie pieprz rośnie ? Dzięki Boże, naprawdę świetnie. - Co jest takiego we mnie, że wywołuję w tobie taki strach ? Masz zawsze takie duże oczy, kiedy się na mnie patrzysz. Jakbym miał zaraz zamiar zrobić Ci krzywdę. Czy to dlatego, że jestem starszy ? - spytał ze słabo ukrywanym smutkiem. Czy on jest zmartwiony tym, że się go boję ?! Co tu się wyrabia, nie ogarniam jego myślenia... Przecież ja jestem zwykła, może trochę gadatliwa, ironiczna, ale na pewno nie ... dziewczyną, która mogłaby go w jakiś sposób interesować.
- Czemu się o to pytasz ? - powiedziała w końcu, zdumiona do granic możliwości. - Jestem zwykłą, normalną osobą. Za parę dni zapomnisz o mnie, nawet jak nie wcześniej. Po prostu jestem przy Tobie, bo chcę uszczęśliwić setki młodych ludzi, którzy przychodzą na spotkanie z Tobą lub chcą poczytać wywiady z tobą i Leo.
- Angie, jesteś nieznośna. - dziewczyna spojrzała na chłopaka jak na wariata. No nie. Przegięłeś koleś. To że Cię uwielbiam, nie znaczy masz prawo mówić mi, że jestem nieznośna ! O co to to nie !
- Że co proszę ?! To ty trzymasz mnie, nie pozwalasz ratować dupy przyjaciółce i pytasz mnie, czemu mnie przerażasz ! - powiedziała zdumiona . - To ty polazłeś ze mną, nie ja za Tobą. Nikt Ci nie kazał się Ci blisko mnie trzymać. - próbowała odsunąć się od niego, ale trzymał mocno. - A teraz puść, mam dużo do zrobienia. Puszczaj Lenetan ! - warknęła ostro i szarpnęła, ale o dziwo jego uścisk nie zelżał. Aha, czyli o co Ci do cholery chodzi ? Jak jestem dla Ciebie miła, to mówisz, że jestem nieznośna, ale jak wydzieram się na Ciebie, to trzymasz mnie, żebym sobie nie poszła ! Ja nie mogę, świat jest zakręcony !
- Hej, przepraszam, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Angie, naprawdę, nie miałem nic złego na myśli. - delikatnie pomasował jej ramiona, aby się rozluźniła. Nie dotykaj mnie. Spojrzała na niego z lekka złowrogo, a  on zachichotał.
- To Cię śmieszy ?- spytała oburzona, a on pokręcił głową, śmiejąc się cicho. Jezu, kim ten człowiek jest, bo zupełnie nie poznaję go . To nie jest chyba Charlie Lenetan. On zachowuje się teraz jakby coś brał. Naprawdę. Może z Jillan poszukamy szpitala dla uzależnionych ?
- Nie, nie, skądże. Śmieszy mnie to jak urocza potrafisz być, kiedy się złościsz. - dziewczyna zarumieniła się. Ja urocza ?! Chcesz chyba abym zapomniała co mówiłeś. O mamuniu. Idol powiedział mi, że jestem urocza. I że jestem dzieckiem, które trzeba pilnować. Ach, no tak, to moje szczęście. Suuuper.
- Wątpliwe, żebym była urocza. - założyła włosy za ucho. - A teraz puść mnie i albo idziesz ze mną albo zostajesz tutaj. Lepiej żebyś został. Przynajmniej przestanę rumienić się jak durna idiotka. I nie będę miała tego dziwnego uczucia. Jakbym wsadziła palec do kontaktu, kiedy mnie trzymasz, dotykasz.
- Oczywiście, że idę. Ale chcę Ci najpierw wytłumaczyć, co miałem na myśli mówiąc, że jesteś nieznośna. - wlepiła w niego ciekawsko ciemne oczy. No tłumacz się. - Chciałem po prostu powiedzieć, że nie zauważasz nawet, kim jesteś. Że jesteś naprawdę ciekawą osobą. I że nie łażę z byle powodu po mieście z Tobą, bo mi się nudzi. Chcę Cię poznać. Ale nie uda mi się to, jeśli wciąż praktycznie cały czas będziesz się mnie bała. - uśmiechnął się delikatnie. - Jeśli mi zaufasz, wszystko będzie prostsze. Zacznijmy może od początku, bo nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej. -puścił ją i wyciągnął do niej dłoń. - Cześć, jestem Charlie Lenetan, a ty ? - dziewczyna wywróciła oczami i uścisnęła delikatnie jego dłoń. Nie rozumiem go. Naprawdę nie rozumiem.
- Angie Białogłowska. - powiedziała, a chłopak zaśmiał się.
- Droga Angie, czy teraz choć trochę mniej się mnie boisz ? - ta dziwna nadzieja w jego głosie rozbawiła ją do granic możliwości, kiedy kiwnęła głową i ruszyła do przodu, kiedy obejrzała się przez ramię, aby napotkać się spojrzeniem z blondynem.
- Chodź, panie Jestem-Bardzo-Mądry, musimy uratować pewną seksowną dziewczynę. - mrugnęła okiem, po czym ramię w ramię ruszyli ku nowym przeżyciom ...
 
O matko. Zaczyna mi ufać. I trochę ją rozumiem. Sam obawiałabym się spotkania się ludźmi bardziej znanych ode mnie. Ona z pewnością nie  jest do końca zwykła. Widzę po jej charakterku, temperamencie. Jest żywą osobą i na pewno lubianą, nawet jeśli w wąskim gronie. Jest taka urocza, kiedy się wstydzi i spuszcza wzrok. Albo kiedy odgarnia włosy. Jest cała zachwycająca. Chciałbym ją przytulić, spleść z nią dłonie jak wcześniej, mieć ją dla siebie.... Ale nadejdzie jeszcze na to czas. Teraz muszę zdobyć jej serce.
Jezu, naprawdę zadziwiasz mnie. Idę właśnie z facetem, którego tak podziwiam, przez obce miasto w poszukiwaniu przyjaciółki i ....
 
Angie nie dokończyła myśli, kiedy jakaś dziewczyna wskazała dłonią na Charliego, a ciekawskie oczy wlepiły się w tę dwójkę. Angie nie wiele myśląc, przyciągnęła chłopaka do siebie i przysłoniła jego twarz swoim kapeluszem tak, aby dziewczyny nie rozpoznały go do końca i żeby myślały ...
- Czy ty masz zamiar mnie pocałować ? - wywróciła oczami, czując jego oddech przy swoim policzku. Ich czoła stykały się, kiedy on delikatnie pochylał się nad nią, a ona stała na palcach. Charlie położył jej dłoń na talii, a ona mimo woli westchnęła. Z oddali słychać było poszeptywania, ale dziewczyny chyba za krótko się przyglądały chłopakowi, bo jeszcze nie podbiegły.
- Śnisz o tym, Brytyjczyku. - powiedziała,a  chłopak  zaśmiał się. Miał piękne oczy. Wpatrywał się w nią z ciekawością.
- To czemu to zrobiłaś ? - spytał, a ona wywróciła oczami, w duszy śmiejąc się z jego ciekawości.
- Bo miałam w planach, ale jednak zrezygnowałam. - jego uśmiech był zachwycający.
- Miałaś w planach pocałowanie mnie ? - upewnił się. - Nie wiedziałem, że jesteś taka odważna, Angie. - zaśmiał się, a ona z nim, kiedy ktoś ich minął. Angie zareagowała mechanicznie, delikatnie odsunęła się od chłopaka, ale nie ukazując jego twarzy. Jakieś dwie dziewczyny struchlały, widząc, że jakaś tajemnicza dziewczyna całująca gościa podobnego do ich idola patrzy na nie ze spokojem.
- Chciałyście coś powiedzieć ? - spytała, a one pokręciły głowami, ale stały i wciąż wpatrywały się w plecy Charliego, któremu Angie przyłożyła palec do ust, aby siedział cicho. Chłopak pocałował ją delikatnie w palec, a ona o mały włos nie wypuściła kapelusza z dłoni. O matko. Chyba on tego nie zrobił.
Czy ja właśnie pocałowałem ją w palec ?! Jezu,Charlie, uzna Cię za jakiegoś wariata. Swoją drogą, zadziwia mnie jej zmienność. Jeszcze przed chwilą miała ochotę mnie zostawić na środku ulicy na pastwę losu, a teraz broni. Hmm, muszę zapamiętać, że ta dziewczyna jest nieprzewidywalna.
- Twój chłopak jest bardzo podobny do Charliego Lenetana. - powiedziała w końcu jedna z dziewczyn, a Charlie zachichotał, kiedy Angie przyciągnęła go do siebie. Kochany, musimy trochę zagrać zakochaną parę, bo w przeciwnym razie tłumy się zbiegną i to nie my będziemy ratować Jillan, a ona nas. Ma tak uroczy chichot, że o mój słodki Boże. Może tak chichotać cały czas.
- Rzeczywiście, z daleka tak wygląda. - Angie przyznała, a Charlie znów pocałował opuszek jej palca. O matko. On chce chyba, żebym ... Angie, stop, nie popuszczaj wódz fantazji. Ty i go całować ?! To niedorzeczne. Ale to czemu w takim razie on całuje mnie w palec ?! - Ale w rzeczywistości, jest trochę inny. A teraz, mogłabym prosić o chwilę prywatności ? Mamy rocznicę, a on nie może się powstrzymać, aby nie całować mnie na oczach ludźmi. - Angie wywróciła ze śmiechem oczami, a dziewczyny kiwnęły głowami i pośpiesznie odeszły, cicho poszeptując pomiędzy sobą. No to teraz wymyśliłaś. Rocznicę ?! Z nim ?! W snach, złociutka. Angie odprowadziła je wzrokiem, aż zniknęły za rogiem, zanim nie spojrzała na Charliego, którego twarz znajdowała się milimetry od jej. Kiedy chłopak napotkał jej spojrzenie, pocałował delikatnie jej palec, który zabrała z jego warg. Jego dłoń na jej talii nie pozwalała jej odskoczyć od niego, kiedy patrzyła na niego z zaskoczeniem pomieszanym z zachwytem, zauroczeniem, szokiem, delikatną złością. No jakiś nienormalny. Ma dość normalne spojrzenie, więc chyba nic nie brał, chyba że się nawdychał helu czy czego tam ...
- Jesteś zachwycająca, kiedy kłamiesz. - jego uśmiech był zniewalający. Jak kiedyś. Szeroki, dziecięcy, ufny. Jakbym świat był jego. Dziewczyna poczuła przyjemne ciepło na duszy i uśmiechnęła się delikatnie.
- Co im powiedziałaś, hmmm ? - odgarnął włosy z jej twarzy. Jego dotyk powodował szybkie bicie serca Angie, która pragnęła aby ta chwila trwała wiecznie. Charlie nie wydawał się, żeby miał zamiar gdzieś się ruszać, wyglądał jakby .... Angie, chyba coś Ci się pokiebłasiło w tym łbie. On jest ....
- Że jesteś moim chłopakiem, bardzo podobnym do tego całego Melody z Bars and Melody i że mamy rocznicę i że nie możesz przestać całować mnie w miejscach publicznych. - na początku jego oczy zrobiły się wielkie z zaskoczenia, po czym zaczął się głośno i szerze się śmiać. Jezu, ona jest zakręcona. Uwielbiam jej myślenie i szybkość reakcji. Ja nie wymyśliłbym lepiej.
- Czy ty właśnie stwierdziłaś, że jesteśmy parą ? - zachichotał, a ona udała, że się zastanawia.
- Cóż, najwyraźniej. - wzruszyła ramionami, a Charlie zachichotał. - Ale to ty wyszedłeś na jakiegoś napaleńca. - kiedy wyobrazili sobie tę scenę i nagłówki w gazetach, zaczęli chichotać jak szaleni. Czy ty właśnie ... Jezu.. Angie. Śmiejesz się z Charlim Lenetanem. I traktujesz go jak swojego kumpla. O mamuniu.
- Ja napaleńcem ? A kto mnie podrywa w jakże odważny sposób ?! - Angie o mały włos zemdlałaby na jego słowa, ale na szczęście jakoś wytrzymała to, ze jej idol powiedział, że go podrywa. A to przecież nie tak. Nie muszę go podrywać, bo i tak mu się nie spodobam ...
- To ty całowałeś mnie po palcu, kiedy chciałam, abyś był cicho ! - chłopak zaśmiał się i chwycił ją za dłoń. Splótł swoje palce z jej, po czym uśmiechnął się zachwycająco.  Jestem galaretką. Ratunku. Zemdlę. Może jednak nie. On ... nie jest tylko idolem. Nie, co to to nie. Jest kimś więcej.
Jej oczy. O matko święta. Po prostu muszę ją pocałować. Jest taka, że zapiera dech w piersiach. Kiedyś onieśmielała mnie, teraz wiem, że jesteśmy tacy sami. Udajemy przed światem poważnych, bo w rzeczywistości wciąż jesteśmy dziećmi. Kocham ją.
- Dojdźmy do kompromisu. Ja jestem wariatem, który jest tak szaleńczo zakochany w swojej dziewczynie, że nie może przestać jej całować. Boże, moja matka chyba umarła by ze wstydu, gdyby coś takiego o mnie usłyszała. - dziewczyna zaśmiała się. Moja umarłabym gdyby dowiedziała się, ze się obściskuję z kimś na środku ulicy.
- Czy mogę opuścić kapelusz ? - spytała.- Ręka mi ścierpła, a ludzie z pewnością mają nas za jakiś wariatów.
- I dobrze. - Charlie zachichotał. - Żadne z nas nie jest do końca normalne. Ty nazywasz mnie swoim chłopakiem, ja jestem napaleńcem ... Pasujemy do siebie. - zachichotali jak szaleni.
- Dobrze, więc, chodź moja cudowna dziewczyno, musimy uratować twoją przyjaciółkę, która zapewne umiera z nudów, kiedy ja jakże romantycznie całuję Cię. - Charlie nie puszczał jej dłoni, kiedy dziewczyna opuściła kapelusz i szybkim krokiem ruszyli do celu swojej podróży ...
 
- Masz zamiar mnie cały czas trzymać ? - spytała po chwili, a on spojrzał na nią z ciekawością.
- A przeszkadza Ci to, moja dziewczyno ? - wywróciła oczami, a on zaśmiał się. Kocham chwile jak udaje zezłoszczoną.
- Masz zamiar do końca mi to wypominać ? - mruknęła. - Zrobiłam to, żeby jakaś wariatka nie zaciągnęła Cię w ciemny zaułek i nie obściskiwała Ciebie. Uratowałam Ci tyłek, Lenetan. Powinieneś mi dziękować, a nie naśmiewać się.
- Ależ ja się nie naśmiewam, słońce. Dziękuję Ci za to, że byłaś taka męska i odważna, że uchroniłaś mnie przed hańbą i znieważeniem jakże idealnej mojej osoby. - powiedział poważnie i zachichotał. - Swoją drogą, zadziwiasz mnie. Nie myślałem, że jesteś na tyle ...
- Charlie ! - Angie pociągnęła chłopaka za jakiś kontener ze śmieciami elektronicznymi, kiedy jakaś dziewczyna minęła ich kryjówkę i popędziła w kierunku, skąd przyszli. No nie wierzę, kolejna go zauważyła. Potrzeba tylko chwili, żeby było ich całe stado. Angie westchnęła głęboko, wiedząc, że jeszcze kawałek do Jillan, a potem długa droga  z powrotem, kiedy zauważyła, że Charlie przygląda się jej z uśmiechem.
- Czemu się tak cieszysz, Lenetan ? - spytała, zakładając ręce na piersi.
- Jesteś naprawdę dziwna. Zaciągasz facetów za śmietnik, żeby ich pocałować ? - dostał od niej kuksańca.
- Tylko jednego. - powiedziała, a on objął ją ramieniem, kiedy chichotali.
O matko. Nigdy nie śmiałem się tyle, co z nią. Jest taka naturalna, kiedy przestaje myśleć o tym, że jesteśmy różni. Że jestem sławny. Ufa mi. Teraz nie patrzy się na mnie tak jak parę godzin wcześniej. I jest naprawdę intrygująca, szczególnie jeśli ratuje mi tyłek. Hmm, gdyby nie to, że warunki nie sprzyjają romantycznym scenom, z przyjemnością pocałowałbym ja. Nawet jeśli potem dostałbym w głowę.
Nie wiem, co wyprawiam. Ale ten chłopak ... to nie tylko idol, ideał. To zwykły człowiek, chłopak, kumpel, przyjaciel. Ta godzina, dwie coś zmieniła. Przestałam się bać patrzeć na niego. Chcę, abyśmy nawet kiedy za parę dni się rozstaniemy, wciąż pozostali są bliscy.
 
- Angie, co ty wyprawiasz ?! - jakaś burza ciemnych loków wyłoniła się zza śmietnika, kiedy zielone oczy jak u kota wpatrywały się w dwójkę, która zastygła w szoku. Jakaś wysoka dziewczyna tanecznym krokiem podeszła do nich z  burgundową walizką w ręce, kiedy Angie podbiegła do niej i uściskałą mocno, o mały włos nie przewracając jej. Nareszcie. Ratujesz mnie od niego.
- Głupolu, myślałam, że nigdy nie znajdę Ciebie ! - Angie odsunęła się od przyjaciółki. - Powiedz mi, znów zlekceważyłaś polecenie Filipa i nie wzięłaś mapy ? - ciemnowłosa wywróciła oczami i zaśmiała się, zanim nie przeniosła wzroku na Charliego, do którego mrugnęła wymalowanym okiem.  No jaki przystojniak. I przyszedł po mnie ... Ach, to przecież ... To ten typek, którego uwielbia Angie ! Co on tu robi ? W rzeczywistości jest jeszcze przystojniejszy ...
- Widzę, że nie szukałaś mnie aż nazbyt gorliwie. - Angie wywróciła oczami i przywołała do siebie blondyna. - Charlie, poznaj sierotę Jillan. Jill, to jest ...
- O jaki przystojniaczek. - Jillan zapiała po angielsku, a Charlie uśmiechnął się, kiedy uścisnęli dłonie.
- Charlie Lenetan, chłopak Angie. - Jillan zagwizdała, kiedy Angie rzuciła oburzone spojrzenie Charliemu, który zaśmiał się. Nie pozwalaj sobie. Nie pozwalaj, Lenatan.
- No,no, kochana, nie pochwaliłaś się. - Jillan ze zdumieniem pokręciła głową. - No, no, takiego przystojniaczka ukradłaś ...
- Jesteśmy parą od roku. - z udawaną powagą powiedział Charlie. - I jestem napaleńcem, który nie może przestać jej całować w miejscach publicznych, prawda słońce ? - przytulił ją do siebie, choć się wyrywała z uścisku. - Ale ona też nie jest zupełnie święta, o co, to, to  nie.
- Angie, ty kocico. - Angie wywróciła oczami, czując, że droga powrotna z tą dwójką, która złapała taki kontakt to będzie męczarnia ...
 
- Hej, złościsz się na mnie ?- Charlie położył jej dłoń na ramieniu, kiedy szła pośpiesznie przez uliczki, gdzie było coraz więcej turystów wracających z plaży i miejscowych. Słońce już praktycznie zaszło, a ona nie chciała zostawać na noc w tym mieście bez opieki z gwiazdą przy boku i przyjaciółką, która szła za nimi z turkoczącą na chodniku walizką i chichotała jak szalona. Jasne, nazwałeś mnie swoją dziewczyną, trzymałeś za rękę, nasze usta znajdowały się milimetry od Ciebie. Raczej jestem zachwycona niż zezłoszczona, ale przecież nie powiem Ci tego.
- Angie ... nie złość się na mnie ... Proszę ... Piękna ... Oj proszę ... - jęczał, kiedy udawała, że jest urażona. Jillan z tyłu piała jak kogut, a Angie próbowała zapomnieć jego delikatnych ust muskających jej palec. Piękna ?! O matko. On musi takie rzeczy gadać ?! Wiem, że mówi to prawie każdej, którą spotyka, więc czemu mam te dziwne przeczucie, że te słowa są zupełnie inne niż co mówi do innych dziewczyn ? Nie mam pojęcia, co o tym myśleć.
- To już niedaleko. - rzuciła do przyjaciółki, kiedy zanim zorientowała się Charlie chwycił ją za dłoń i pociągnął , zmuszając do biegu.
- O co chodzi ... ? - zaczęła, kiedy usłyszała okrzyki i wszystko wiedziała.
- Jillan, masz klucz ! - ciemnowłosa złapała klucz, kiedy szatynka zawołała na odchodne :- Hotel masz za rogiem, postaram się wrócić przed zmrokiem i jak coś - on nie jest ze mną ! - jej słowa porwał wiatr, kiedy zniknęli za rogiem.
- Jasna cholera. - pokręciła Jillan głową, patrząc w oddali na budynek hotelu, gdzie ruszyła ze spokojem. Jej walizka chrzęściła na chodniku, kiedy uśmiechała się porozumiewawczo.

2 komentarze: